Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 6 września 2014

Piłkarze ze Skały

fot. skysports.com
Magoty gibraltarskie to jedyne, dziko żyjące małpy w Europie. To także prawdopodobnie jedyni mieszkańcy Gibraltaru, którzy nie przejawiają zainteresowania futbolem. Bo jeśli wierzyć statystykom, co osiemnasty człowiek z tego kraju gra w piłkę, a w ogóle co dziesiąty jest bardziej lub mniej zaangażowany w futbol. Na całej planecie trudno zatem byłoby odnaleźć skrawek ziemi równie zafascynowany tą dyscypliną.


Nazywany potocznie „Skałą”, bo nad tym niewielkim państewkiem góruje Skała Gibraltarska, rok temu stał się najmniejszym pod względem liczby ludności krajem zrzeszonym w UEFA – trochę więcej mieszkańców niż w Zakopanem. I najmniejszym pod względem powierzchni – pięciokrotnie mniejszy od Bełchatowa. W tym maleństwie piłkę kopie 600 zawodników, graczy wszystkich kategorii wiekowych jest tam 1650, a klubów 22. To pokazuje, jakie futbolowe kuriozum stanie w niedzielę naprzeciwko Polski.

Don Kichot z Gibraltaru

Choć tamtejsza federacja jest jedną z najstarszych na świecie – siódma najstarsza – założoną w 1895, choć piłka zawędrowała do nich wcześniej niż do Hiszpanii, to do rodziny UEFA wstąpili dopiero w maju ubiegłego roku. Batalię o przystąpienie do tej organizacji toczyli od prawie dwóch dekad, a głównym jej wrogiem przez te lata była, wciąż roszcząca sobie prawa do tego spłachetka ziemi, Hiszpania.

Walka z państwem okalającym Gibraltar zewsząd oraz ze związkiem futbolowym zdecydowanie potężniejszym i bardziej wpływowym, mogła przypominać walkę z wiatrakami. Pierwsze wnioski składali pod koniec ubiegłego wieku. Szyki skutecznie pokrzyżowała im wówczas właśnie Hiszpania, która nie chciała doprowadzić do utworzenia w pełni samodzielnego organu piłkarskiego tuż obok jej granic, co mogłoby zainspirować do podobnych czynów od dawna podkreślające swoją niezależność Kraj Basków oraz Katalonię.

Następną aplikację, którą złożyli w 2007 roku, poparły raptem trzy państwa - Irlandia, Szkocja oraz Walia - ale rozgoryczenie Hiszpanów już wtedy było tak duże, że grozili wycofaniem wszystkich klubów z europejskich rozgrywek. Pierwszej dawki goryczy zaznali jednak dopiero w 2011, kiedy to UEFA przyznała Gibraltarowi tymczasowe członkostwo, które zezwoliło im na zgłaszanie reprezentacji do lat 17 i 19 w oficjalnych międzynarodowych turniejach. A solidną, gorzką pigułkę musieli przełknąć 24 maja 2013 roku. Gibraltar w końcu dopiął swego, przeciwko jego dołączeniu do UEFA, oprócz Hiszpanii, głosowała jedynie Białoruś.

Wyspa, która wyspą nie jest

Tego dnia ten maleńki kraj upajał się szczęściem. Ogłoszono dzień wolny od pracy, a ludzie wyszli na aleję Winstona Churchilla, by świętować. Ostatnio taka radość zapanowała u nich ponoć pięć lat temu, kiedy ich rodaczka, Kaiane Aldorino, została wybrana na miss świata. Albo w 2007 roku, gdy odnotowali swój największy piłkarski sukces – wygrali turniej Island Games, w finale pokonali wyspę Rodos, chociaż przecież sami wyspą nie są.



Niedzielnym wieczorem ujrzymy zatem prawdziwą futbolową osobliwość, która jeszcze do niedawna biła się w nieoficjalnych rozgrywkach z St. Pauli, Tybetem, Cyprem Północnym czy Minorką. Gdzie nie ma trawiastego boiska, a jedyne pełnowymiarowe na obiekcie Victoria Stadium ma sztuczną nawierzchnię. Drugie pełnowymiarowe należy do ministerstwa obrony.

To piłkarska anomalia, o której dobrze się pisze i snuje ciekawe opowieści, bo tylko tam niecodziennych wydarzeń i niespotykanych nigdzie indziej rzeczy jest pod dostatkiem. Na wspomnianym, 5-tysięcznym stadionie Victoria, nieposiadającym miejsc siedzących, odbywają się wszystkie mecze ligowe. A kolejkę ligową gra się tego samego dnia, najczęściej od godziny 16 do 22. Spotkania międzypaństwowe zaś Gibraltar rozgrywa na portugalskim Estádio Algavre, gdzie zmieściliby się wszyscy jego mieszkańcy.

Drużyna strażaków, policjantów i celników

Na osobną uwagę zasługuje tamtejsza reprezentacja, temat równie wdzięczny, co cały Gibraltar. Przed pierwszym oficjalnym meczem ze Słowacją reprezentanci „Skały” odwiedzili miejscowe centrum handlowe, aby zaopatrzyć się w odpowiednie obuwie sportowe, gdyż nigdy nie grali na trawiastym boisku. To w ogóle futbolowy kopciuszek w sensie dosłownym, bo w jej kadrze odnajdziemy zdecydowanie więcej amatorów, a profesjonalistów pełną gębą próżno tam szukać.

W obecnym składzie Gibraltaru znajdziemy dwóch zawodników z angielskich muraw – Jake’a Goslinga z występującego w Conference League Bristol Rovers oraz Scotta Wisemana z trzecioligowego Preston North End – a także po graczu z ligi izraelskiej, Liama Walkera, i walijskiej, Davida Artella. Kapitanem ekipy jest natomiast Roy Chipolina, celnik z zawodu, bramki strzeże zaś strażak Jordan Perez, a najgroźniejszy zawodnik, napastnik Kyle Casciaro - według Allena Buli, selekcjonera, nadawałby się do gry nawet w Premier League - to z kolei policjant.

Swoje pięć minut w Gibraltarze miał za to inny gracz z Premier League Danny Higginbotham. Jedyny przywdziewający jego koszulkę, który powąchał murawy na tak wysokim szczeblu. Wychowanek Manchesteru United, występował m.in. w Stoke, Southampton i Sunderlandzie, debiutował w meczu międzypaństwowym w wieku 34 lat, a powołanie otrzymał niejako przez Twitter. To za jego pomocą Allen Bula skontaktował się z Higginbothamem, dla którego jest on zresztą wujkiem.

Dzisiaj wychowanka „Czerwonych Diabłów” w zespole już nie ma. Gibraltar to zatem ekipa cierpiąca na niedobór zawodowych graczy. Czasami mamy ustalony trening i nagle niektórzy zawodnicy zostają wezwani do roboty, więc ich tracę. To przypomina trochę koszmar – żalił się Bula na łamach magazynu „When Saturday Comes”. Profesjonalistów nie brakuje natomiast na zapleczu reprezentacji, które stanowią asystenci, skauci, analitycy, fizjoterapeuci, masażyści, kręgarze oraz dietetycy.

Kopciuszek wybiera się na bal

Nad tym zlepkiem udającym wyczynową drużynę, próbuje zapanować wspomniany Bula. Szkoleniowiec, który pracę w szkółce juniorskiej w Koszycach, gdzie wynalazł dla piłkarskiego świata Nemanję Maticia, rzucił na rzecz darmowej we własnej ojczyźnie. Teraz odgrywa rolę rzeźbiarza, starającego się uformować coś z bezkształtnej bryły.

Nie zamierza jednak narzekać. Jego podejście do pracy i nastawienie sytuują się na przeciwległym do malkontenctwa i czarnowidztwa biegunie. Celuje bowiem w baraże, wylosowanie Polski, Irlandii czy Szkocji nie oznacza wcale dla niego przeszkody nie do przejścia. Mocno wierzy, że Gibraltar będzie pierwszym z maluczkich, który zajrzy na turniej futbolowych olbrzymów. A w dalszej perspektywie chce wedrzeć się do najlepszej 50 światowego rankingu, choć jak na razie w klasyfikacji FIFA jego zespołu w ogóle nie ma.

I najwyraźniej nie rzuca słów na wiatr, bo ogłosił, że jeśli wyznaczonych sobie celów nie osiągnie, to będzie pierwszym, który odejdzie. Może więc Gibraltar to kopciuszek, ale taki, który na piłkarski bal planuje się wprosić, zaczynając od solidnego kopniaka w drzwi. Oby Polska, kraina tak łaskawa dla futbolowych amatorów różnej maści, na tym zapowiadanym wejściu smoka nie ucierpiała za bardzo. Kamil Kaźmierczak
comments powered by Disqus
facebook