Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 17 maja 2013

Pracuś z żurnala

foto: skysports.com
Słup reklamowy, gwiazda popkultury, mąż swojej żony. W powszechnej świadomości taki jest obraz Davida Beckhama. Jego działalność na zielonej murawie schodziła na plan dalszy i przestała się kojarzyć z angielskim - nomen omen - piłkarzem.

Popularna teoria głosi, że "Becks przereklamowanym piłkarzem jest". Cały swój majątek i sławę zawdzięczać ma bowiem związkowi z gwiazdką pop i ładnej twarzy, dzięki czemu stał się łakomym kąskiem dla korporacji odzieżowych. Beckham przekroczył granicę zachowań przynależnych piłkarzowi i stał się częścią blichtru salonu.

Z takim kreowaniem wizerunku nie zgadzał się Sir Alex Ferguson i z chęcią pożegnał się ze swoją gwiazdą w 2003 roku, kiedy to Beckham przeniósł się do Realu Madryt.

Przejście Anglika do Hiszpanii też miało być tylko zabiegiem marketingowym, nastawionym na sprzedaż koszulek na całym świecie. Flagowy piłkarz jednej z firm odzieżowych przeszedł wszak do jej flagowego klubu. Nie, tu nie chodziło o względy sportowe.

Beckham stał się piłkarzem fasadowym, do swojej dyspozycji miał tylko rzuty wolne i rożne, reszta fachu piłkarskiego była mu obca. Nie trzeba być wielkim znawcą futbolu, by wiedzieć, jak dalekie jest to od rzeczywistego stanu rzeczy.

Anglik padł ofiarą swojej popularności i jako piłkarz jest zwyczajnie niedoceniany. Często wspomina się jego rzut wolny przeciwko Grecji w decydującym dla Synów Albionu meczu w eliminacjach do Mistrzostw Świata w 2002 roku, rzuty rożne w spotkaniu z Bayernem Monachium. No, jeszcze bramkę z połowy boiska strzeloną przeciwko AFC Wimbledon.

To wszystko są tylko wycinki dokonań Beckhama. Jego prawdziwa klasa objawiała się w nieustannej pracy na całym boisku. Niezależnie od tego, gdzie się znajdował, zawsze był w stanie dobrać najlepsze rozwiązanie dla całej drużyny. Jego praca na treningach i wyrobiona za młodu koordynacja oko-noga pozwalała na nieosiągalny dla innych zasięg podań wykonywanych z laserową precyzją, również w trakcie biegu.



Połączmy to z nieustanną wolą walki, biegania za drużynę i mamy przepis na lidera drużyny. Ku zaskoczeniu jego przecwników - w istocie kimś takim był. Żaden przereklamowany zawodnik nie wystąpiłby w 115 meczach swojej kadry, nie przywdziewałby jej opaski kapitańskiej.

Jako jeden z niewielu angielskich piłkarzy potrafił poradzić sobie za granicą, jest mistrzem Hiszpanii, USA i Francji. Jego elegancki styl gry dobrze wpasował się do Serie A, gdzie bynajmniej nie był piątym kołem u wozu w trakcie dwóch wypożyczeń do Milanu.

Oczywiście ocenianie piłkarzy to nie wprawianie wahadła w ruch. Beckham nie jest ani przereklamowany, ani nie należy do najwybitniejszych piłkarzy w historii. Daleko mu do Maradony, Cruyffa czy Beckenbauera - piłkarzy kompletnych. Brakowało mu motoryki, był mało zwinny, szczególnie pod koniec kariery, lewej nogi używał rzadko, a jeśli już - widać było, że to jest jego słaba strona.

Mimo to, wiele drużyn chciałoby go mieć u siebie, a gdy trenował jako "wolny słuchacz" w Anglii młodsi piłkarze chwalili sobie jego obecność jako wspaniałą lekcję piłki. Pomimo gwiazdorskiego statusu do jakiego wielu w piłce nie doszło, jego podejście do treningów i meczów było wyjątkowo przyziemne, co znamionuje wielką klasę nie tylko jako piłkarza, ale także jako człowieka.

Beckham kocha ten sport i dał mu najlepsze lata swojego życia tak, na ile pozwalał mu talent i zdrowie. Zdobycie mistrzostwa z PSG Anglik zrozumiał jako ostatni taniec na parkiecie elitarnego futbolu. Można odcinać kupony grając o środek tabeli w Southampton, ale czy się godzi? A być tylko "jednym z" w Manchesterze United nie wchodzi w grę. Beckham zawsze grał o zwycięstwo na najwyższym szczeblu. Jeżeli nie da się tego zrobić - czas na koniec.

Banery reklamowe z Beckhamem zasłaniają jego klasę na boisku, ale może tak to musiało być. Nie uciekniemy od tego, jak Becks pokierował swoją karierą i musi liczyć się z licznymi zarzutami o za dużej podatności na wzmacnianie swojej wartości marketingowej, choć sam mówi - Chciałbym być postrzegany po prostu jako ciężko pracujący piłkarz. Ktoś, kto z pasją podchodzi do tego sportu. Transfer do LA Galaxy temu może przeczyć, ale nawet tam był wśród świetnych i wybitnych piłkarzy.

Nikt trofeów, mistrzostw, ale też i fauli, upadków Beckhamowi nie zabierze. Można tylko gdybać jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie małżeństwo z Victorią Adams, gdyby nie odejście z Manchesteru United. Nikt tego nie wie, ale może teraz Czerwone Diabły świętowałyby nie odzyskanie tytułu, ale przedłużenie mistrzowskiej paasy, a u nas pojawiałyby się analizy fenomenu środka pola Beckham-Giggs?
Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook