Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 18 marca 2014

Milan źle zbudowanym klubem

www.ilveromilanista.it
Cztery porażki z rzędu, nokaut od Atletico Madryt i odpadnięcie z Ligi Mistrzów - tak źle w Milanie nie było dawna, ale czy za wszystko winę ponosi Clarence Seedorf?

Holender na ławkę Milanu został zwerbowany po kompromitacji w Sassuolo, gdzie miejscowi Neroverdi po szalonym meczu rozbili przyjezdnych 4-3, a pokera ustrzelił Domenico Berardi. Z klubem pożegnał się od dawna niechciany Massimiliano Allegri, a jego miejsce zajął właśnie Clarence Seedorf. Byłego pomocnika w roli trenera swojej drużyny widział sam Silvio Berlusconi, a namowy nie trwały długo. Seedorf natychmiast zakończył piłkarską karierę i objął mediolański klub z misją ratowania go przed najgorszym od ponad dwóch dekad sezonem.

Na razie wszystko wskazuje jednak na to, że Seedorf nie jest zdolny do trenerki. Rossoneri pod wodzą swojego byłego piłkarza przegrali siedem z dwunastu rozegranych spotkań, w tym oba mecze przeciwko Atletico Madryt w Lidze Mistrzów, jak również z Udinese w Pucharze Włoch, którego przebrnięcie miało zapewnić start w przyszłorocznej Lidze Europejskiej. Czyli trzy najważniejsze mecze dotychczasowego sezonu.

Jakby tego było mało, niedzielna porażka z Parmą była jedenastą w tym sezonie ligowym. Odkąd Serie A liczy dwadzieścia drużyn, Milan nigdy nie przegrał więcej niż dziesięciokrotnie. Przez cały sezon.

Nic więc dziwnego, że pojawiły się doniesienia o zwolnieniu Seedorfa jeszcze przed końcem bieżącego sezonu, mimo że Holender podpisał kontrakt do 2016 roku. Zastąpić miałby go dawny kolega z drużyny, Filippo Inzaghi, który poprowadził niedawno Primaverę do zwycięstwa w Pucharze Viareggio. Silvio Berlusconi zapewnił jednak o swoim poparciu dla Seedorfa, a winowajcy szukał gdzie indziej.

-Milan to źle zbudowany klub - oznajmił prezydent jeszcze do niedawna najbardziej utytułowanego klubu na świecie. Wydaje się, że Berlusconi za winnego uważa swoją prawą rękę i człowieka, wspólnie z którym zbudował wielki Milan przełomu lat 80. i 90., czyli Adriano Gallianiego.

To właśnie popularnego Wujka Festera wskazali fani z Curva Sud, największej obecnie zorganizowanej grupy ultrasów Milanu. Tifosim chodzi przede wszystkim o złe ruchy w trakcie ostatnich dwóch mercato.

-Zastanawiamy się, na przykład, jak można było pozwolić odejść Ambrosiniemu, który oprócz tego, że był kapitanem, miał posłuch w szatni (...) Jeszcze bardziej dziwi nas, jak można było nie zgodzić się na kontrakt dla Pirlo na jego warunkach, po to, by po dwóch latach zaoferować Hondzie zbliżoną pensję - piszą w liście do klubu.

Kibiców denerwuje również fakt, że Galliani jak mantrę powtarza formułki o "najbardziej utytułowanym klubie na świecie" i "DNA Milanu", podczas gdy klubowi brakuje sieci skautingowej z prawdziwego zdarzenia. Dzięki temu rosną tylko akcje Barbary Berlusconi, z którą Galliani starł się w listopadzie ubiegłego roku. Wtedy również poszło o transfery. A Alessandro Matriego, którego Galliani sprowadził latem, a co Berlusconi publicznie skrytykowała po listopadowej porażce z Fiorentiną, nie ma już w klubie. Źródła bliskie klubowi dementują jednak jakiekolwiek napięcia, zapewniając, że stosunki Barbary z Gallianim nigdy nie były spokojniejsze, choć wielu włoskich dziennikarzy i kibiców twierdzi, że stworzenie dla nich dwóch osobnych ról w strukturach klubu było błędem.

Tej ofensywnej taktyki nie popiera, paradoksalnie, Arrigo Sacchi. Legendarny trener bierze w obronę Adriano Gallianiego, twierdząc, że jest on właściwym człowiekiem do rozpoczęcia nowego projektu. Ciężko jednak zgodzić się z Sacchim, gdy przyjrzymy się, kogo zwerbował na San Siro Galliani od momentu zdobycia scudetto w 2011 roku: Taye Taiwo i Kevin Constant to nie są zawodnicy godni zastąpienia piłkarzy pokroju Alessandro Nesty czy Gennaro Gattuso, a o Bakaye Traore czy Bartoszu Salamonie nie ma chyba co wspominać.

Operowanie nie najlepszym materiałem utrudnia pracę Seedorfowi. Tym bardziej, że Holender zdążył już udowodnić, że nie jest taktykiem, lecz co najwyżej motywatorem. Jego gra opiera się na narzuceniu wysokiego tempa w pierwszych fazach spotkaniach i poleganiu na umiejętnościach ofensywnych zawodników. Gdy ci mają gorszy dzień, koncepcja upada, a defensywa powierzona jest słabo zorganizowanej i miernej personalnie linii obrony, chronionej przez często osamotnionego w środku pola Nigela De Jonga.

Efekt nowej miotły działał jednak krótko - jeszcze pod koniec lutego Milan był drugim zespołem ligi pod względem formy, w sześciu meczach od feralnej porażki w Sassuolo zgromadził 13 punktów. Tylko Juventus był w tamtym okresie lepszy. Później przyszły trzy porażki z rzędu, co nie miało miejsca nigdy za kadencji Maxa Allegriego, którego Seedorf zdążył już obarczyć winą za stan psychiczny i fizyczny, w jakim zastał piłkarzy. Potwierdził tym samym, że brak mu doświadczenia (co często przyznaje) i, być może, pokory (z czego przyznaniem ma problem, a co zarzucają mu kibice).

Najbliższym celem Seedorfa powinno być, oprócz wprowadzenia Milanu do Ligi Europy, uniknięcie kolejnej kompromitacji. Jeżeli Rossoneri przegrają w najbliższej kolejce, a zagrają z Lazio w Rzymie, będzie to piąta porażka z rzędu. Ostatni raz tak źle było w sezonie 1981/82. Wtedy Milan spadł do Serie B.

Bartosz Gazda
comments powered by Disqus
facebook