Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 3 maja 2013

Ostatni taki przekręt?

fot. marca.com
Po półfinałach Ligi Mistrzów, wszyscy piszą o czystkach w Barcelonie i Realu. Nowy prezydent LFP, Javier Tebas nie zamierza się tak ograniczać. Jego plan zakłada wyczyszczenie całej ligi.

Chodzi oczywiście o problem stary jak świat - korupcję w futbolu. Łapówki i motywacyjne przelewy towarzyszą hiszpańskim rozgrywkom od lat. Milczące przyzwolenie władz ligi na stosowanie takich praktyk, sprawiło że potencjalni przestępcy nie czują się skrępowani jakimikolwiek odgórnymi przykazami. Efekt? Patologiczna sytuacja z końcówki sezonu 2011/2012. Do dziś włodarze Granady i Racingu Santander podnoszą, że utrzymanie się w lidze Realu Saragossa było zdarzeniem mocno podejrzanym.

A swoje za uszami mają nie tylko piłkarze z Aragonii. Wielu kojarzy sytuację z ostatnich minut minionej temporady na Vallecas, kiedy to napastnik gospodarzy, a obecnie gwiazdor Swansea, Michu starał się przekonać defensora Granady, Íñigo Lópeza by Andaluzyjczycy dali wbić sobie gola. Cała sytuacja zaowocowała trafieniem autorstwa Raula Tamudo, który zapewnił stołecznej ekipie pierwszoligowy byt. Wspomniane zajście było o tyle sensacyjne, że najlepszy snajper Rayo o swych nieczystych negocjacjach swobodnie wypowiadał się w pomeczowym wywiadzie dla radia Cope.



Dojście do władzy Tebasa zwiastuje koniec tego nielegalnego procederu - Nie przyłożę nikomu pistoletu do skroni, by zmusić go do złożenia oskarżeń, ale jeśli ci, którzy posiadają pomocne informacje sami się do nas zgłoszą, docenimy to. Musimy się pozbyć tego zjawiska z naszej ligi - stwierdza na łamach Marki szef LFP. Kostarykański działacz wyraźnie zaznacza, że liczy na współpracę z policją i organami rządowymi.

Wszystko wskazuje na to, że nie są to słowa rzucane na wiatr, a nowo wybrane władze z problemem zamierzają walczyć na bieżąco. Pod lupę zostało już wzięte spotkanie z 31. kolejki, w którym Levante w zaskakująco łatwy sposób dało się ograć walczącemu o utrzymanie Deportivo.



Podejrzenia wzmogła wypowiedź pomocnika Los Granotes, Jose Barkero, który oskarżył o brak zaangażowania w ten pojedynek kilku kolegów, w tym tak istotne ogniwa drużyny jak do Gustavo Munue, Sergio Ballesterosa czy Juanfrana. O tym, że coś jest na rzeczy, świadczą także roszady kadrowe Juana Ignacio Martineza. Szkoleniowiec walenckiej drużyny posadził na ławce tych, których profesjonalizm budził wątpliwości.

Gdy pojawiła się wiadomość o oficjalnym rozpoczęciu śledztwa przez Biuro Antykorupcyjne, Barkero zorientował się, że nawarzył piwa, które wypić przyjdzie całemu klubowi i szybko wycofał się rakiem ze swoich wcześniejszych słów, przepraszając kolegów za brak zaufania. Wtórował mu Juanfran, który przekonywał, że w skruchę kolegi wierzy, a sprawę uważa za zamkniętą. Stosowne oświadczenie wydał także zarząd Levante, zapewniając, że w każdy możliwy sposób zamierza przyczynić się do wyjaśnienia sprawy.

Ta zorganizowana reakcja obronna przedstawicieli zespołu z Ciudad de Valencia, nie uśpi tym razem czujności odpowiednich organów. Tym bardziej, że jak podaje stacja Cadena SER, w programie El Larguero podejrzany mecz znajdował się pod obserwacją śledczych prawdopodobnie jeszcze przed jego rozegraniem. Niewykluczone, że wobec zawodników Los Granotes stosowano podsłuch, a dochodzeniem objęta jest większa liczba gier.

Cała akcja doskonale koresponduje ze słowami Tebasa, wypowiedzianymi jeszcze w styczniu, gdy ten piastował urząd wiceprzewodniczącego LFP - Staramy się ujawnić oszustwa, bo wiemy, że takowe mają miejsce. Nawet gdy wykryjemy choć jedno, dla mnie będzie to skandal. Stanąwszy za sterami ligowych rozgrywek, Kostarykanin nie traci nic ze swego uporu i udowadnia, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. W dłuższej perspektywie hiszpański futbol może na takich działaniach jedynie zyskać. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook