Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 28 sierpnia 2013

Porażka, z której można wyciągnąć wnioski

foto: skysports.com
Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego na Łazienkowskiej, ktoś piłkarzom Legii zatkał nozdrza, wlał beton w nogi i kazał grać przeciwko mistrzowi Rumunii. Efekt zna niestety każdy.

No i znowu się nie udało. Ja jeszcze pamiętam, gdy Widzew grał w Lidze Mistrzów (gdy grała Legia, to już dawno było po "Kasztaniakach", więc wtedy już spałem) i Marek Citko pokonywał Molinę, ale coraz bardziej dorasta nam pokolenie, które Ligi Mistrzów na polskich boiskach pamiętać nie jest w stanie. Dobrze chociaż, że Platini zrobił reformę, która Ligę Mistrzów zaczyna od ostatniej rundy kwalifikacyjnej, przynajmniej nie umyka wielka płachta z gwiazdami i patetyczny hymn na wyjście. Zawsze coś.

***

W zasadzie - jak zwykle - zostały nam "długie nocne rodaków rozmowy", w których rozdrapujemy rany i zastanawiamy się, co poszło źle. Zwykle zaczynamy od wskazywania palcem trenera i piłkarzy, a kończy się na krytykowaniu całego systemu zarządzania polską piłką. Mówiąc krótko: winny jest Urban, Furman i leśne dziadki. Gdzieś po drodze jeszcze majaczy się prezes Leśnodorski, który poskąpił pieniędzy na napastnika.

Przez to wszystko umknęły Legii pieniądze, które wykorzystać można było na pracę u podstaw w warszawskim klubie. A to, zdaniem wielu przyczyniłoby się pośrednio do podniesienia poziomu całej polskiej ligi. Gdzieś ten transfer pieniędzy przejdzie i każdy klub na tym skorzysta. Może tak być, ale może też nie.

W każdym razie fundamentem takiego założenia jest myślenie, że lepszy poziom polskiej piłki osiągnąć można przez nagły zastrzyk gotówki, więc skoro to takie proste, to należy na te pieniądze liczyć. Może się uda. Cóż, miliony Polaków liczą na łut szczęścia wysyłając dwa razy na tydzień kupony Lotto. I w większości przypadków - wychodzi na to samo.

Warto chyba jednak raczej odwrócić ten ciąg przyczynowo-skutkowy. To podniesienie poziomu polskiej ligi spowoduje awans do Ligi Mistrzów, nie odwrotnie. Jestem zwolennikiem teorii, że każdy piłkarz chce się uczyć czegoś nowego na każdej płaszczyźnie futbolowego rzemiosła - czy to taktyka, technika czy motoryka. A uczyć się będzie w stanie, gdy trenować go będzie dobry szkoleniowiec, który też chce się rozwijać.

Mogę tu wrócić do mojego postulatu o okienkach transferowych dla trenerów, co spowodowałoby podniesienie umiejętności każdego z nich. Liga Mistrzów zweryfikowała, co oznacza brak reakcji ze strony trenera z meczu na mecz. Legia w każdym spotkaniu grała tak samo i w każdym meczu popełniała te same błędy. Oczywiście nie ma co żądać głowy trenera Urbana, ale niedoskonałości w grze są po to, by je poprawiać.

Jeżeli Legia w każdym meczu pokazuje błędy w kryciu, przez drugą linię piłki przechodzą bez problemu, schodzący do obrońców pomocnik nie radzi sobie z pressingiem, a w ataku pozycyjnym nie ma odpowiedniej wymienności pozycji, to znaczy, że problem jest na treningach. Jasne, ktoś może powiedzieć, że trener Urban zabronił Jakubowi Koseckiemu wywiadu, ale ja szczerze mówiąc wymagam od trenera czegoś więcej. W Ekstraklasie CWKS radzi sobie zarówno w grze z kontrataku, jak i w sytuacji, gdy przeciwnik oddaje mu piłkę. W Lidze Mistrzów - w żadnym z powyższych.

Ktoś by powiedział, że materiał za słaby. Ale weźmy każdego piłkarza Viktorii Pilzno i każdego piłkarza Shachtiora Karagandy i porównajmy ich z zawodnikami Legii. Ba, porównajmy po kolei każdego piłkarza Steauy do Legionisty. Ilu miałoby pierwszy plac na Stadionie Wojska Polskiego w barwach Wojskowych? Legioniści dali Rumunom trzy minuty, w których ci strzelili dwie bramki. Potem Steaua mogła siedzieć w ustawieniu 4-4-2 na własnej połowie, doskakiwać do pomocników i faulować, gdy Legia miała przewagę na skrzydłach. Tak powinna grać Legia od samego początku.

Viktoria Pilzno ma jednoznaczny styl gry i każdemu rywalowi stwarza ogromne problemy, Szachtior w pucharach gra z kontry, a broni się w ustawieniu 5-4-1, a całą filozofię tego zespołu można wyabstrahować do słowa: "asekuracja". W drużynie z Kazachstanu nie ma sytuacji, gdy przeciwnik jest bez krycia.

Jak widać - można osiągnąć wiele pewnym stylem gry, który jest dopracowywany i udoskonalany. To powinna być droga dla polskich drużyn. Rozwijajmy skauting, żeby można było wyciągnąć wartościowych piłkarzy i rozwijajmy trenerów, żeby ci piłkarze dobrze czuli się na boisku. Gdy awans zostawia się w ręce przypadku, mecz przegra się już w szatni. Tylko zawodnicy przekonani o własnych umiejętnościach i wyższości swojej gry wychodzą na boisko pewni swego. Jak Steaua.

***

Cała Warszawa życzyła sobie, by mecz ze Steauą był jak spotkanie między Manchesterem United a Chelsea. Tymczasem wielu chciałoby o tym spotkaniu zapomnieć, głównie kibice angielskiej piłki. Ostatnie lata w Premier League rozpieszczały fanów, gdy w spotkaniach między ekipami ze szczytu tabeli padały niesamowite wręcz liczby bramek. Wrócił Jose Mourinho i nastąpił powrót do marnego 0:0. I bardzo dobrze, w końcu strzelenie gola zaczyna być trudniejsze.

Jeśli jest trudniejsze, to znaczy, że trzeba bardziej się postarać, wznieść się na wyżyny sowich umiejętności. I w ten sposób każdy - i obrońcy i napastnicy muszą się lepiej prezentować na boisku. A to pomoże angielskim klubom w europejskich pucharach. Swego czasu, angielski bloger Zonal Marking przygotował wykres, na którym widać zależność między średnią liczbą bramek w spotkaniach między TOP4 a wynikami w Lidze Mistrzów.



Sam mecz na Old Trafford dla mnie był bardzo ciekawy, bo obrona jest sztuką nie mniejszą niż zdobywanie bramek. Z równie wielką przyjemnością patrzyłem na interwencje Vidica, jak na bramki z poprzedniego sezonu w meczu chociażby Manchester City - Manchester United.

Graczem meczu zdaniem Sky został John Terry, choć pewnie bój toczył z wymienionym wcześniej Vidiciem. Mówiło się też o Waynie Rooneyu, który rzekomo miał zagrać znakomicie. Harował na całym boisku, podawał, starał się obsługiwać kolegów z przodu. Manchester United miał częściej piłkę w tym spotkaniu, dlatego musiał skupiać się na wymienności pozycji i na tym, by ofensywny pomocnik zagrywał prostopadłe piłki w pole karne. Rooney ani nie prowokował pierwszego, ani nie robił drugiego.



Znacznie lepiej w takich warunkach czułby się Shinji Kagawa, stąd dołączam się do akcji #FreeShinji. Oby szybko.

***

W niedzielę na stadion przy ulicy Reymonta wybiegły jedenastki Wisły oraz Lecha i to Biała Gwiazda wyszła z tego pojedynku zwycięsko. Piłkarzem spotkania został Michał Chrapek, a całe 90 minut było pokazem jego umiejętności. Choć, jak sam mówi, lepiej czuje się w grze w ataku pozycyjnym i wymianie krótkich podań, to potrafił się dostosować do warunków meczowych i dać drużynie zarówno rozwijanie akcji w środku pola, przerzuty ze skrzydła na skrzydło, odbiór piłki i uruchamianie partnerów na skrzydłach.

Jeśli Chrapek utrzyma ten wzrost formy, to Wisła będzie miała z niego sporo pożytku. Choć można się raczej spodziewać, że niedługo zjawią się skauci różnych zagranicznych klubów i w końcu pojawi się oferta nie do odrzucenia. Pomocnik krakowskiego zespołu przez ostatni czas poprawił swój "end-product", jego gra weszła na poziom, który daje drużynie wymierne korzyści. Duże szczęście Wisły, że mimo wciąż krytykowanego szkolenia udało się doprowadzić do sytuacji, że wychowankowie - Chrapek, Stolarski, Uryga - prezentują w miarę przyzwoity poziom. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook