Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 12 lipca 2014

Notes van Gaala

Louis van Gaal / fot. goal.com
Gdybym miał wskazać jedną rzecz, która kojarzy mi się z Louisem van Gaalem, to wybrałbym notes.

I

Na początku lat 90-tych Louis van Gaal postawił w Ajaksie na utalentowanych wychowanków, wsparł ich kilkoma doświadczonymi piłkarzami i zbierał owoce swojej pracy. Najpierw mniejsze, jeszcze z małym udziałem młodzieży – w 1992 roku jego drużyna zdobyła Puchar UEFA. Już trzy lata później stolica europejskiego futbolu przeniosła się do Amsterdamu. Odmłodzony Ajax wygrał z Milanem w finale Ligi Mistrzów. Po boisku biegali zaczynający kariery Edgar Davids, Clareence Seedorf, Marc Overmars oraz nieco starsi Jari Litmanen i bracia Frank i Ronald de Boer.

Tak, tak, to były czasy, gdy van Gaal miał zespół jak ze sloganu telewizyjnej reklamy... środka do czystości. Praca z Ajaksem naprawdę była wówczas czystym relaksem.

Później było już gorzej. Ajax jeszcze raz zdołał awansować do finału Ligi Mistrzów, w którym przegrał po rzutach karnych z Juventusem, rok później odpadł z nim w półfinale tych rozgrywek, ale to były ostatnie chwile jego obecności w europejskiej czołówce. Wypadł z niej po odejściu van Gaala i najlepszych zawodników, których nigdy nie udało się zastąpić. Nawet wtedy, gdy dla Ajaksu razem grali Zlatan Ibrahimović, Wesley Sneijder i Rafael van der Vaart.

Zmieniły się realia. Do gry w Lidze Mistrzów dopuszczono więcej drużyn, konkurencja stała się mocniejsza, a do najlepszych lig popłynął strumień pieniędzy. Eredivisie została na marginesie i stopniowo traciła pozycję. Czasami jeden z jej przedstawicieli napisał ładną historię w europejskich pucharach, Feyenoord zdobył nawet Puchar UEFA, lecz to były już tylko popłuczyny po dawnych czasach.

Ajax nie mógł już ścigać się o utalentowanych piłkarzy z bogatszymi klubami wielu lig, a tych, których wyszarpał konkurencji, nie mógł zbyt długo utrzymać. Klub, który kiedyś był wielkim portem, stał się tylko przystanią dla zawodników, którzy chcieli wypłynąć na szerokie wody.

II

Gdybym miał wskazać jedną rzecz, która kojarzy mi się z Louisem van Gaalem, to wybrałbym notes. To był jego znak rozpoznawczy, taki sam, jak białe koszulki z czerwonym pasem dla Ajaksu.

Piłka wyszła na aut – van Gaal pisał.

Ajax tracił gola – van Gaal pisał.

Ajax zdobył bramkę – van Gaal na moment odkładał notes, chwilę cieszył się z gola, lecz już po chwili wracał do swoich papierów.

Wtedy patrzyło się na te scenki z dużym zainteresowaniem, teraz widok trenera z wielkim notesem spowszedniał. Niektórzy trzymają go pod pachą chyba tylko dla picu, by budować obraz trenera-intelektualisty, a przynajmniej zasugerować publiczności, że wbrew pozorom umieją czytać i pisać.

Zawsze chciałem zajrzeć do trenerskich notesów, by sprawdzić, czy to tylko zbiór kółek i kresek, czy raczej przegląd haseł potrzebnych do szybkiej analizy w trakcie meczu, czy może kryją się tam jeszcze inne skarby. Kiedy widzę piszącego Jose Mourinho, to podejrzewam, że notuje bon-moty, które później przydają mu się na konferencjach prasowych.

No dobra, przesadzam, pewnie Portugalczyk podpatrzył ten patent u van Gaala, któremu asystentował w Barcelonie, ale książka zebrana z notatek tworzonych przez trenerów byłaby interesującą lekturą. Raczej mozolną, trudną, momentami abstrakcyjną, ale niebanalnie portretującą ich pracę.

III

Tamten Ajax zaplątał mi się w kontekście mistrzostw świata nieprzypadkowo. Na jego największy sukces zapracowali ludzie, który na mundialu w Brazylii doprowadzili Holandię do strefy medalowej.

Szefem w obu przypadkach był oczywiście van Gaal.

Po jego prawej ręce na ławce rezerwowych reprezentacji Holandii siedzi Danny Blind, który przez wiele lat był kapitanem Ajaksu. To on w 1995 roku odebrał Puchar Mistrzów po zwycięstwie z Milanem. Jego syn Daley jest na tym mundialu podstawowym piłkarzem reprezentacji. Tata może być dumny z jego gry.

Z lewej strony van Gaal ma Patricka Kluiverta, który strzelił jedynego gola w tamtym finale.

Dwa krzesełka dalej siedzi Frans Hoek, specjalista od szkolenia bramkarzy i stałych fragmentów gry, który dwadzieścia lat temu był w sztabie szkoleniowym Ajaksu.

Każdy z nich wzorem van Gaala na kolanach trzyma duży notes. Na koniec mundialu będą mogli wykaligrafować słowo „sukces”, bo niezależnie od wyniku meczu o trzecie miejsce, tak trzeba traktować występ pomarańczowej reprezentacji na mistrzostwach świata.

Oczywiście, Holendrzy mieli na mistrzostwach sporo szczęścia. W fazie pucharowej prowadzili tylko przez kilka minut, a byli o krok od awansu do finału. Rzuty karne z Kostaryką wygrali po sztuczce van Gaala (która zresztą obróciła się przeciwko niemu już w następnym meczu, teraz jest krytykowany za to, że z Argentyną nie zmienił bramkarza) i świetnych interwencjach Tima Krula. Drogę do półfinału też mieli umiarkowaną, choć taką opinię akurat łatwo zbić, bo przecież na pewnym etapie o Meksyku mówiło się nawet jako o kandydacie do medalu.

Nie można jednak sprowadzić wyniku Holandii tylko do przypadku. Trudno o nim mówić wobec drużyny, która z trudnej grupy wyszła z kompletem punktów.

Van Gaal sprawnie zamaskował niedoskonałości Holendrów. Niedoświadczoną obronę wzmocnił trzecim stoperem, nastawił drużynę defensywnie, każąc atakować długimi podaniami i kontrami. Holandia długimi fragmentami grała brzydko, często ratował ją indywidualnymi rajdami Arjen Robben, lecz taki antyholenderski futbol okazał się skuteczny. To kolejny etap ewolucji: już na poprzednim mundialu reprezentacja Berta van Marwijka grała bardzo zachowawczo, van Gaal poszedł jeszcze krok dalej.

Taka była potrzeba chwili. Holandia ma mniejszy potencjał z drużyn strefy medalowej oraz od kilku odprawionych z mundialu w jego wcześniejszej fazie. W drużynie znalazło się wielu rzemieślników z średnich klubów, mało ogranych zawodników z flaczejącej Eredivisie, niewiele indywidualności. Dla van Gaala to dobre warunki do pracy, bo ma zmysł do pracy z piłkarzami na dorobku.

Holandię ciągnął za uszy Robben, który ma za sobą świetny turniej. Grał inaczej niż zwykle, atakował w bardziej urozmaicony sposób, częściej oddawał piłkę partnerom. Inne gwiazdy holenderskie gwiazdy były przygaszone. Sneijder był nierówny, miał przebłyski, ale w jego grze przeważały fragmenty, w których był pierwszym kandydatem do zmiany. Robin van Persie efektownie rozpoczął mistrzostwa, ale z każdym meczem był słabszy i znów nie strzelił gola w fazie pucharowej wielkiego turnieju. W tym kontekście osiągnięcie Holendrów jest jeszcze bardziej wartościowe.

Przebudowa reprezentacji po fatalnych mistrzostwach Europy się powiodła. Van Gaal wycisnął z drużyny cały sok, osiągnął wynik lepszy od przedstartowych prognoz, teraz może spokojnie zabrać się za odświeżanie Manchesteru United. Oczywiście z notesem na kolanach. Bartosz Wlaźlak
comments powered by Disqus
facebook