Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 23 lutego 2014

Marcin Robak nauczyciel

foto: pogonszczecin.pl
Niewielu w polskiej lidze jest napastników, którzy potrafią strzelić pięć bramek w jednym meczu - to akurat nikogo dziwić nie może. Ale mało też jest i takich, którzy pięć razy w ciągu meczu wystawią się na pozycję.

Marcin Robak zapisał się do najnowszej historii Ekstraklasy strzelając w piątek Lechowi Poznań aż pięć bramek, a podobna sztuka ostatni raz na ekstraklasowych boiskach zdarzyła się ponad dwanaście lat temu, gdy Maciej Żurawski pięciokrotnie pokonał bramkarza GKS-u Katowice. Ale nie będzie to tekst o historii.



Patrząc na te bramki porażają nie tylko błędy Huberta Wołąkiewicza, ale ujmująca prostota zagrań Robaka. Za każdym razem napastnik Pogoni biegnie na krótki słupek robiąc w zasadzie najbardziej podstawowy ruch snajpera w polu karnym. Jeśli istnieje podręcznik do gry na pozycji napastnika, to na pierwszej stronie z pewnością napisano: "Pamiętaj, abyś na krótki słupek zawsze wychodził".

Po prostu Marcin Robak

Po pierwsze, dzięki temu tworzy się miejsce dla partnerów, po drugie swoje ustawienie musi skorygować obrońca. A po trzecie - najpewniej będzie się pierwszym do zaatakowania piłki i można tak strzelić. To dość zastanawiające, że tak prosty i podstawowy ruch może niemal siać terror w szeregach ekstraklasowych defensyw. To mniej więcej tak, jakby w szachach paraliżował kogoś ruch E2-E4.

Gdy spojrzy się na obecną dyspozycję Robaka, a przez obecną można rozumieć czasy od 2013 roku, to widać, że nie jest on takim zawodnikiem, jakiego stara się z niego zrobić. "Robak? Wysoki, silny, nic poza tym" - tak to mniej więcej wygląda. Grzegorz Rasiak, choć był świetnym napastnikiem, sprawił, że wysoki i silny napastnik miał w tym kraju przechlapane i na wieki wieków będzie kojarzył się głównie z sękami i konarami.

Robak poza notorycznym schodzeniem na krótki słupek lubi też w fazie budowania akcji zejść do boku, rozegrać tam piłkę, przytrzymać i poczekać na lepsze ustawienie zespołu. Robakowi nie trzeba krzyczeć: „press!”, bo sam nieraz tym pressingiem w drużynie dowodzi. W zasadzie wszystko to jest warunkiem koniecznym do gry na pozycji pojedynczego napastnika.

Tutaj można zastanowić się na ile obecna forma Robaka wynika też i z tego, że liga przestawiła się na system 4-2-3-1, w którym zadania napastnika kształtują się inaczej niż przy wcześniejszym 4-4-2, gdzie możliwe, że Robakowi ktoś zawsze wchodził w paradę. Paradoksalnie trudniejszy system gry mógł wyjść napastnikowi Pogoni na dobre, uwidocznił bowiem wszystkie jego zalety.

Już nie żółwie, jeszcze nie bolidy

Patrząc przez pryzmat ligi, to zdobycie przez Robaka piętnastu już bramek w tym sezonie oznacza, że będziemy w końcu w Polsce mieli wyścig o koronę strzelców z prawdziwego zdarzenia, bo od czasów zmagań Pawła Brożka i Takesura Chinyamy ten wyścig albo był toczony w żółwim tempie, zakończony liczbą 14 bramek (Robert Demjan, Tomasz Frankowski) albo były to zmagania jednego konia (Artjom Rudniew, Robert Lewandowski).

Na dzień dzisiejszy Robak ma cztery bramki przewagi nad Brożkiem, Łukaszem Teodorczykiem i Marco Paixao. Napastnik Wisły sam sobie postawił trudniejsze zadanie, bo zrezygnował ze strzelania rzutów karnych. Inna sprawa, że mając od tej rundy za sobą Semira Stilicia, ta decyzja pewnie nie będzie spędzała mu snu z powiek.

Liga zyskuje na tym, że jej najlepszymi polskimi napastnikami są Brożek i Robak, ale jednocześnie nie jest to dla niej raczej komplementem. Oprócz swoich zacnych umiejętności obaj napastnicy mają za sobą również ciężki bagaż doświadczeń i słabiutki bilans w ligach silniejszych niż polska, do których Ekstraklasa stara się aspirować.

Porównanie dla polskiej ligi wypada dość blado, ale tutaj możemy wrócić do pierwotnej konkluzji i założyć, że dobry dorobek strzelecki tej dwójki przyniesie jej w przyszłości korzyści.

Z szerszego punktu widzenia piłka jest jak cięcie drzewa przez dwóch drwali. Raz piłą porusza jeden, później drugi. Pytanie i odpowiedź. Obrońcy będą musieli się nauczyć walczyć z napastnikami, którzy potrafią się na boisku ustawiać, czyli sami muszą swoje ustawienie nieustannie korygować. To spowoduje sprzężenie zwrotne i napastnicy będą musieli wymyślić coś nowego, choć pewnie wszystko skończy się na tym, że i jedni i drudzy podstaw swojego fachu zapomną.

Dobrze by było więc coraz częściej do wiaderek z witaminami dorzucać również bilobil. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook