Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 4 czerwca 2013

Obawiałem się tego, co zrobił Wszołek

fot. zbiory prywatne Mateusza Klicha
Dwa lata temu wyjechał na podbój Bundesligi, gdzie znalazł się od razu na zakręcie kariery. Po półtora roku bez występu w pierwszej drużynie Wolfsburga przeniósł się do Eredivisie i zanotował udaną rundę wiosenną w PEC Zwolle. Specjalnie dla Krótkiej Piłki Mateusz Klich opowiada o okresie spędzonym w Niemczech, niedoszłym transferze do Śląska i metodach treningowych Arta Langelera.

Michał Oberc: Spojrzałem na umiejętności, jakie przyznali ci twórcy FIFY 13 i niektóre atrybuty jak siła, przyspieszenie, szybkość biegu, agresja i przechwyty są na poziomie polskiego ligowca. Czy twórcy gry pomylili się i poczyniłeś postępy w ciągu dwóch lat spędzonych na zachodzie?
Mateusz Klich: Ciężko mi to oceniać. Nie wiem na jakiej podstawie tworzone są profile piłkarzy w grze. W ogóle nie przywiązuję do tego wagi. Po co grać Zwolle w FIFĘ, skoro masz Real i Barcelonę do wyboru?

Czyli jeżeli przetransferowałem cię na FIFA 13 do Eredivisie, to nie powinienem robić transferu do innego klubu? Klich wciąż na środku pomocy w Zwolle?
Nie graj Zwolle! (śmiech)

Grałem kiedyś ciekawy mecz. Kolega wybrał Rodę Kerkrade, a ja PEC Zwolle. Polski mecz. Przegrałem, bo Fred Benson zawiódł na szpicy, za to podobał mi się Wiljan Pluim. Co ty na to?
Nie możesz grać tym klubem! Natomiast Pluim gra w rzeczywistości bardzo dobrze. Świetnie mi się z nim współpracuje na boisku. Wypożyczono go z Rody. W linii defensywnej występuje doświadczony stoper Joost Broerse, grał nawet z Polakami na Cyprze. Poza tym w Eredivisie sporo spotkań rozegrał Arne Slot, ale zakończył karierę ze względu na problemy z kolanem.

Twoja technika chyba pozostała na miejscu, o czym świadczą choćby dwie ładne bramki w Eredivisie.
Technika zawsze była moją wizytówką, więc pewnych rzeczy nie da się zapomnieć. Faktycznie bramki były ładne, ale bardziej cieszę się z tego, że mogłem grać w tych meczach. To było najważniejsze.

Twoja pozycja na boisku zmieniła się od czasów, gdy grałeś w Cracovii?
Grałem jako defensywny pomocnik, "ósemka", "szóstka", "dziesiątka". Tak naprawdę ciężko powiedzieć, jaką mam przypisaną pozycję, bo w Holandii co chwilę następuje zmiana w ustawieniu. Wychodziłem jako defensywny pomocnik, a czasem kończyłem mecz na ataku. Generalnie byłem zawodnikiem środka pola, zwykle bardziej ofensywnie, czasem mocniej w destrukcji. W ogóle podczas pobytu w Niemczech poprawiłem umiejętności defensywne. Inaczej reaguję po stracie piłki przez mój zespół, daję sobie radę w pojedynkach jeden na jednego.

Latem ubiegłego roku byłeś spakowany i gotowy na przyjazd do Wrocławia?
Ze Śląskiem prowadzono zaawansowane rozmowy. Nie ukrywam, że 50 procent inicjatywy stało po stronie trenera Lenczyka, natomiast drugie 50 procent to zaangażowanie Marka Wasiluka. (śmiech) Chciałem przejść do Śląska i do Oresta Lenczyka, bo wspominam go najmilej z Cracovii i najlepiej mi się z nim współpracowało. Inne czynniki, które pojawiły się w międzyczasie, sprawiły, że zostałem w Wolfsburgu.

Czy żałujesz, że się nie udało przejść do Śląska? Z perspektywy czasu widać, że Śląsk miał problemy sportowe i finansowe.
Na tamtą chwilę stanowiłoby to dobry krok. Nie grałem przez rok, dlatego pragnąłem gdziekolwiek pójść, byle bym grał w piłkę. Pieniądze schodziły na plan boczny, zależało mi na regularnych występach. Jednak kolejne miesiące pokazały, że słusznie się stało, bo przeszedłem do Zwolle.

I zostałeś w Wolfsburgu. Z Diego ciężko wygrać rywalizację o miejsce w składzie, ale może nauczyłeś się czegoś od Brazylijczyka?
Naturalnie. Jako piłkarz nauczyłem się wiele w Wolfsburgu. Nie sądzę, bym zdołał to zrobić pozostając w Ekstraklasie. Nie uważam, że zrobiłem błąd, wybierając transfer do tego klubu. Spójrzmy na Pawła Wszołka - obawiałem się tego samego, co on zrobił. Nie poszedł do Bundesligi, został w kraju i zanotował słabą rundę wiosenną. Choć trzeba uszanować jego decyzję. Ja do Wolfsburga pojechałem nie po to, by być nominowanym co tydzień do jedenastki kolejki, natomiast pragnąłem zetknąć się z poważnym futbolem. Polska Ekstraklasa nie stanowi szczytu marzeń zawodnika, bo każdy chciałby z niej wyjechać. Choćby to miała być nieudana przygoda, należy wyjechać i zobaczyć jak wygląda piłka na zachodzie. Na Polsce świat się nie kończy. Im wcześniej się wyjedzie, tym lepiej. Choć głupio to brzmi, jednak płacą tam więcej. W końcu piłkarz po coś to robi. Gdybym stanął kolejny raz przed wyborem wyjazdu na zachód, na pewno postąpiłbym identycznie. Chociaż ludzie ostrzegali mnie przed Magathem, to nie słuchałem rad, bo po prostu pragnąłem wyjechać z Polski.



Podczas zimowych przygotowań strzeliłeś bramkę dla Wolfsburga w meczu z Werderem. Polskie media domniemywały, że wracasz do łask. Po pewnym czasie pojawiły się informacje o zainteresowaniu twoją osobą Zagłębia Lubin i Lecha Poznań. Jak wyglądała wtedy sytuacja?
Strzelona bramka nie miała większego wpływu. Chciałem jedynie pojechać z drużyną na obóz i pokazać się trenerowi. Już wcześniej miałem świadomość, że zostanę wypożyczony. Faktycznie polskie kluby były mną zainteresowane. Zwolle obserwowało mnie w sparingu z Werderem, pojawiła się oferta z Holandii, więc pojechałem do Zwolle. Sądzę, że podjąłem dobrą decyzję.

Zwolle zdecydowało się na wypożyczenie w okienku zimowym. Czy miałeś jakiekolwiek sygnały z klubów niemieckich?
No coś ty! To nie jest "ogórkowa" liga. Jeżeli nie grałem przez półtora roku, to nie miały prawa wpłynąć żadne oferty. Nie spodziewałem się jakiegokolwiek zainteresowania ze strony niemieckich klubów, chociaż nie przypuszczałem także, że z Holandii nadejdzie oferta.

Nie liczyłeś, że Franciszek Smuda zadzwoni i wezwie na ratunek do Regensburga?
Raczej nie. Może i lepiej, bo nie muszę wpisać do CV spadku z 2. Bundesligi.

Odpocząłeś od "ostatniego dyktatora w Europie". Z obecnym trenerem Wolfsburga, Dieterem Heckingem, nie miałeś wiele do czynienia, ale z pewnością możesz wskazać na szczególne cechy wyróżniające jego warsztat trenerski?
Byłem z Heckingiem na obozie i trenowałem pod jego okiem przez miesiąc. Hecking wszystko robi z głową, ma normalne podejście do drużyny, można z nim porozmawiać, dyskutować. Na pewno więcej trenowałem z piłką niż u Magatha.

Magath stawiał na motorykę, za to jakie metody treningowe wyróżniały Arta Langelera, który opiekował się zespołem Zwolle w minionym sezonie?
Niemcy a Holandia - to był przeskok. W Holandii wszystkie ćwiczenia wykonywane są z piłką. Biegamy z piłką, do tego same treningi, gierki i strzelanie. Gdy przyszedłem do Zwolle z Wolfsburga, to trener mi powiedział: jak chcesz zostać piłkarzem, to trenujesz z piłką. Jeśli chcesz być biegaczem, to biegaj. W Holandii panuje całkowicie odmienna filozofia. Od młodych lat dzieci biegają za piłką i kopią. W tym środowisku dobrze się czuję i mi to pasuje.

Polscy kibice doskonale kojarzą Jaapa Stama, który był asystentem Langelera. Pewnie przemycał na treningu jakieś metody zaczerpnięte podczas bogatej kariery zawodniczej?
Oczywiście. Cały czas podpowiadał, szczególnie obrońcom. Trochę pograł na wysokim poziomie, więc może poradzić zawodnikom, jak się zachować na boisku. Poza tym jest bardzo fajnym człowiekiem, mogłem z nim porozmawiać o wszystkim. Teraz przechodzi do Ajaxu, gdzie ma zająć się szkoleniem defensywy.

Jak wygląda tydzień z życia piłkarza Eredivisie?
Jeżeli gramy w sobotę, to w niedzielę odbywa się trening, w poniedziałek mam wolne, we wtorek mamy dwa treningi, w kolejne dni mamy po jednym treningu w ciągu dnia. Natomiast nie mamy zgrupowania przed meczem. Nie mam zindywidualizowanego treningu, wszyscy pracujemy tak samo. Wiadomo, że jeżeli ktoś pragnie popracować nad siłą, to wybiera dodatkowo wizytę w siłowni. Gdy ktoś chce popracować indywidualnie, to zostaje po zajęciach i ćwiczy choćby strzały. Na spotkanie ligowe udajemy się w dniu meczu, wszędzie mamy blisko. Skoszarowanie piłkarzy na 24 godziny przed rozpoczęciem spotkania wydaje mi się niepotrzebne. Chociaż wiem, że koledzy, którzy mają małe dzieci, nie mogą się często wyspać w domu przed meczem. Ja póki co nie mam takiego problemu.(śmiech)

Gdybyś miał porównać bazę treningową na przykładzie Zwolle - zespołu drugiej połowy tabeli Eredivisie, a choćby Cracovii, którą znasz od podszewki, to jak duża jest między nimi różnica?
Cracovia mimo wszystko ma dobrą bazę, kilka boisk treningowych, odpowiedni budynek klubowy. Nie wiem jak mają inne polskie kluby. W Zwolle mamy 5-6 boisk oprócz głównego stadionu. Na przykład pierwsza drużyna Wolfsburga miała 3 boiska treningowe wysokiej klasy do dyspozycji przy głównym stadionie.

W Cracovii pracowałeś z pięcioma różnymi szkoleniowcami. Potrafisz ocenić, czy twoi opiekunowie byliby w stanie osiągnąć jakieś sukcesy w zachodniej piłce, dysponując umiejętnościami, które zdążyłeś poznać?
Treningi, jakie serwowali w Cracovii, prawie niczym się nie różnią. Polscy trenerzy odbywają staże za granicą, zajęcia są takie same. Wiadomo, Orest Lenczyk miał specyficzne metody treningowe. Majewski i Płatek stosowali niemieckie wzorce, natomiast zajęcia u trenera Ulatowskiego przypominały zajęcia w Holandii, bo bardzo lubi trenować z piłką, podobnie jak Szatałow. W ogóle metody w Polsce nie są złe, właściwie takie same jak na zachodzie. Raczej wykonawcy i boiska różnią się od standardów europejskich. To nie za sprawą trenerów mamy taki poziom piłki. Nasi szkoleniowcy odbywają staże w Europie, natomiast nie słyszałem, by zagraniczny szkoleniowiec odbywał staż w Polsce.

PEC Zwolle był beniaminkiem Eredivisie. Jak wygląda organizacja w klubie w porównaniu z naszym krajowym podwórkiem?
Ciężko to porównać. Uważam, że na przykład Legia jest lepiej zorganizowana niż Zwolle, z pewnością mają więcej pieniędzy, bo to potężny klub jak na polskie realia. W Holandii też nie ma jakiś niesamowitych funduszy. Zwolle dopiero rozwija się, zaczyna poważną przygodę w Eredivisie. Nie mam problemu z kontaktem z włodarzami klubu, ponieważ pracują tam bardzo otwarci ludzie. Mogę swobodnie porozmawiać o problemach, zupełnie inaczej niż w Niemczech. Holendrzy mają zupełnie inną mentalność od ludzi w Wolfsburgu.

Czy w okresie wiosennej przygody w Zwolle jacyś wysłannicy z Wolfsburga obserwowali twój postęp w grze?
W Wolfsburgu wypożyczyli 19 piłkarzy, więc ciężko jeździć i obserwować wszystkich. Tak naprawdę mało mnie to interesowało. Nie przejmowałem się takimi sprawami, bo do Zwolle pojechałem grać dla siebie, a nie dla Wolfsburga. Nie patrzyłem czy Allofs siedzi na trybunach. Za kilka lat nie wykluczyłbym powrotu do tego zespołu, pod warunkiem że w kadrze nie będzie 50 zawodników, bo nawet trener ma wielkie problemy z przeprowadzeniem zajęć, po prostu zbyt wielu ludzi pod opieką. W dodatku posiadają wielu bardzo dobrych piłkarzy, reprezentantów krajów, którzy siedzą na trybunach. To charakterystyczne dla Magatha - robił zaciąg w każdej rundzie. Ludzie w Niemczech wiedzą, jak wygląda jego polityka transferowa.

Zdobywałeś bramki w sparingach, ale na bramkę w oficjalnym meczu w zagranicznej lidze czekałeś długo. Czy jakieś wyjątkowe uczucie towarzyszyło ci tuż po umieszczeniu futbolówki w siatce?
Nic szczególnego. Na pewno zdziwiłem się, bo nieczęsto strzelam bramki. Oczywiście cieszyłem się, bo każdy czeka na zdobycie gola. Ja w dodatku zrobiłem to w bardzo ważnym meczu. Sam fakt, że grałem wprawił mnie w zadowolenie. Super. Udało się jeszcze strzelić.


PEC Zwolle - Willem II, 2-0 Mateusz Klich, przez mrreddam

Strzelałeś i asystowałeś w Eredivisie. Nawet selekcjoner Fornalik obserwował cię w meczu z Ajaxem?
Rzeczywiście. Szkoda, że wybrał ciężki mecz dla Zwolle, bo nawet nie mieliśmy piłki przy nodze w tym pojedynku. Zmiażdżyli nas. Wiedziałem przed spotkaniem, że Waldemar Fornalik pojawi się na trybunach, ale nie miałem tremy.

Marek Wleciałowski w jednym z wywiadów zastanawiał się, czy znajdzie się dla ciebie miejsce w kadrze na mecze z Liechtensteinem i Mołdawią. Obraniak zrezygnował z gry w kadrze. Czy w ostatnich miesiącach nie zasygnalizowałeś swoją postawą: Panie trenerze, proszę na mnie postawić, też potrafię wykonać rzuty rożne i wolne?
Nie sądzę. Wiesz, jak pojechałem do Zwolle i zagrałem 4 mecze, otrzymałem sygnał, że sztab reprezentacji chce mnie powołać na kolejne mecze kadry narodowej. Zdziwiłem się, bo mimo wszystko nie grałem w piłkę bardzo długo. Nie liczyłem na jakiekolwiek powołanie. W dodatku selekcjoner obserwował mnie w meczu, w którym zagrałem słabo. W Holandii rozegrałem 13 meczów i także nie zasługuję na powołanie. Najlepiej, gdyby ludzie przestali mnie pytać o kadrę, bo póki co zależy mi żeby zacząć grać regularnie, rozegrać dobry sezon i dopiero wtedy przyjechać na zgrupowanie reprezentacji. Zresztą na spotkanie z Mołdawią powołano 6 defensywnych pomocników, więc tym bardziej brakuje dla mnie miejsca.

Sprawiłoby ci wielką przyjemność, gdybyś zagrał z Liechtensteinem przed swoją publicznością na stadionie Cracovii?
Oczywiście. Byłoby fajnie. Gdzieś po cichu na to liczyłem. Jednak nie spinam się, że zabrakło dla mnie miejsca. Póki co robię swoje i wiem, że jeśli będę grał dobrze, to znajdzie się dla mnie powołanie do reprezentacji.



Odchodzi Art Langeler, podobnie jak Jaap Stam. Nowym trenerem zostanie Ron Jans. Zmieni się prawdopodobnie szkielet zespołu, bo kilku piłkarzom łącznie z tobą czy Dennim Avdiciem kończy się wypożyczenie. Władze klubu sygnalizowały jakieś plany na przyszłość?
Zwolle jest drużyną, która może grać o utrzymanie lub środek tabeli, chociaż w Holandii są play-off i dzięki temu przy odrobinie szczęścia wiele zespołów ma szansę bić się o europejskie puchary. Rozmawiałem z Ronem Jansem i wiem, że chciałby mnie mieć w drużynie. W tym momencie ciężko mi coś więcej powiedzieć. Trudno przesądzić, co stanie się z Avdiciem, bo w Werderze (skąd jest wypożyczony - przyp. red.) zmienił się trener i z pewnością Denni zechce się tam pokazać. Czas pokaże. Natomiast kontrakt z Wolfsburgiem kończy mi się w 2014 roku. Trwają rozmowy z klubem i póki co nie wiem, jak się potoczy sprawa. Trudno powiedzieć, czy dojdzie do transferu definitywnego, rozwiązania kontraktu, czy może rozważymy jakąś inną opcję. Porozmawiamy o tym kiedy indziej.

A tak w ogóle łatwo było zadomowić się w Zwolle?
Tak i to dość szybko. Podoba mi się ten kraj i dobrze się w nim czuję. Samo Zwolle to nieduże miasteczko, podobnej wielkości jak Wolfsburg, ale o wiele ładniejsze. Przez kilka miesięcy mieszkałem w hotelu, trochę się nudziłem. Jeżeli znowu pójdę grać do Zwolle, to z pewnością wynajmę mieszkanie.

Jak odbierają cię kibice i koledzy po kilku miesiącach spędzonych w Zwolle? Chyba dostrzegają twoją wartość, zostałeś w końcu wyróżniony w "jedenastce kolejki" Eredivisie.
Kibice uważają mnie za kogoś bardzo ważnego dla zespołu. Piszą do mnie na Twitterze, wysyłają wiadomości, bo chcą żebym tam został na dłużej, to jest bardzo miłe. Podobnie koledzy z drużyny pragną, bym dalej grał w Zwolle, trener myśli tak samo. Dlatego robię wszystko, aby występować w tej ekipie, bo wiem, że w Zwolle mógłbym grać regularnie i pokazać się publiczności. Zresztą najlepiej układają mi się stosunki z Dennim Avdiciem, razem pojechaliśmy na mecz Werderu z Eintrachtem. Pogadaliśmy o Niemczech.

W polskich mediach pojawił się temat Piotra Parzyszka. Młody napastnik, strzelił kilkanaście bramek na zapleczu Eredivisie. Czy w Holandii coś o nim piszą?
Nie wiem co powiedzieć, bo nie czytam gazet. Trudno to robić, jak się nie zna tamtejszego języka. Na pewno strzelił bramki w Eerste Divisie, więc coś musi się wokół niego dziać. Holandia jest oknem na cały świat. Na mecze przyjeżdżają trenerzy, scouci i menadżerowie.

Wspomniałeś o scoutach. Pewnie sam liczysz, że po jednym sezonie w Zwolle zdołasz się wybić ponad przeciętność i zmienić klub?
Byłoby miło.

Kiedyś mówiłeś, że najbardziej interesuje cię Hiszpania, jako miejsce spełnienia piłkarskich ambicji. Nic się nie zmieniło?
No tak. Holandia jest "małą Hiszpanią". W Hiszpanii chciałbym w przyszłości grać. Wymarzone kluby w La Liga są poza moim zasięgiem, poszedłbym grać do każdego zespołu, niezależnie od pozycji ligowej. Skoro poszedłem do Zwolle, które znalazło się na 14. miejscu w Holandii, to na pewno nie wahałbym się zasilić klubu choćby z 17. miejsca w tabeli w Hiszpanii. W tej chwili czuje głód piłki i gdziekolwiek mam to robić, to z pewnością nie zamierzam narzekać.

Załóżmy taką sytuację: masz do rozważenia ofertę z Ajaxu Amsterdam, który jest mistrzem Holandii oraz kontrakt z bogatym klubem ligi tureckiej, oferującym złote góry. Co wybierasz?
Wybieram mistrza Holandii. Na razie interesuje mnie gra w ligach zachodnich, jednak za kilka lat, jeśli nadarzy się okazja do zarobienia na koniec kariery dobrych pieniędzy, podążę na wschód. Zdecydowanie wolę futbol z rozgrywek europejskich, prezentujących najlepszą piłkę na świecie, jak Niemcy, Holandia, Anglia, Hiszpania, Francja, Włochy. Tam są najlepsi piłkarze i warto zostać na zachodzie.

Czy wykluczyłbyś jakiś polski klub, w którym wiesz, że na pewno nie zagrasz?
Pewnie chcesz, bym ci powiedział, że w Wiśle...

Ty to powiedziałeś.
Na pewno nie wykluczam żadnego, ale w Wiśle nie chciałbym grać. Natomiast fakt, że występowałem w Cracovii, nie oznacza, że nie zagram w Lechii czy Śląsku.

Z polskiej Ekstraklasy wyjeżdżają kolejni piłkarze, jak Milik czy Stępiński. Masz dla nich jakąś wskazówkę?
Bardzo dobrze, że wyjeżdżają. Mam jedną radę: żeby uważali i nigdy nie poszli do klubu, w którym pracuje Magath. Tak uważam, bo wiem, że Magath jest innym trenerem niż pozostali szkoleniowcy w Bundeslidze. Wolfsburg różni się zupełnie od innych klubów niemieckich. Mają tam za dużo pieniędzy. Ja trafiłem pozornie dobrze, ale jednak nie pograłem w ogóle w Wolfsburgu. Na szczęście chłopcy nie trafią raczej na Magatha, ponieważ ten trener w Niemczech nigdzie nie dostanie pracy. W każdym innym zespole Bundesligi panują normalne warunki i jeśli młodzi Polacy będą sumiennie trenować i pokażą się z dobrej strony podczas zajęć, to na pewno dostaną szansę gry.

Obserwujesz polską Ekstraklasę. W poprzednim sezonie mieliśmy wyścig żółwi o mistrzostwo, w tym sprawa degradacji rozstrzygała się w warunkach anormalnych, przy braku licencji dla Polonii. Sądzisz, że jest coraz gorzej z naszą piłką ligową?
Wydaje mi się, że jednak liga idzie do przodu. Są nowe obiekty i inaczej ogląda się zły mecz na ładnym stadionie, niż dobre spotkanie w kiepskim otoczeniu. Mamy taką ligę, nie ma co narzekać. W rozgrywkach występują dobrzy piłkarze, choć polska Ekstraklasa ma swoją specyfikę. Ciężko się w niej gra, trzeba sporo walczyć na boisku. Spójrz choćby na Koronę Kielce, naprzeciwko tej drużyny bardzo ciężko się gra. Przykład tej ekipy świadczy, że wystarczy niewiele, by wygrać mecz w polskiej lidze.

Ja zachwyciłem się Markiem Citko w spotkaniach Widzewa i kadry narodowej. Czy w dzieciństwie poczułeś impuls po oglądnięciu meczu, czy zobaczeniu konkretnego piłkarza i stwierdziłeś: nie będę pływakiem, zostanę piłkarzem?
Od początku wiedziałem, że zostanę piłkarzem, ponieważ mój tata (na zdjęciu poniżej z Mateuszem) był piłkarzem i też chciałem trenować. Natomiast z przyjemnością oglądałem Zinedine'a Zidane'a, zawsze chciałem go naśladować. Wiem, że nie osiągnę jego poziomu. Marka Citko też doskonale pamiętam i jego bramki z Anglią i Atletico.



Czytujesz biografie piłkarzy? Może wyciągnąłeś z nich jakieś wskazówki dla siebie, kimś się inspirowałeś?
Ogólnie nie czytam książek. Po prostu zasypiam przy czytaniu. (śmiech) W ogóle to chyba cierpię na ADHD, ciągle muszę się ruszać. Ale kilka przeczytałem, jak byłem młodszy.

Musiałeś - żeby ukończyć szkołę...
W szkole to akurat niekoniecznie czytałem. (śmiech)

Wiosną zasygnalizowałeś całemu światu, że pogłoski o twojej śmierci są mocno przesadzone. Postawiłeś sobie jakiś cel na przyszły sezon?
Nie patrzę na bramki czy asysty. Chcę po prostu zagrać wszystkie mecze w wymiarze 90 minut. Wierzę w swoje umiejętności i wiem, że jeśli zagram spotkania w pełnym wymiarze, to pokażę się z dobrej strony, choć na pewno nie da się zawsze robić tego na najwyższym poziomie. Michał Oberc
comments powered by Disqus
facebook