Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 6 stycznia 2014

Prawdziwe ofiary Pucharu Anglii

foto: thefa.com
Nie ma przypadku w tym, że Paul Lambert i Sam Allardyce są na samym szczycie listy szkoleniowców, których bukmacherzy typują do najszybszego zwolnienia spośród wszystkich klubów Premier League. Obaj właśnie zlekceważyli Puchar Anglii, za co zapłacili (prawie) najwyższą cenę - West Ham i Aston Villa zostały upokorzone.

Christian Benteke marnował setkę za setką, ale gospodarzom nie pomogła nawet przygniatająca przewaga w końcówce spotkania z Sheffield United, drużynie walczącej o utrzymanie w League One. Czy można się dziwić, że w ostatnich minutach, gdy ważyły się losy meczu i kompletnie zbędnego rewanżu, to goście groźniej atakowali? Wszakże dzień przed meczem Paul Lambert wyraźnie stwierdził, że "będąc kompletnie szczerym" kluby Premier League mogłyby obyć się bez Pucharu Anglii.

To obraza, która w kraju dumnym z najstarszych rozgrywek pucharowych na świecie zasługuje na potępienie. Od kilku lat, a przynajmniej dwóch dekach, gdy struktury futbolowe coraz bardziej przypominają korporacje - lub już nimi są - w Anglii broni się "magii FA Cup". Starsi wspominają z łzą w oku, jak wiele emocji wywoływały nieliczne transmisje w telewizji czy finały na starym Wembley, mówiąc o legendach i niespodziankach, biciu gigantów i hitach w kolejnych rundach.



Trzecia runda FA Cup to... to ten pierwszy weekend Nowego Roku, nadzieja dla słabszych na nieoczekiwany sukces w rozgrywkach pucharowych, albo dla najlepszych na udowodnienie własnej potęgi i sprawienie kibicom frajdy pod postacią (coraz bardziej kosztownej) wycieczki na Wembley w maju. Lekceważenie tego wszystkiego, zapominanie czy koncentrowanie się wyłącznie na lidze dla klubu, który przecież innych zmartwień (europejskie rozgrywki) nie ma na swojej głowie, jest żenujące.

Paul Lambert schodził do szatni żegnany gwizdami, a kibice rzucali w niego biletami za które sami zapłacili. - Tyle lat pracuję w tym zawodzie, że muszę się tego spodziewać - powiedział po meczu menedżer Villans, ale skruchy raczej nie dało się w jego głosie wyczuć. Prędzej ulgę, że kilka minut po tym, jak Helenius wyrównał stan meczu, Ryan Flynn świetną akcją zagwarantował zwycięstwo przyjezdnym. Zero zmartwień, panie Lambert?

Niekoniecznie. Wie coś o tym Sam Allardyce, który na mecz z Nottingham Forest wystawił w sporej mierze zespół niedoświadczonych młokosów z rezerw, którzy dla coraz mocniejszej ekipy Billy'ego Daviesa okazali się wyłącznie chłopcami do bicia. Jeszcze w pierwszej połowie, gdyby nie Adrian w bramce gości, gospodarze spokojnie mogli zagwarantować sobie zwycięstwo. West Ham ograniczył się wyłącznie do wykopywania piłki na oślep, byle dalej od własnej bramki. - Nie wierzę, że West Ham przyjechał na City Ground z zespołem U-21 - pisał na twitterze Dexter Blackstock, kontuzjowany piłkarz Forest - Przecież to mogło być 6 lub 7 do 0.

Sam Allardyce tłumaczył się, że ważniejszą potyczką będzie mecz w Cardiff City w lidze i jeszcze kolejny puchar - półfinałowy mecz z Manchesterem City w CapitalOne Cup. - Zarząd poparł moją decyzję o grze takim składem - zarzekał się po spotkaniu menedżer o coraz mniej stabilnej pozycji w klubie. - To tylko pokazuje brak zaufania dla własnego zespołu - komentował Gary Lineker.

Zakończona na pięciu bramkach lekcja futbolu z Nottingham tylko udowodniła, że wycofana niedawno "reguła najsilniejszego zespołu" nie tyle była dla menedżerów nakazem wystawiania najlepszego możliwego składu, ale ratunkiem przed nimi samymi. Teraz, niczym spuszczeni ze smyczy, nie zamierzają fałszować rzeczywistości i w jakimkolwiek stopniu wierzyć w dobry sezon w Pucharze Anglii, gdy o większe pieniądze walczy się na dnie Premier League. Udowodnił to Bolton, który w kilka lat po spadku ogłosił dług bliski 160 milionów funtów. Szkoda.

Bo w wypadku Pucharu Anglii zapomina się o lidze, a chodzi przede wszystkim o kibiców. W najtrudniejszym momencie sezonu mają pełne prawo marzyć o cudzie na miarę Wigan z poprzedniego sezonu. A menedżerowie muszą wiedzieć, jak wielki wpływ ma każde zwycięstwo na zespół o poważnym deficycie jakichkolwiek sukcesów. Paul Lambert i Sam Allardyce, bez odpowiedzialności finansowej w wypadku wystawienia osłabionego składu, zapędzili się nie tylko z wypowiedziami - spuszczeni ze smyczy regulaminu stracili panowanie nad swoimi zespołami. Wiele było do wygrania, a te popisy mogą kosztować ich posady.

Trudno będzie o współczucie, gdy Lambert i Allardyce w końcu rozstaną się ze swoimi klubami. - Byli architektami własnego upadku - bez wątpienia tak napisze angielska prasa. Błąd. To będą ofiary Pucharu Anglii, jego prawdziwej magii i sławy. Niech w nich, zresztą całkiem zasłużenie, opływają prawdziwi zwycięzcy rozgrywek - nie tylko Sheffield United czy Nottingham Forest, ale też piłkarze Rochdale, Southend, MK Dons czy Macclesfield.

Ci ostatni, drużyna półamatorska, mają rewanż do rozegrania z Sheffield Wednesday, co może przynieść im nie tylko awans i chwałę, ale też środki konieczne do utrzymania klubu. Oczywiście nic to w porównaniu z problemami Paula Lamberta czy Sama Allardyce'a...
Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook