Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 24 marca 2014

Mały Seedorf

fot. marca.com
Gdy Isco przychodził latem do Realu Madryt, z pewnością spodziewał się raczej zażartej walki z Mesutem Özilem o pozycję podstawowej dziesiątki niż żmudnego procesu uczenia się gry na zupełnie nowej pozycji.

Wychowanek Valencii całe życie był mediapuntą i do momentu transferu na Santiago Bernabeu z pewnością sądził, że mediapuntą pozostanie do śmierci. W Maladze grywał na skrzydle, ale ciągle była to pozycja opierająca się na tych samych zasadach – prostopadłe piłki, trochę szarpania, trochę dryblingów, okazyjne strzały z dystansu. Słowem, wszystko, co potrafi każdy szanujący się ofensywny pomocnik wychowany w Hiszpanii. Przejście przez Carlo Ancolettiego na system 4-3-3 sprawiło, że dla Isco zabrakło boiskowej pozycji.

Fałszywa dziewiątka czy prawdziwa ósemka?

Gdy jasne stało się, że w once de gala Carletto nie ma miejsca dla byłego gracza Malagi, podniósł się szum. Real Madryt – jak się okazało – właśnie zmarnował kolejny wielki talent. Isco, w opinii niektórych, był już właściwie spakowany i gotowy do przenosin do Getafe. A trener Realu Madryt, z uporem godnym lepszej sprawy nieustannie pytany przez dziennikarzy o sytuację Alarcona, odpowiadał, że młody pomocnik musi się przystosować i że proces ten, chociaż z pewnością długi i być może dla przyzwyczajonego do cieplarnianych warunków Andaluzyjczyka bolesny, na pewno zakończy się sukcesem. Sam Isco również był spokojny, doskonale wpasował się do drużyny, koledzy od razu go polubili, a on sam wiele razy powtarzał, że jest szczęśliwy i nie myśli o zmianie otoczenia.

Proces przerabiania najzdolniejszego chyba młodego ofensywnego pomocnika świata mógł się rozpocząć dzięki uprzejmości najbliższego futbolowego przyjaciela Isco – Alvaro Moraty. Otóż Alvaro, na początku sezonu regularnie wchodzący z ławki rezerwowych, raczył zupełnie stracić formę. Ta sytuacja nasunęła Ancelottiemu myśl o zrobieniu z Alarcona fałszywej dziewiątki. Madryt już przyzwyczaił się do grania z napastnikiem mocno cofniętym, dlatego wpasowanie tam Hiszpana wydawało się logiczne. Isco dobrze strzela, doskonale drybluje, radzi sobie w tłoku – na papierze wszystko pasowało. W rzeczywistości nie pasowało prawie nic. Isco nie potrafił znaleźć sobie miejsca, nie potrafił zrobić tego, co tak dobrze robi Benzema – umożliwić współpracy Cristiano i Bale'a. Pochodzący z Malagi 21-latek zagrał na środku napadu kilka razy i tylko raz nie był beznadziejny. To za mało, żeby wiązać jakieś nadzieje.



Drugim pomysłem Carlo było cofnięcie Isco tam, gdzie gra Xabi, Modrić i Di Maria. O graniu na pozycji Baska (który sam siebie nazywa kotwicą drużyny) nie było oczywiście, ale zupełnie realne wydawało się zastąpienie Luki lub Angela. Mało tego – podobne rozwiązanie Włoch już kiedyś z sukcesem zastosował w Milanie, kiedy to udało mu się cofnąć Clarence'a Seedorfa. Po kilku tygodniach treningów Isco dostał pierwszą szansę w drugiej linii – był okropny, rwał do przodu, nie pomagał w obronie, próbował za wszelką cenę zaimponować umiejętnościami technicznymi. Ancelotti się jednak nie poddawał – powiedział Isco, że zrobi z niego Seedorfa, Isco był zachwycony. Powiedział Seedorfowi, że zrobi z Isco niego, Seedorf był zachwycony. Sielanka.



Widać poprawę

W rewanżowym meczu 1/8 Ligi Mistrzów przeciwko Schalke Isco po raz pierwszy dostał szansę zagrania całego meczu jako środkowy pomocnik. Wcześniej mógł liczyć jedynie na parę epizodów, z których nie dało się wywnioskować niczego wartościowego. Starcie z Niemcami dało sporo materiału do analizy i sporo powodów do optymizmu. Pod nieobecność Luki Modricia Hiszpan potrafił wziąć na siebie ciężar rozegrania, wreszcie zagrał jak środkowy pomocnik, nie jak pomocnik ofensywny z głową pełną sprzecznych i niezrozumiałych zaleceń taktycznych. Zaliczył największą liczbę podań w meczu, cofał się po piłkę do linii obrony, rozgrywał ją, a jeśli zdarzyło mu się futbolówkę tracić, to na skutek ryzykownych podań, a nie głupich trików. Isco zachwycał techniką, łatwością w prowadzeniu piłki i mijaniu rywali, a także dobrą współpracą z kolegami. Brakowało mu trochę odwagi w ofensywnych szarżach, ale na tym etapie konwersji pewnie dostał od trenera zalecenie, żeby grać ostrożnie. Mecz z Schalke był w wykonaniu Andaluzyjczyka meczem na tyle dobrym, że trudno wyobrazić sobie, by Ancelotti wrócił na poważnie do koncepcji Isco jako napastnika. Hiszpan znacznie lepiej radzi sobie w pomocy.

Nowy Iniesta?

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w ostatnich miesiącach sezonu Isco będzie w miarę regularnie dostawał od Carlo Ancelottiego szanse na grę. Kontuzja Jesego sprawiła, że Madryt został tylko z dwoma skrzydłowymi, wydaje się więc, że – żeby odciążyć obu gwiazdorów – od czasu do czasu będzie tam grywał Angel Di Maria. Jeśli Alarcon dalej będzie tak szybko i płynnie dopasowywał się do nowej roli, to jego szanse wyjazdu na mundial drastycznie wzrosną. Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że dla Hiszpania nie będzie miejsca w samolocie lecącym do Brazylii, ale perspektywa posiadania w kadrze pomocnika zdolnego do grania na tak wielu pozycjach musi być dla del Bosque kusząca. Zwłaszcza że nowy Isco coraz bardziej zaczyna przypominać Iniestę – gracza, który nie ma naturalnego następcy w kadrze, a który za niecałe dwa miesiące będzie obchodził trzydzieste urodziny.



Przed Isco, jeśli wyeliminuje on najbardziej irytujące nawyki, otwierają się zupełnie nowe perspektywy. Talentu mu na pewno nie zabranie, zaciętości i motywacji pewnie też nie. Ostateczne efekty pracy, jaką Hiszpan codziennie wykonuje w ośrodku Valdebebas poznamy pewnie dopiero w przyszłym sezonie, ale perspektywy są zachęcające.

Let's all have a disco, Xabi, Modrić, Isco

Gdy latem wydawało się, że Isco powędruje do niebieskiej części Manchesteru, kibice The Citizens zdążyli przygotować na tę okazję specjalną przyśpiewkę: „Let's all have a disco, Silva, Navas, Isco”. Ostatecznie transfer nie wypalił, a rymowanka nie weszła do użycia. Kto wie, może niedługo pożyczą ją sobie fani Realu. Środek pola w składzie Xabi Alonso, Luka Modrić i Isco wydaje się dobrym rozwiązaniem na najbliższe lata, zakładając, że Baska z czasem zastąpi Illarramendi i/lub Sami Khedira. Jeśli talent Isco dalej będzie rozwijał się tak jak do tej pory, to za sezon, góra dwa, będzie on zawodnikiem absolutnie nie do ruszenia.

To, czy Andaluzyjczyk zrobi karierę w Madrycie, rozstrzygnie się w ciągu najbliższych miesięcy. Może wybrać roszczeniową postawę Mesuta Özila lub ciężką i pokorną pracę Angela Di Marii. Może stać się graczem podstawowego składu na najbliższą dekadę, a może odejść w niesławie, dostarczając kolejnych argumentów do bezsensownych dyskusji na temat tego, jak zły Real niszczy dobrych piłkarzy. Jeśli Isco odejdzie (na co się nie zanosi), jeśli jego kariera zostanie nadszarpnięta, to stanie się tak nie z powodu globalnego spisku lóż masońskich. Winny będzie tylko i wyłącznie zawodnik. Carlo Ancelotti dał mu szansę na stanie się graczem lepszym, na rozwinięcie się w sposób, w jaki pewnie nie rozwinąłby się nigdzie indzie. Tylko od Isco zależy teraz, co z tą szansą zrobi. Piotrek Dyga
comments powered by Disqus
facebook