Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 27 września 2013

Nowe czary Guardioli

fot. bundesliga.de
Stara śpiewka w Stuttgarcie i już-nie-Heynckesowy Bayern w pełnej krasie. Co działo się w miniony weekend na niemieckich stadionach?

Pierwsze Kloppy koty za płoty. Trener Borussii dopiero uczy się rotować, a nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. A Klopp wciąż próbuje. Znowu zbyt wielu kluczowych zawodników usiadło na ławce, znowu gra przyjezdnych męczyła, ale można znaleźć kilka pozytywów. Nieobecność Sahina i fatalna dyspozycja Reusa w Neapolu, przede wszystkim przy stałych fragmentach, sprawiły, że to Schmelzer uderzał z rzutu wolnego sprzed szesnastki. A przecież w normalnych warunkach nawet nie podszedłby do piłki. Ewidentnie coś w sobie ma też Durm, choć może niekoniecznie jako boczny obrońca. Natomiast Duksch to kopia Bajnera, który w Kloppowej rotacji przewinął się w zeszłym sezonie. Doświadczenie i przydatność dla zespołu obu zawodników na tym samym poziomie, tak jak i boiskowa gracja. Julian Schieber tylko uśmiechał się pod nosem oglądając mecz tym razem z wysokości ławki, a nie sprzed telewizora.

Lider długimi momentami grał w Norymberdze na bordowo-czarno, ale na panikę w szeregach Borussii zdecydowanie za wcześnie. Boiskowa postawa pozostawia co prawda wiele do życzenia, ale dorobek punktowy w Bundeslidze musi robić wrażenie. A właśnie gubienie punktów w stykowych, trudnych meczach było największą bolączką Dortmundu przed rokiem.

***

Nic nowego w Stuttgarcie. Miała być wiosna na trzech frontach, miało być wsparcie dla Ibisevicia i wreszcie niezła postawa w lidze. Pucharów już nie ma, Bośniak znowu strzela niemal w pojedynkę, a zespołu próżno szukać w górnej połówce tabeli. A i pierwsza głowa trenerska w Bundeslidze spadła w Szwabii. Są jednak i powody do zadowolenia: pierwsze trafienie zaliczył właśnie nastoletni Timo Werner i stał się trzecim najmłodszym strzelcem w ligowej historii, ustępując miejsca tylko genialnym dzieciom z Zagłębia Ruhry, Sahinowi i Draxlerowi.

Co ciekawe, w meczu z Frankfurtem zawiódł ten, który nie zwykł zawodzić. Ibisević w ostatniej akcji spotkania fatalnie przestrzelił rzut karny, przedłużając tym samym serię bramkarzy "Orłów", którzy nie dali się pokonać przy pięciu kolejnych próbach z jedenastu metrów. Passę zaczął w końcówce poprzedniego sezonu Nikołow, teraz kontynuuje ją Trapp. Ich domeną jest rozpraszanie rywali: aż trzy strzały lądowały poza bramką. Któż jednak będzie pamiętał pomyłkę Ibisevicia, skoro kilka godzin później swoje pierwsze pudło w karierze zanotował Mario Balotelli...

***

Jak mówią piłkarskie prawidła, na boisku broni się wąsko, a atakuje szeroko. Chyba że mamy do czynienia z Bayernem Guardioli... Na Allianz Arenie o oskrzydlających akcjach Alaby i Lahma nikt już nie pamięta, teraz dwójka bocznych obrońców trzyma się zdecydowanie bliżej środka. To jedna z innowacyj Katalończyka, która szczególnie widoczna była w sobotę w Gelsenkirchen. Mapy otrzymanych podań przez Alabę i Rafinhę nie wskazują bowiem, że mamy do czynienia z zawodnikami grającymi na skrzydłach.



Brazylijczyk to zresztą póki co największy wygrany w Monachium. Znów miał być tylko strażakiem, a już rozgerał lwią część minut (612), jakie otrzymał w całym poprzednim sezonie (971, kiedy zaliczał głównie ogony. Nic dziwnego, że sam zainteresowany idzie za ciosem i... przebąkuje o bilecie na mundial: -Pierwszym prawym obrońcą jest Alves, to znakomity zawodnik. Ale cały czas nie wiadomo, kto będzie jego zmiennikiem. Brzmi nieprawdopodobnie, ale niemożliwe nie istnieje. Przed momentem Rafinha miał przecież wygrzewać się w cieniu Lahma i stanowić wartość jedynie w szatni.



***

-Wszystko mi jedno. To sędzia decyduje, nie mam ochoty nikogo przekonywać, żalił się po meczu w Herthą wyraźnie poddenerwowany Christian Streich. Zdaniem trenera arbiter za szybko zakończył spotkanie, dodatkowo w momencie, gdy Fryburg łapał wiatr w żagle. Zespół, który w minionym sezonie otarł się o miejsce premiowane startem w Lidze Mistrzów, w trwających rozgrywkach jeszcze nie wygrał. Nowe nabytki albo leczą urazy, albo po prostu zawodzą, brakuje Maxa Krusego, Ginter wzorem Hummelsa nie grzeszy formą, a babolić zdarza się nawet Baumannowi. Zamiast jeszcze mocniejszej "małej Barcelony" mamy póki co duży problem i Streich jak najszybciej musi go rozwiązać. Inaczej przekonywać będzie musiał nie arbitra, a klubowy zarząd, o słuszności swojej dalszej misji we Fryburgu.

***

Cytat kolejki tym razem dla Klausa-Michaela Kühnego, głównego inwestora Hamburga, który planuje przewrót w klubie. Poleciał już Fink, teraz pora na dalsze ruchy. -Pan Kreuzer to naturalnie problem. Musimy coś z tym zrobić. Przedterminowe rozwiązanie kontraktów z pracownikami kosztowało HSV już ponad 14 mln na przestrzeni ostatniej dekady. Jeśli klub pokaże drzwi również Kreuzerowi, znowu trzeba będzie sypnąć na pożegnanie. A przecież mówimy o dyrektorze sportowym, który zresztą ledwie trzy miesiące temu zamienił Karlsruhe na Hamburg, w dodatku za całkiem spore pieniądze. Bałagan nad Łabą, przynajmniej ten boiskowy, ma uprzątnąć Bert van Marwijk, dziewiąty (!) trener HSV w przeciągu czterech lat. Czas zebrać zespół do kupy i sprowadzić go na właściwą drogą po ligowym falstarcie, bo okazałe wygrane z Brunszwikiem bytu w ekstraklasie nie zapewnią.
comments powered by Disqus
facebook