Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 25 września 2014

Nieprzerwana passa Legii

fot. goal.com
Szóste z rzędu zwycięstwo w europejskich pucharach Henninga Berga i do tego już 442 minuty bez straconej bramki. Biorąc pod uwagę, że wczoraj Legia grała słabo, to wynik jest imponujący. A wynika to głównie z paru żelaznych zasad wprowadzonych i realizowanych przez Norwega.

Przede wszystkim, piłkarze mają ściśle określone role,

co ma pomóc w ukrywaniu ich braków. Ograniczenia takich zawodników jak Brzyski, Kucharczyk, Jodłowiec czy Vrdoljak są doskonale znane. U Berga rzadko się widzi, by wynikały z nich ciągłe błędy. Czy pół roku temu ktokolwiek założyłby się o to, że Michał Kucharczyk może być najlepszym piłkarzem Legii w meczu Ligi Europy? Tymczasem tak było - solidna praca w obronie, ciągłe nękanie obrońców wchodzeniem z drugiej linii i asysta. Lewoskrzydłowy Legii nawet rzadko wchodzi w dryblingi, bo też i nie ma do tego predyspozycji, za to zawsze atakuje wolną przestrzeń, najchętniej tę między prawym a środkowym obrońcą rywala. Jeśli przy piłce są wtedy Żyro lub Radović, może być pewien, że dostanie piłkę na dobieg. Wczoraj udawało się to kilkakrotnie, ale brakowało zwykle dokładności przy pilnowaniu linii obrony przeciwnika, co owocowało spalonymi.

Czasami te ograniczenia mają jednak spory wpływ na grę Legii i to było bardzo widoczne. Pomimo niezbyt ostrego pressingu ze strony Lokeren,

legioniści często mieli problem z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy.

Vrdoljak i Jodłowiec, wbrew ostatnim trendom, nie wchodzą zbyt często pomiędzy stoperów, a na nieco wyższych pozycjach są już zwykle naciskani, a ich umiejętności i dynamika rzadko pozwalają im oderwać się od przeciwnika. Jodłowiec bez problemu umie wygrać pojedynek fizyczny i poholować nieco piłkę, ale wtedy, gdy rywal pozwoli mu się odwrócić z piłką. Jeśli dobrze są też blokowani boczni obrońcy (a tak było), Legia musi się uciekać do długich podań. Wczoraj zawodnicy Berga 83 razy posyłali długie piłki, z czego 42 były celne.


długie podania Legii / squawka.com


Legioniści w ogóle nie grzeszyli celnością podań (75%), natomiast w środku pola zbyt mało przydatny był Ondrej Duda. O ile długie piłki, jeśli były posyłane na Kucharczyka lub Żyrę (a tak nakazuje grać Berg), czasem dochodziły do adresata, o tyle rozgrywanie piłki krótkimi podaniami w środku pola zostało w zasadzie zneutralizowane przez Lokeren. Biorąc pod uwagę, że rywal często miał przewagę w strefie Vrdoljaka i Jodłowca, trzeba winić Dudę, że zbyt rzadko podchodził do nich bliżej, by pomóc w rozegraniu. Co gorsza,

Słowak zbyt często podawał niedokładnie.

Znacznie lepiej radził sobie w tym elemencie Radović, który jednak ma grać wyżej, na co zresztą przez niemal cały mecz narzekał Kazimierz Węgrzyn. O ile jego utyskiwania o braku klasycznego napastnika trzeba złożyć na karb archaicznego pojmowania piłki nożnej i własnych uprzedzeń, o tyle można przyznać, że wczoraj to Radović lepiej wypełniał zadania należące do Dudy. Ostatecznie Legia wygrała, ale jeśli wynik byłby inny, Berg musiałby się tłumaczyć z braku zmian.


krótkie podania Dudy / squawka.com

krótkie podania Radovicia / squawka.com


Warto też zauważyć, że Berg ciągle trzyma się koncepcji atakowania ograniczoną liczbą zawodników. Wynika to z dobrego rozumienia predyspozycji swoich piłkarzy (ciągle kontuzjowani są Guilherme czy Ronan, którzy mogliby dodać technicznej jakości w fazie ofensywnej), ale w Europie jest zapewne również efektem ostrożności.

Legia mocno dba o to, by nie tracić goli z kontrataku.

Jest to jednak broń obosieczna - czasem z przodu jest po prostu zbyt mało zawodników, by atak się powiódł.


czwórka legionistów przeciwko sześciu obrońcom


Przy obecnym stylu gry Legii nie jest to jednak poważny problem. Berg na tę bolączkę ma kilka rozwiązań. Po pierwsze, sama szybkość ataków. Gdy Legia przechwyci piłkę, Radović lub Duda są już gotowi, by przyjąć piłkę i znaleźć pierwsze dobre podania do boku lub też nieco ją poholować i pozwolić kolegom na dołączenie do ataku - momentalnie zrywają się wtedy Żyro i Kucharczyk. Po drugie, częste próby podań prostopadłych na 20-30 metrów; jeśli adresat podania zdoła się utrzymać przy piłce, sytuacja jest bardzo dogodna (czasem jednak ograniczenia techniczne sabotują tego typu grę).

Po trzecie, ataki z głębi.

Za tego typu grę odpowiadają przede wszystkim Kucharczyk i Duda oraz czasem również Jodłowiec, zależnie od sytuacji - ten pierwszy poluje na prostopadłe podania za obrońców, dwaj pozostali atakują pole karne, gdy piłka jest w bocznej strefie. Przynosi to niezłe efekty, choć tak naprawdę za Berga najwięcej do powiedzenia ma zawsze Radović i to od Serba często zależy, czy Legia zdoła strzelić bramkę. Natomiast koncepcja Norwega zakłada bardzo stabilną obronę (co ma być wspomagane przez brak rotacji w Lidze Europy) i jak na razie ten plan jest realizowany znakomicie.

Co by nie mówić o Kucharczyku, również on fantastycznie wypełnia zalecenia trenera. Kto wie, czy największym osiągnięciem Berga w kwestii zarządzania personelem nie jest właśnie odbudowanie lewego pomocnika Legii. Dodatkowo, jego współpraca z Dudą czy Radoviciem lub Żyrą układa się świetnie. Pomocny jest fakt, że każdy z tych piłkarzy gra nieco inaczej - Żyro jednak o wiele rzadziej wychodzi do piłek na dobieg, Radović porusza się horyzontalnie i polega na swojej technice, a Duda ma, zdaje się, plan, by stać się nowoczesną dziesiątką. Przy akcji bramkowej Słowak zachował się świetnie, wychodząc do krótkiego podania, co spowodowało zawahanie u środkowego obrońcy Lokeren i umożliwiło Kucharczykowi wywalczenie przewagi na krótkim dystansie.


moment podania Jodłowca - Duda (niebieski) podchodzi bliżej, a Kucharczyk (czerwony) rusza do przodu oczekując podania na dobieg


W następnych meczach Ligi Europy można się spodziewać nawet poważniejszych problemów.

Jeśli Berg sobie z nimi poradzi i wyjdzie z grupy, będzie to oznaczać, że faktycznie zmaksymalizował potencjał większości swoich zawodników - co w Legii nie udało sie od kilku sezonów, a ostatni raz można to było podejrzewać za czasów Skorży. Skoro Legia wygrywa nawet wtedy, gdy gra słabo, umiarkowany optymizm jest uzasadniony. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook