Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 16 czerwca 2014

Prandelli, selekcjoner idealny

fot. goal.com
Włosi w kolejnym turnieju pracują na obalenie stereotypu, że grają defensywnie, brzydko i brutalnie. Pewnie znowu się nie uda, walka z takimi kliszami jest skazana na niepowodzenie, choć mecz z Anglią był jeszcze jednym krokiem we właściwym kierunku. Italia była zupełnym przeciwieństwem drużyny ze stereotypu – aktywna, efektowna, odważnie prąca do goli. Osobnym przeżyciem było oglądanie Andrei Pirlo, który wyrasta ponad całe to piłkarskie towarzystwo. Nie ma drugiego takiego wirtuoza. Nie musi nawet dotykać piłki, żeby zachwycać ruchami, mądrością i pomysłem. Czysta przyjemność.

Nową tożsamość reprezentacji Włoch nadaje Cesare Prandelli, który wziął kadrę od Marcello Lippiego po kompromitacji na mundialu w RPA. Italia jechała tam bronić mistrzostwa świata, ale nie potrafiła wygrać nawet z Nową Zelandią i już po fazie grupowej pojechała do domu.

Prandelli był człowiekiem z drugiego szeregu. Ceniony – owszem, z dobrą marką – tak jest, jednak bez twardych sukcesów i doświadczenia na arenie międzynarodowej. We Włoszech znalazłoby się pewnie z pół tuzina mocniejszych nazwisk. Zainteresowanych nie było, bo dla czołowych trenerów praca z kadrą to obecnie najczęściej deser na koniec kariery. Dla Prandellego i jemu podobnych – nobilitacja i szansa awans do wyższej kasty.

Ten nastąpił bardzo szybko. Prandelli tchnął w wymęczoną reprezentację nowego ducha. Włosi zaczęli grać lepiej, przyjemniej dla oka i po niemal dwóch latach pracy z nowym trenerem zostali wicemistrzami Europy.

Atmosfera wokół reprezentacji poprawiła się nie tylko dzięki wynikom. Prandelli ma dużo wdzięku. Jeśli szukamy w futbolu dżentelmena, to włoski selekcjoner jest naturalnym kandydatem. W świecie zdominowanym przez cyników, macho i furiatów, jest wyjątkowy. Elegancko ubrany, pełen klasy, zwracający uwagę na szlachetne wartości. Po przejęciu kadry ustanowił kodeks etyczny, w którym spisał zasady postępowania. Karał piłkarzy za brutalną grę w klubach – w marcu nie powołał Daniele De Rossiego na mecz z Hiszpanią, bo piłkarz Romy uderzył na boisku Mauro Icardiego. Nagradzał też za przyzwoitość. Kiedyś powołał do reprezentacji anonimowego Simone Farinę z drugoligowego Gubbio, bo piłkarz ujawnił otrzymaną propozycję ustawienia wyniku meczu.

Sposób bycia to bardzo dużo, ale nie wszystko. Prandelli okazuje się świetnym selekcjonerem. To trener poszukujący. Jego ruchy bywają nieoczywiste, jest elastyczny, odważny i pomysłowy, troszczy się o detale, jak podczas przygotowań do meczu w saunie w Manaus. Dobrze dostosowuje plan gry do okoliczności, potrafi zmieniać ustawienie drużyny – w wielkich turniejach przećwiczył już 3-5-2, 4-4-2 i 4-1-4-1 – i rotować piłkarzami na boisku. W meczu z Anglią zaskoczył zmieniając pozycję Andrei Pirlo, który zagrał wyżej niż zwykle, a w jego stałym miejscu na boisku biegał De Rossi. Ryzyko może nie było duże, bo Pirlo to znakomity zawodnik, który w centrum pola zdefiniuje po swojemu każdą pozycję, lecz dla wielu szkoleniowców taki eksperyment byłby herezją. Pirlo w ostatnich latach występował w roli, którą wymyślił dla niego Carlo Ancelotti, to był piłkarski kanon, który Prandelli potrafił z powodzeniem zinterpretować na własny użytek.

Prandelli nie jest zakładnikiem nazwisk, czym nawiązuje do poprzedników. Włoscy selekcjonerzy potrafią ryzykować, brać na turnieju ludzi bez doświadczenia, a później umiejętnie z nich korzystać. Arrigo Sacchi na mundial w USA zabrał nieogranych w kadrze Antonio Bennarivo, Luigiego Apolloniego i Roberto Mussiego, którzy zagrali nawet w wielkim finale. Sam Prandelli też potrafił zaryzykować – Euro 2012 rozpoczął z debiutującym w reprezentacji Emmanuele Giaccherinim, a teraz w ważnych rolach obsadził wchodzących do składu Matteo Darmiana, Gabriela Pallettę, czy Ciro Immobile. Ostatnia trójka ma za sobą bardzo dobry sezon, a to okazało się ważniejsze, niż hierarchia w kadrze, czy doświadczenie w rozgrywkach międzynarodowych.

Włosi osiągnęli sporą biegłość w – jak to brzydko brzmi – zarządzaniu zasobami ludzkimi. Ideał osiągnął Marcello Lippi, który na mundialu w Niemczech dał grać wszystkim piłkarzom z pola, umiejętnie rozkładając akcenty na cały turniej, by wykorzystać potencjał całej kadry. Każdy z piłkarzy miał swoje poletko do obronienia. Jedni większe, inni mniejsze, ale każdy miał wkład w końcowy sukces. I może najlepiej mistrzostwo Lippiego w tej sztuce pokazuje lista strzelców – na dwanaście goli Italii złożyło się aż dziesięciu piłkarzy.

I tylko ciekawe, że można znaleźć pewne analogie między Sacchim, Lippim i Prandellim, ale już nie dopiszemy do tej listy Fabio Capello, który połamał sobie zęby na pracy z reprezentacją Anglii.

Ktoś szumnie nazwał ten tekst felietonem, co daje autorowi przywilej wyrażenia wyrażenia osobistego zdania, emocji i preferencji. Prandellego kupuję za styl bycia, osobowość, otwartość umysłu, odwagę i talenty trenerskie, z całej grupy trenerów – wrzucam selekcjonerów do jednego worka z klubowymi – to jeden z moich faworytów. W tytule napisałem, że to selekcjoner idealny. Może za wcześnie, ideał powinien być chyba złoty, a Włosi przecież na razie nie wyszli jeszcze z grupy. Wynik będzie najważniejszy, on zadecyduje o ocenie gry Italii na mundialu, ale to przecież nie wszystko. Pewnie przesadzam, bo ideałów nie ma. Jednak kiedy myślę, jaki powinien być selekcjoner reprezentacji, to wydaje mi się, że Prandelli jest blisko tego obrazu. Bartosz Wlaźlak
comments powered by Disqus
facebook