Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 11 lipca 2014

Na niby?

fot. gornikzabrze.pl
Ósma edycja raportu pt. "Piłkarska liga finansowa" firmy Deloitte potwierdza to, co powszechnie wiadomo. Polska piłka nożna niby się rozwija, ale głównie za sprawą dwóch ligowych potentatów, uciekających całej reszcie. Są niby kluby zarządzane coraz lepiej, lecz również takie, od których ciągle bije skrajna niekompetencja. Niby tli się płomyk nadziei na lepsze, ale perspektywę dynamicznego postępu można równocześnie włożyć między bajki.


- Bez sukcesów polskich drużyn w europejskich pucharach nie będziemy mogli konkurować z bogatszymi europejskimi ligami pod względem finansów - napisali autorzy corocznego przeglądu przychodów klubów polskiej Ekstraklasy*. Dobre występy Legii Warszawa i Lecha Poznań w rozgrywkach Ligi Mistrzów czy Ligi Europejskiej pociągnęłyby za sobą wzrost zainteresowania całą krajową ligą. Więcej kibiców przyszłoby na stadiony. Stacje telewizyjne zapłaciłyby więcej za prawa do pokazywania meczów. Swoje inwestycje zwiększyliby sponsorzy. Wcale nie kiepska gra naszych eksportowych zespołów stanowi jednak największe zmartwienie polskiego futbolu.

Wzrost

Kluby Ekstraklasy osiągnęły w 2013 roku** sumę przychodów rzędu 380 milionów złotych, czyli około 90 mln euro. To wzrost o 8% w porównaniu do wcześniejszego roku, kiedy zanotowano spadek łącznych wpływów o 3%. Ponad połowa przychodów ligi (51%) pochodzi ze źródeł komercyjnych. Wpływy z transmisji wynoszą 32%. Te z tzw. dnia meczu równają się około 17%.

Podobnie jak największe europejskie ligi, Ekstraklasa zawdzięcza wzrost przychodów głównie swoim największym klubom. Legia zwiększyła swoje wpływy w analizowanym okresie z 66,4 do aż 94,9 mln złotych. Awans do fazy grupowej rozgrywek Ligi Europejskiej pozwolił wygenerować aż 30,1 mln z tytułu samych przychodów transmisyjnych.

Lech, mimo kompromitacji na arenie międzynarodowej, również odnotował wyraźny wzrost wpływów - z 35,4 do 49,3 mln złotych. W mniejszym stopniu zwiększyły się też przychody siedmiu innych klubów Ekstraklasy, w tym Górnika Zabrze, Ruchu Chorzów, Piasta Gliwice czy Pogoni Szczecin. Spadły wpływy tylko sześciu, przede wszystkim Wisły Kraków i Śląska Wrocław.

Perspektywa

Przychodów Ekstraklasy nie ma oczywiście co porównywać do tych generowanych przez największe europejskie ligi. Dość powiedzieć, że łączne wpływy wypracowywane przez wszystkie kluby najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce oscylują wokół tych, które uzyska w sezonie 2014/15 Burnley - najmniej zamożny klub angielskiej Premier League.

Nawet mniejsze ligi na Starym Kontynencie, takie jak austriacka Bundesliga czy szkocka Premiership, osiągają obecnie przychody rzędu blisko 160 milionów euro. To o 70 mln więcej niż wartość wpływów klubów Ekstraklasy.

Brak poprawy

Podczas gdy kluby większości europejskich lig powoli, acz niezaprzeczalnie ograniczają wydatki na pensje piłkarzy, w Polsce tendencja ciągle jest odwrotna. W 2013 roku łączny stosunek kosztów wynagrodzeń zawodników do generowanych przychodów wzrósł w Ekstraklasie z 76% do 78%! Jest wyższy niż w jakiejkolwiek innej analizowanej przez Deloitte lidze! Dla porównania w szkockiej Premiership spadł w analogicznym okresie o 11%. (Tzw. poziom ostrzegawczy wynosi 70%, a optymalny 60%.)

Co prawda dwa kluby (Lechia Gdańsk i Piast) znajdują się nawet pod optymalnym progiem, a Lech i Legia tuż nad nim, ale stosunek wydatków na pensje piłkarzy do całościowych wpływów w aż czterech klubach przekracza 100%! (Rok temu było ich sześć.) W Wiśle wynosi on zatrważające 147%, w Koronie Kielce i Ruchu, odpowiednio: 130% i 129%, a w Górniku 106%.

Wysokość przychodów i koszty wynagrodzeń zawodników wcale nie przekładają się też na miejsce w tabeli. Trzeci największy budżet w lidze - Zagłębie Lubin - pożegnał się z Ekstraklasą. (To musi być ewenement na skalę światową.) Z drugiej strony, Widzew zniwelował stosunek wydatków na pensje piłkarzy do całościowych wpływów ze 149% do 64% i także doczekał się degradacji. (Co ciekawe, Zagłębie mogło się pochwalić wskaźnikiem na poziomie 65%.)

Przyszłość

Można się spodziewać, że przychody klubów Ekstraklasy będą w najbliższych latach stopniowo rosnąć. Z pewnością przyczyni się do tego reforma rozgrywek, zwiększającą liczbę meczów (wpływy z dnia meczu), co pociąga za sobą większą liczbę transmisji telewizyjnych (transmisyjne), a zatem czasu antenowego dla reklamodawców i sponsorów (komercyjne). Co bardziej istotne, Przemysław Zawadzki, jeden z autorów raportu Deloitte, zwraca uwagę na jeszcze jeden czynnik.

- Reforma Ekstraklasy, która obejmuje skuteczniejsze monitorowanie przychodów klubów oraz częstszą konieczność raportowania, wpłynie pozytywnie na zrównoważenie budżetów klubowych - twierdzi. - To ważna zmiana, której pełne efekty powinniśmy oglądać już w tym roku.

To właśnie jest największym wyzwaniem dla polskich klubów. Zniwelowanie poziomu płac pozwala przeznaczyć więcej środków na inne obszary działalności, w tym inwestycje długofalowe. Rozwój za pomocą sukcesów w europejskich pucharach zależy przecież wyłącznie od Legii i Lecha.

Z najważniejszymi ustaleniami najnowszego przeglądu finansów Deloitte w polskiej Ekstraklasie można zapoznać się TUTAJ.

*W badaniu wzięło udział 15 klubów, wszystkie występujące w najwyższej klasie rozgrywkowej w ostatnim sezonie, z wyjątkiem Zawiszy Bydgoszcz.
**Trzynaście klubów przedstawiło dane finansowe za rok kalendarzowy 2013, a Piast Gliwice i Ruch Chorzów za sezon 2012/13. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook