Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 27 października 2014

Panowanie Carletto

fot. skysports.com
Zaledwie kilka tygodni temu Carlo Ancelotti nie mógł opędzić się od problemów. Nadszarpnięte zaufanie kibiców w stosunku do klubu, utrata boiskowej równowagi w zespole, fatalne wyniki - na początku sezonu dziesiąty triumf w Pucharze Mistrzów wydawał się odległym wspomnieniem. Najspokojniejszy człowiek świata zachował jednak... spokój. A zwyciężając sobotnie Gran Derbi, jeszcze raz potwierdził swoją klasę.


Pierwsze El Clasico w bieżących rozgrywkach okazało się wspaniałym spektaklem, ale tylko do 61. minuty. Tyle czasu potrzebował Madryt, aby rozstrzygnąć losy rywalizacji. A przecież wcale nie rozpoczął dobrze. Dani Carvajal pozwolił Neymarowi zejść na prawą nogę, biernie zachował się Pepe, nie pomogli środkowi pomocnicy - Lukę Modricia ściągnął na siebie Leo Messi, Toni Kroos nie pospieszył z asekuracją. Barcelona mogła (powinna?) dołożyć drugiego gola. Jej trójka napastników siała popłoch w szeregach obronnych przeciwnika.

Stary-nowy Real

Równocześnie Real grał swoje i zadawał ciosy. To był Madryt z najlepszych spotkań poprzedniej edycji Ligi Mistrzów - wybiegany, dynamiczny, błyskawicznie kontrujący, obnażający słabości przeciwnika. Znowu ustawiony w asymetrycznym 4-4-2 przechodzącym w ataku w 4-3-3. Bez regulującego tempo gry Xabiego Alonso i obdarzonego niesamowitym ciągiem na bramkę Angela Di Marii. Za to z potrafiącymi wyjść z piłką spod wysokiego pressingu rywala Modriciem, Kroosem i Isco oraz obdarzonym znakomitym ostatnim podaniem Jamesem Rodriguezem.

Real zaskoczył nietracącą goli Barcę na różne sposoby - szybko przenosząc ciężar gry na drugą stronę boiska po przechwycie piłki, ze stałego fragmentu oraz świetnie rozegranym kontratakiem. Dalej była już kontrola, a Ancelotti zamknął mecz defensywnymi zmianami w końcówce. Barcelona okazała się zbyt statyczna i jednowymiarowa, aby znaleźć rozwiązanie.

Właściwy człowiek

Jeszcze dwa miesiące temu włoski szkoleniowiec musiał rozpocząć pracę na nowo. Po dwóch porażkach w pierwszych trzech ligowych spotkaniach można było dojść do wniosku, że Madryt ligę już przegrał. Najspokojniejszy człowiek, jakiego można sobie wyobrazić, jak niektórzy określają Ancelottiego, potwierdził jednak swoją reputację. Real wygrał dziewięć meczów z rzędu we wszystkich rozgrywkach, w odstępie trzech dni rozbijając najpierw Liverpool, a następnie Barcelonę. Do odwiecznego rywala doskoczył w tabeli na punkt. Stratę Di Marii pokrywają ciężko pracujący bez piłki Isco oraz zaliczający kolejne asysty James. Nikt nie wspomina o Xabim Alonso.

Spokojnie. Ancelotti nad wszystkim zapanował. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook