Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 10 maja 2014

Raport MLS - Nowy Jork na bogato?

foto: skysports.com
Major League Soccer to liga bez spadków i awansów, która działa na podobnych zasadach, co inne ligi sportowe w USA - kluby są franczyzami ligi, zarządzanymi na poziomie centralnym. Żeby stworzyć klub do gry w MLS, trzeba zapłacić lidze odpowiednią sumę i... w sumie tyle. Oczywiście, liga ma swoje osobne wymagania, ale w gruncie rzeczy działa to na podobnej zasadzie co zakup franczyzy McDonald's lub Starbucksa. Inwestujemy odpowiednie pieniądze i działamy. Tak też zrobił Manchester City, wywołując przy tym burzę w amerykańskim środowisku piłkarskim.

Sam fakt chęci utworzenia kolejnego klubu w Nowym Jorku był kontrowersyjny. W obszarze metropolitalnym Nowego Jorku jest już jeden zespół – New York Red Bulls – który wcale nie cieszy się tak dużą popularnością. Średnia frekwencja w ubiegłym sezonie wyniosła 18.594 widzów. Podobna była w 2012 i 2011 roku, a to wszystko na stadionie mieszczącym 25 tysięcy kibiców. To wynik podobny do tego, jaki uzyskuje choćby Philadelphia Union na swoim 18,5 tysięcznym obiekcie: 17.867 w 2013 roku czy 18.049 w roku 2012, a Nowy Jork jest przecież metropolią wielkości Londynu, podczas gdy Philadelphia to miasto „zaledwie” wielkości Warszawy. Wydaje się, że Nowy Jork powinien przynajmniej zapełniać swój stadion, bo jeśli nie, to kto będzie chodzić na mecze drugiego klubu w Nowym Jorku? Czy może problem tkwi gdzie indziej?

Na pewno jednym z problemów Red Bulls Areny jest to, że leży on w innym stanie. Podróz z Times Square zajmuje 50 minut (w tym 20 minut metrem do dolnej części Manhattanu i 30 minut pociągiem regionalnym do stanu New Jersey). To samo jednak ma miejsce w wielu innych miastach – stadiony DC United czy wspomnianej już Philadelphii Union mieszczą się na przedmieściach. Jeśli chodzi o inne ligi, to New York Giants z ligi futbolu amerykańskiego również grają w stanie New Jersey, odległość 13 km od Times Square przy czasie przejazdu minimum 40 minut autobusem. Średnia frekwencja na meczach Giants to 79.475 (2011), tak więc mamy dobitny przykład na to, że jeśli jest zainteresowanie, to dystans i niedogodności w podróży zejdą na dalszy plan. O co więc chodzi?

Jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy jest po prostu brak zainteresowania wśród szerokiej rzeszy Amerykanów rodzimą ligą. O ile finał Mistrzostw Świata potrafi zgromadzić przed telewizorami ponad 20 mln odbiorców, to finał ligi MLS, w dogodniejszych dla USA godzinach, obejrzy może jeden milion, a może i mniej. Głównym powodem takiej sytuacji jest kiepska reputacja ligi oraz po prostu kiepski poziom rozgrywek w porównaniu do Premier League, Bundesligi czy innych czołowych lig na świecie. Imigranci z Meksyku są z drugiej strony przywiązani do swoich lig i raczej wolą oglądać zacięte spotkania z Ligi MX niż interesować się lokalnym futbolem. Oczywiście nie wszyscy; w końcu na trybunach MLS zasiada też wiele fanów drużyn z Premier League, Ligi MX i wielu, wielu innych, którzy postanowili dać szansę lokalnemu futbolowi – pisanemu właśnie w ten sposób, z hiszpańskiego, w przeciwieństwie do amerykańskiego futbolu, dla którego zarezerwowana jest pisownia angielska.

Sytuacja New York City FC nie jest bez precedensu. W 2005 roku, grupa inwestorów z Meksyku pozyskała prawa do stworzenia nowej drużyny na przedmieściach Los Angeles – Chivas USA. Po 9 latach egzystencji, Chivas zbierają średnio 8000 kibiców na swoich meczach, podczas gdy Los Angeles – 22.000. Chivas w dalszym ciągu jednak planują zbudowanie swojego nowego stadionu.

Dość dużym powodem niechęci wobec nowopowstałego NYCFC jest fakt, że początkowo inwestorzy z Manchesteru ogłaszali, że wybudują nowy stadion dla zespołu w dzielnicy Queens. Tak się nie stało i – jak wielu komentatorów przewidywało – przez przynajmniej pierwsze trzy lata, drugi zespół z Nowego Jorku będzie rozgrywał swoje mecze na stadionie bejsbolowej drużyny New York Yankees. Jak zauważa Guardian, rozgrywanie meczów piłkarskich na stadionie do tej specyficznej dyscypliny sprawia dodatkowe problemy dla kibiców – boisko będzie musiało leżeć po nienaturalnym kątem, co może mieć negatywny wpływ na atmosferę, ale też atrakcyjność widowiska na żywo.

Jakie są jednak plusy nowej franczyzy? Zdecydowanie to, że stadion będzie w mieście – w jednej z dzielnic na Manhattanie. To oznacza o wiele łatwiejszy dostęp dla kogoś, kto może się skusić na mecz jeśli wystarczy po prostu krótka (lub dłuższa, ale bezpośrednia) podróż metrem, a nie kombinacje z koleją regionalną i autobusami dowozowymi. Być może fakt, że stadion będzie bliżej, w samym centrum Nowego Jorku, przysporzy piłce nowych kibiców – na mecze w weekendowe popołudnia powędrują Nowojorczycy do tej pory nie zainteresowani piłką nożną, w ramach ciekawostki. Czy to pozwoli na sukces drużyny szejków, czy jeszcze bardziej rozdrobni kibiców lokalnej piłki nożnej w Nowym Jorku? Przekonamy się w ciągu następnych kilku lat.

Bartek Ciurski
comments powered by Disqus
facebook