Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 3 grudnia 2014

Przeciętność

fot. skysports.com
Cztery remisy i trzy porażki w pierwszych siedmiu meczach; komplet zwycięstw w pięciu kolejnych - Newcastle United przeszło w ostatnich tygodniach drogę od kryzysu po euforię. A gdzie jest rzeczywiste miejsce klubu z północno-wschodniej części Anglii? Dokładnie tam, gdzie wskazuje na to tabela Premier League po wtorkowym wyjeździe do Burnley. W samym środku stawki.


RELACJA Z TURF MOOR

- Momentami ciężko się to oglądało w pierwszej połowie - mówił podczas pomeczowej konferencji prasowej na Turf Moor menedżer Alan Pardew. - Burnley stosowało pressing i nie pozwalało nam otworzyć gry. My straciliśmy naszą werwę w utrzymywaniu się przy piłce i naciskaniu na rywali. Potrzebowaliśmy podjąć więcej ryzyka. Cieszę się, że nasi kibice zostali na drugą połowę!

Trzy oblicza

Jeżeli jeden mecz może stanowić podsumowanie dotychczasowej części sezonu, dokładnie taka sytuacja miała miejsce w chłodny, wtorkowy wieczór w Lancashire. Przetrzebione absencjami swoich zawodników Newcastle zostało w pierwszej połowie zdominowane przez drużynę beniaminka i mogło schodzić na przerwę z bagażem więcej niż jednego gola. Na drugie 45 minut wyszedł inny zespół - lepiej i szybciej operujący piłką, który szybko doprowadził do wyrównania i zepchnął przeciwnika do obrony. Tyle, że sam nie potrafił przekuć przewagi na kolejne bramki.

Na przestrzeni jednego spotkania goście przeszli z apatii, przez nadzieję, po bezsilność. W pierwszej połowie przegrywali drugie piłki, które regularnie wracały w ich własną strefę obronną. Sam Danny Ings wypracował swoim partnerom trzy podbramkowe okazje. George Boyd zamienił jedną z nich na gola. Po przerwie natychmiast odpowiedzieli za sprawą Papissa Cisse, ale nie byli w stanie wykreować następnych szans. Zmuszeni do ataków bokami przez wąsko broniącego się rywala byli bezzębni. Fatalnie dośrodkowywali. Brakowało im zawodników atakujących piłkę w polu karnym. Beznadziejnie bili stałe fragmenty gry.

Srebro

- W drugiej połowie podjęliśmy spore ryzyko i zostaliśmy wynagrodzeni - dodawał Pardew. - Dużą różnicę zrobił dla nas Cabella, który dodał nam jakości technicznej i rozegrał świetne drugie 45 minut. Zmienił obraz gry. To dla nas naprawdę dobra wiadomość, ponieważ czekamy, aż się ożywi po powolnym początku. Dziś wziął sprawy w swoje ręce dzięki swoim umiejętnościom technicznym i właśnie to musi robić. W Premier League nie będzie dominował pod względem fizycznym. Musi być naszym srebrem, czyli zawodnikiem, który będzie pokazywał się do gry, wchodził w pojedynki i kreował. Odegrał ważną rolę przy golu.

Sprowadzony latem z Montpellier, gdzie błyszczał w poprzednim sezonie, Remy Cabella odzwierciedla sytuację całej drużyny. Z jednej strony, nie potrafi wywalczyć sobie stałego miejsca w wyjściowej jedenastce ani na dobre przekonać menedżera, że powinien być ustawiany na pozycji dziesiątki. Z drugiej, według WhoScored, to właśnie on notuje najwięcej kluczowych podań w zespole (średnio blisko dwa na mecz, ale zaledwie jedna asysta). Na Turf Moor pojawił się na murawie w przerwie i bez wątpienia przyspieszył tempo rozegrania i stwarzał lepsze opcje podań dzięki swojemu ruchowi bez piłki, choć nie wypracował kolegom ani jednej okazji (ani nie poprawił jakości dośrodkowań).

Bez przypadku

Dla Pardew wydobycie tego, co najlepsze ze swojego najlepiej wyszkolonego technicznie piłkarza może stanowić obecnie największe wyzwanie. Tylko czy klub zarządzany przez cynicznego biznesmena, z przeciętnym menedżerem i podobnej klasy zawodnikami może liczyć na coś więcej niż właśnie przeciętność? Na dłuższą metę gra zespołu, wyniki i pozycja w tabeli nie są dziełem przypadku. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook