Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 5 czerwca 2014

Piłka nie brydż, wystarczy trójka

foto: benefoot.net
Coraz częściej trenerzy piłkarscy, również z najwyższej półki, korzystają z ustawienia z trzema środkowymi obrońcami. A przyczyniły się do tego... kontuzje defensywnych pomocników.


Zakończony już sezon Eredivise zaczął się fatalnie dla Ronalda Koemana i jego Feyenoordu. Zespół przegrał trzy pierwsze mecze i od początku musiał oglądać plecy innych drużyn. Żeby nadrobić stracony dystans Holender zaryzykował i pod koniec sezonu przeszedł na ustawienie 5-3-2. Wygrał siedem z ostatnich ośmiu meczów i zakończył rozgrywki na drugim miejscu.

Szansa na sukces

Zaproszony do studia holenderskiej telewizji przy tablicy tłumaczył mechanizmy działania nowej taktyki. Między słowami słychać było sugestię, że tak też powinna zacząć grać reprezentacja kraju, tym bardziej, że Louis van Gaal od stycznia zmagał się z problemem: jak zastąpić kontuzjowanego Kevina Strootmana?

Choć w Romie Holender grał przed Daniele de Rossim, to w kadrze pełnił rolę najgłębiej schowanego pomocnika, kluczowego w preferowanym przez Van Gaala ustawieniu 4-3-3. Jego brak oznaczał, że kołdra trenera bardziej się skurczyła. Nie sposób było zastąpić Strootmana nie poświęcając odpowiedniego balansu w drużynie. - Wybieram taką drużynę i system, który daje największą szansę na sukces – powiedział po meczu sparingowym z Ghaną selekcjoner. To był drugi mecz, w którym Holendrzy postawili na ustawienie 3-4-1-2.



Brak Strootmana przykryty został trójką środkowych obrońców. Nie trzeba było wyrywać z lewej strony Daleya Blinda, a jednocześnie można było wykorzystać jego świadomość taktyczną (w Ajaksie grał w środku pola) i powierzyć mu rolę wahadłowego pomocnika. Ta pozycja, nierozerwalnie związana z liczbą środkowych obrońców, zniknęła z horyzontu na przełomie wieków.

Stereotyp mówi, że ci piłkarze nieustannie biegną od pola karnego do pola karnego – dlatego w efekcie wyginęli, bo nie mogli wytrzymać całych meczów. Dziś rzeczywistość wygląda jednak trochę inaczej – o ile w obronie dążą do utworzenia ze środkowymi obrońcami piątki w linii, to w ofensywie raczej oferują możliwość podania, sporadycznie tylko zapędzając się w okolice pola karnego rywala (w przeliczeniu metry/minutę, najwięcej w tej edycji Ligi Mistrzów przebiegł pomocnik Atletico Koke, a nie wahadłowy Kwadwe Asamoah z Juventusu). Tak gra Blind i tak grał też przeciwko Borussii Dortmund Pierre Emile Hojbjerg z Bayernu Monachium.

Z idealisty pragmatyk?

Pep Guardiola dał młodemu Duńczykowi szansę gry na prawej pomocy, gdy zorientował się, że w finale Pucharu Niemiec nie będą mogli zagrać: Bastian Schweinsteiger, Thiago Alcantara i David Alaba. Można było spróbować zastąpić każdego z nich pojedynczo, ale Hiszpan spojrzał bardziej ogólnie i całkowicie zmienił ustawienie – z dotychczasowego 4-2-3-1 zrobił 3-4-3.

Wcześniej trener Bayernu tylko raz postawił na trójkę środkowych obrońców – w styczniowym sparingu z Red Bull Salzburg, do trego przegranym 0:3. Decyzja Guardioli była ryzykowna, ale również logiczna: obrona w kilku meczach sezonu była mocno narażona na kontrataki, więc zostawienie dodatkowego defensora by ją wzmocniło. I Javi Martinez rozegrał najlepsze zawody w tym sezonie. Zajął pozycję między Dantem a Jeromem Boatengiem, asekurował ich blisko własnej bramki, ale też agresywnie przerywał akcje Borussii, gdy wychodził przed linię obrony.

Obydwu trenerów łączy zamiłowanie do atrakcyjnego stylu gry, a w CV obok sukcesów mają wypisaną „filozofię trenerską” (jak każdy Holender i Hiszpan). Co jednak cieszy oko, musi być też użyteczne i mieć odpowiednie proporcje – pomyśleli po grecku. Choć może raczej po włosku, bo w Serie A ustawienie z trójką środkowych obrońców jest wyjątkowo popularne. Co ciekawe, i Guardioli, i Van Gaalowi przypisano wtedy odwrót od przekonań.

Z podobnych rozwiązań korzystało w tym sezonie też kilku innych trenerów: choćby Steve Bruce w Hull City, Brendan Rodgers na początku rozgrywek, czy momentami też Thomas Tuchel w Mainz. A w Brazylii, poza Holandią, w takim ustawieniu grać będą Meksyk, Chile i Kostaryka, a dla Urusów, Kolumbijczyków i Włochów będzie to opcja rezerwowa.

Trzech do odpowiedzi

Nie znaczy to, że trójka środkowych obrońców wraca do łask, jest w modzie, czy wpisuje się w trendy. Większość młodych piłkarzy szkolonych jest w ustawieniu 4-3-3 bądź 4-4-2, więc trudno spodziewać się nagłej zmiany. Widać jednak branie pod uwagę innych możliwości. Mówiąc krótko: trójka środkowych obrońców z faux pas stała się równorzędnym, choć rzadziej stosowanym ustawieniem. Jak zwykle, nie bierze się to z niczego. Wszystkie drużyny grają już blisko siebie, a każdy zawodnik jest zaangażowany w defensywę. Znikają więc dotychczasowe problemy 3-5-2 i pochodnych, gdy obrońcy byli pozostawieni samym sobie.

Polska ekstraklasa ustawienia z trójką środkowych obrońców nie widziała już dawno, ale możliwe, że już niedługo je zobaczy, gdy pracować w niej zacznie Robert Podoliński, który w I lidze tak właśnie ustawiał Dolcan Ząbki. Znowuż jednak trener zrobił to nie dlatego, że to ustawienie lubi, ale dlatego, że były ku temu powody: na polskim rynku brakuje lewych obrońców, a „samo 3-5-2 jest dobrą odpowiedzią na 4-4-2 lub 4-2-3-1 i wprowadza sporo zamieszania na boisku”.

Cała historia piłki nożnej to nieustanne stawianie pytań i próba odpowiedzi. Dziś jedną z tych ostatnich jest sięganie po ustawienie z trzema środkowymi obrońcami. Trudno jednak przewidzieć, czy będzie mogło stać się najbardziej palącym pytaniem.
Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook