Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 14 czerwca 2014

Mistrzowie przestrzeni powrócili

foto: goal.com
Holandia pokonała 5:1 Hiszpanię, co było zaskoczeniem dla wszystkich, poza samymi Holendrami. - Wszystko było tak, jak zaplanował sztab - mówi Robin van Persie. Oranje w końcu wrócili do swojej typowej gry. Ich futbol znowu jest totalny. Konsekwencje są jednak mało przyjemne.

- Jak taki mały i gęsto zaludniony kraj jak Holandia oferuje ludziom przestrzeń? To proste: zawsze znajduje nową. Nie chodzi nawet o dosłowną przestrzeń, wyrywanie ziemi morzu, ale o nowe struktury polityczne, społeczne, nowe relacje między społeczeństwem, technologią i naturą. Ta zdolność do tworzenia nowej przestrzeni daje ciekawe połączenia. Co wydaje się naturalne – ziemia, jest sztuczne. A jednocześnie to, co jest dziełem ludzkich rąk, jest połączone z naturą – pisał Michiel Schwartz, twórca koncepcji holenderskiej wystawy na Expo 2000: „Holandia tworzy przestrzeń” (za książką „Brilliant Orange” Davida Winnera).

Szukania i odnajdywania przestrzeni Holandii nie można było odmówić w Salvadorze, który stał się kolejnym po Monachium miejscem, gdzie umiera tiki-taka. Oranje nieustannie zagrywali piłki za mocno wysuniętą linię obrony Hiszpanii, a w odpowiednim miejscu i czasie znajdywali się wtedy Robin van Persie i Arjen Robben – duet napastników.

2014 - nowy 2009

Holendrzy wygrali głównie dlatego, że mecz toczył się na ich warunkach. Decydowała nie indywidualna jakość, czy siła, ale właśnie umiejętność kontrolowania przestrzeni. Rozumieli to nawet pomocnicy Hiszpanii, którzy raz po raz zagrywali prostopadłe piłki za obrońców, a dzięki jednej z nich karnego wywalczył Diego Costa. Inną na bramkę zamienić powinien David Silva. To jednak Holendrzy okazali się mistrzami podbijania nowych rewirów. Z czasem było to aż za bardzo widoczne.

- Kontrolować mecz to znaczy decydować jak twój przeciwnik zagra, a nie odwrotnie – mówi sam Louis van Gaal. - Teraz gram bardziej defensywnie, jesteśmy bardziej zorganizowani, mamy więcej wolnej przestrzeni dla szybkich napastników. Tak też można kontrolować – dodaje. Te słowa padły w 2009 roku, gdy trener prowadził AZ Alkmaar.

Ale równie dobrze mógł je wypowiedzieć teraz. Wiele mówiło się o tym, że selekcjoner zdecydował się na zmianę ustawienia z 4-3-3 na 3-4-1-2. Ale pod dość powierzchowną dyskusją o wyższości jednego ustawienia nad drugim kryło się coś więcej. Czy Holandia grać będzie futbol totalny, ofensywny, czy może jednak będzie grać głębiej, bardziej z kontry? Odpowiedź z meczu z Hiszpanią: i tak, i tak. Van Gaal znalazł kolejną przestrzeń, połączył dwa różne systemy.

Futbol totalny stosowany

Oranje, zwłaszcza w drugiej połowie, nie grali wysoko i zapraszali Hiszpanów na swoją połowę tylko po to, by potem wykorzystać zostawione przez nich miejsce. Ale gdy odzyskali piłkę, to ruszali do przodu tak szybko i tak zdecydowanie, że po kilku sekundach w okolicach pola karnego było już ich pięciu. To atak, a defensywa? Ustawienie z pięcioma obrońcami dało im możliwość trzymania się tak blisko rywali, że wędrowali za nimi niemal do linii pomocy. Pomocnicy zaś podchodzili w okolice napastników. Miejsca robiło się coraz mniej. Wszystko po to, by z gry Hiszpanów zrobić bezładną, bezsensowną kopaninę. Parodię tiki-taki. - Przez tyle tygodni po to właśnie trenowaliśmy. Mecz ułożył się tak, jak przewidział sztab trenerski – tłumaczył Van Persie.

Jednym z powodów, dla których Van Gaal zdecydował się na nowe ustawienie była, oprócz kontuzji Kevina Strootmana, także możliwość lepszego wykorzystania umiejętności najbardziej doświadczonego tercetu napastników: oprócz Van Persiego i Robbena tę rolę miał pełnić też Wesley Sneijder.

Ten pierwszy po raz kolejny udowodnił, że nie ma sobie równych w wykańczaniu wysoko lecących podań. Gdy trzeba spojrzeć przez ramię i tak się ustawić, by oddać czysty, techniczny strzał – ze świecą szukać lepszych piłkarzy. Tak strzelił jeszcze w barwach Arsenalu z Evertonem, tak wykończył świetny przerzut Wayne'a Rooneya z Aston Villą. Robben liczył, jak zawsze, na dogrania na skrzydła, ścięcia do środka, możliwość dryblingu, rajdów z piłką. Widać to, gdy spojrzy się na to jakie podania otrzymywali obydwaj napastnicy.



To tylko pokazuje, jak każdy z Holendrów inaczej interpretuje to, co widzi przed sobą. Van Persie widzi okazję do wyjścia na pozycje i strzału z pierwszej piłki. Robben woli przy okazji ośmieszyć kilku obrońców. Wesley Sneijder potrafi tak się ustawić, by móc poczekać na partnerów. Daley Blind pokazał, że nieobce są mu długie przerzuty, a entuzjazm Daryla Janmaata w oferowaniu możliwości podania był wręcz rozbrajający.

Ta wygrana była najzwyczajniej w świecie holenderska. I od razu zaświeca się lampka ostrzegawcza: ile razy to już było? MŚ 1998, Euro 2000, Euro 2008 – tam też Holandia wydawała się najlepsza, najładniejsza. By później wszystko zepsuło się w konkursie rzutów karnych (albo sromotną porażką z Rosjanami). Grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze – dawno tego o nikim nie powiedziano. Kiedyś tak mówiono o Hiszpanach. Dziś lepiej już nic nie mówić. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook