Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 1 października 2014

Na przekór

fot. skysports.com
Mecz West Bromwich Albion – Burnley może wydawać się mało atrakcyjną propozycją na spędzenie niedzielnego popołudnia. Na pierwszy rzut oka to raczej okruszki po sobotniej, podwójnej porcji najwyższej jakości derbów na poziomie Premier League. (W zamyśle.) Historia obu klubów może jednak stanowić intrygujące studium przypadku dla innych, mniej zamożnych graczy nie tylko na angielskim podwórku.


West Bromwich i Burnley to dwa jedyne miasteczka (ang. town), które mogą obecnie pochwalić się klubem w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. Każde z nich należało w przeszłości do istotnych ośrodków przemysłowych – jedno na przedmieściach Birmingham, drugie nieopodal Manchesteru. W takich miejscach piłka nożna rozwijała się najszybciej. West Bromwich Albion i Burnley, wraz z dziesięcioma innymi klubami, założyły w 1888 roku Football League. Następnie sięgnęły pomiędzy sobą po trzy tytułu mistrza oraz sześć pucharów kraju. Po drugiej wojnie światowej przez trzy kolejne dekady regularnie występowały na poziomie ówczesnej First Division.

Jak rywalizować?

Wraz ze stopniowym nadejściem komercjalizacji futbolu oba kluby zaczęły jednak odczuwać problemy z odnalezieniem się w zmieniającej się rzeczywistości. Ani Albion, ani Burnley nie mogły nawiązać rywalizacji z klubami z większych miast – dysponującymi większymi bazami kibicowskimi i wykorzystującymi nowe źródła przychodów. W rezultacie na lata wypadły poza elitę. West Brom nie zagrał na najwyższym szczeblu przez szesnaście kolejnych sezonów po spadku w 1986 roku. Dwanaście miesięcy później Burnley znalazło się o jeden mecz od prawdopodobnej likwidacji.

Nie tak liczni, ale oddani fani niejako utrzymali oba głęboko zakorzenione w lokalnych wspólnotach kluby przy życiu. Albion po raz pierwszy awansowali do Premier League dwanaście lat temu i w ubiegłej dekadzie tułali się pomiędzy drugą a pierwszą klasą rozgrywkową. Burnley wywalczyło sensacyjny awans w 2009 roku, ale natychmiast pożegnało się z elitą. Oba kluby stanęły przed identycznym wyzwaniem: w jaki sposób nawiązać rywalizację z większymi od siebie? Na jakich płaszczyznach i dzięki jakim działaniom można uzyskać przewagę, aby zniwelować niekorzystne położenie na polu finansowym?

Europejski model

Na The Hawthorns postawiono na europejski model zarządzania. Wyznaczono i bardzo dokładnie sprecyzowano innowacyjną na Wyspach strukturę organizacyjną klubu. Najważniejszym pracownikiem został dyrektor sportowy – odpowiadający przed prezesem i zarządem, nadzorujący sposób funkcjonowania wszystkich zespołów od Akademii po pierwszą drużynę oraz działy skautingu, nauki i medycyny. Menedżera zastąpiono tymczasem pierwszym trenerem.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że z modelu przyjętego przez WBA czerpie się na Turf Moor. W Burnley bardziej niż na rozwinięciu struktury skoncentrowano się jednak na znalezieniu właściwych ludzi na odpowiednie stanowiska. Przed niespełna trzema laty dyrektorem wykonawczym klubu został Lee Hoos – człowiek, który w przeszłości odegrał ważną rolę we wspinaczce Fulham w górę ligowej drabiny, a sam o sobie mówi, że lubi budować. Rok później zatrudnieniu menedżera Seana Dyche’a towarzyszył angaż na posadę szefa skautingu sprowadzonego z... West Bromu Lee Darnbrougha. Następnie klub, zamiast w transfery, zainwestował w rozwój poszczególnych części składowych, takich jak działy rekrutacji, analizy, nauki i medycyny czy szkolenie młodzieży.

Holistycznie

Kontynentalna struktura zarządzania okazała się dla Albion znacznie bardziej efektywna finansowo i sportowo. Rozdzielenie uprawnień menedżera pomiędzy dyrektora sportowego a pierwszego trenera wprowadziło stabilizację – nawet mimo częstych zmian szkoleniowców. The Baggies pozbyli się łatki yoyo i właśnie rozpoczęli swój piąty kolejny sezon na poziomie Premier League. Dwukrotnie zakończyli rozgrywki w górnej połowie tabeli. Raz byli na jedenastym miejscu. West Brom to również jeden z nielicznych angielskich klubów żyjących na miarę swoich możliwości finansowych. A nawet regularnie wypracowujących zysk.

Nowe rozwiązania przekuto także w sukces w Burnley. The Clarets znowu awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej w niewiarygodnych okolicznościach. Skorzystali na poszczególnych inwestycjach. Dokonali świetnych, głównie wolnych transferów (skauting). Są zespołem znakomicie przygotowanym fizycznie (nauka i medycyna) i taktycznie (analiza). Druga drużyna doszła w poprzednim sezonie do półfinału pierwszej edycji Pucharu Premier League do lat 21 (Akademia). Powrót do elity umożliwił przeniesienie holistycznego rozwoju klubu na kolejny, wyższy poziom.

Burnley znajduje się oczywiście na znacznie wcześniejszym etapie od Albion. Różnicę pomiędzy oboma klubami najlepiej ilustruje polityka transferowa. Podczas gdy WBA rekrutuje piłkarzy z różnych zakątków globu, zwłaszcza słabiej penetrowanych rynków, skauting Burnley obejmuje obecnie wyłącznie terytorium Wielkiej Brytanii. Stąd w kadrze pierwszego zespołu znajdują się wyłącznie zawodnicy, których ojczystym językiem jest angielski. Dopiero ustabilizowanie pozycji klubu na poziomie Premier League może stworzyć warunki do ekspansji rekrutacji na kontynent.

Wbrew przeciwnościom

Zarówno w West Bromwich, jak i w Burnley doskonale zdają sobie sprawę, że zawsze będą znajdować się w nieuprzywilejowanej sytuacji i nigdy nie będą mieli łatwo. Zmiany personalne na The Hawthorns – odejście dyrektora sportowego, Dana Ashwortha – o mało nie pociągnęły za sobą spadku z Premier League w ubiegłym sezonie. W Burnley upatruje się z kolei murowanego kandydata do opuszczenia angielskiej ekstraklasy w bieżących rozgrywkach. Na razie jedni i drudzy dzielnie stawiają czoła przeciwnościom. Albion odnieśli przed tygodniem nieoczekiwane, pierwsze ligowe zwycięstwo pod wodzą nowego pierwszego trenera, Alana Irvine’a. Burnley nie przegrało od trzech meczów, za każdym razem zachowując czyste konto.

Obie drużyny chcą również grać dobrą piłkę – ofensywną i dobrze zorganizowaną. Niedzielne spotkanie może oglądać się całkiem przyjemnie. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook