Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 3 maja 2014

Pierwszy krok do przodu

fot. uefa.com
Tegoroczny finał Pucharu Polski - pierwszy rozegrany na Stadionie Narodowym w Warszawie - nie okazał się organizacyjnym sukcesem. Z pewnością należy go jednak uznać za krok we właściwym kierunku. I fundament, na którym można budować dalej.


Nie trzeba przekonywać, że rozgrywki Pucharu Polski nie cieszyły się na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat wyjątkowym prestiżem. Wystarczy przypomnieć, że ich pierwszy finał w XXI wieku został de facto ustawiony. Górnik Zabrze odpuścił miejsce w europejskich pucharach Polonii Warszawa w zamian za trzy punkty w bezpośrednim ligowym pojedynku, potrzebne klubowi z Górnego Śląska do utrzymania. W kolejnych edycjach decydujące spotkania zostały zapamiętane głównie z powodu bójek i... bylejakości – w postaci miejsca, terminu czy frekwencji.

Jednocześnie, jak celnie zauważył Michał Zachodny, dla kibiców klubów z niższych klas rozgrywkowych mecze Pucharu Polski pozostały często jedyną okazją, aby zobaczyć w akcji najlepszych piłkarzy w kraju i doświadczyć nadzwyczajnych emocji. Tak było chociażby jesienią 2007 roku w Opolu, gdy miejscowa Odra gościła na własnym stadionie kolejno ówczesnego wice- i mistrza Polski. GKS Bełchatów pokonała po niezapomnianym strzale z rzutu wolnego i zarazem ostatnim kopnięciu spotkania w wykonaniu Marcela Surowiaka, zanim dublet Macieja Iwańskiego zapewnił zaprzyjaźnionemu Zagłębiu Lubin pewne zwycięstwo w kolejnej rundzie.

Tradycja

Podniesienie atrakcyjności rozgrywek Pucharu Polski to jeden ze sztandarowych – obok reformy II ligi, Centralnej Ligi Juniorów czy Akademii „Młode Orły” – projektów ekipy Zbigniewa Bońka. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej chciałby uczynić z finału turnieju swoistą tradycję. Miałby być rozgrywany co roku w Dniu Flagi, o godzinie 18:30, tak aby kibice nie musieli wracać do domów nad ranem. - Na Pucharze Polski chcemy mieć całe miasto - mówił Boniek w ubiegłym tygodniu. - Gra nasze miasto - ilustrował. - Gra Bydgoszcz. Jedziemy na mecz. Obejrzymy sobie Warszawę, pójdziemy na Stare Miasto, zjemy dobrą pizzę.

Zupełnie jak historycznie w innych krajach. Jak pisze Dave Russell w książce „Football and the English”, już w XIX stuleciu poczucie lokalnej dumy z własnego miasta nigdy nie było bardziej intensywne [...] niż podczas świętowania następującego po ligowych i pucharowych sukcesach. W 1928 roku zmierzający na Wembley kibice Huddersfield Town przykryli wagony [...] balonami, serpentynami i sloganami ogłaszającymi przyjazd „Now Town, the Wonder Team”. Zupełnie jak wagony pociągów zmierzających do Wrocławia na mecz Polska – Czechy podczas finałów Euro 2012.

Krok w dobrą stronę

Na tego rodzaju świętowanie przy okazji finału Pucharu Polski trzeba będzie jeszcze poczekać. Nie ulega jednak wątpliwości, że już sporo udało się zrobić. Akcja #WszyscyNaPuchar departamentu media PZPN-u okazała się powodzeniem. Na Stadionie Narodowym, mimo protestu najbardziej zagorzałych grup kibiców Zawiszy Bydgoszcz i Zagłębia Lubin, zasiadło 37 120 widzów. To wynik nieporównywalny ze średnią – skrupulatnie wyliczoną przez Bońka – 9 980 kibiców, które oglądały z trybun finały rozgrywek w przekroju minionych czterdziestu lat. Kilkanaście tysięcy miało przyjechać na mecz z samego województwa kujawsko-pomorskiego.

To prawda, że balon został nieco przepompowany. PZPN przesadnie reklamował wielki finał. (Inna sprawa, że według polskich mediów większość finałów zwykło zasługiwać na ten przymiotnik.) Komentujący spotkanie w TVN Turbo Krzysztof Zabijak nadaremnie zachwycał się poziomem spotkania, które po obiecującym początku wcale nie dostarczyło nadspodziewanych emocji. Nie zmienia to jednak faktu, że mieliśmy do czynienia z małą namiastką wielkiej piłki. Meczu o trofeum i awans do europejskich pucharów rozegranym na wspaniałym stadionie, w obecności najważniejszych osób w polskim futbolu, z dostojną ceremonią wręczenia medali i pucharu.

I choć zarówno całe rozgrywki, jak i sam finał – chociażby poprzez transmisję na żywo w Telewizji Publicznej – proszą się o dalsze uzdrowienie, jeden długi krok do przodu został wykonany. Wyzwaniem pozostają kolejne. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook