Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 15 maja 2014

Lewonożni nie trafiają z karnych

fot. goal.com
Gdy w 101 minucie finału Ligi Europejskiej 2013/2014 Carlos Bacca w świetnej sytuacji posłał piłkę tuż obok słupka, zapewne część kibiców Sevilli szykowała się na najgorsze. Z kolei poplecznicy mistrza Portugalii mogli liczyć na to, że tym razem szczęście im sprzyja. A jednak... los znowu poigrał sobie z nimi okrutnie. W dodatku drugi raz z rzędu.

Pół wieku posuchy

Tym samym Benfica podążyła śladem Valencii, która w latach 2000 i 2001 dwukrotnie dochodziła do finału nawet poważniejszych rozgrywek, bo Ligi Mistrzów, i dwukrotnie przegrywała. Na osłodę pozostał im Puchar UEFA, który wygrali w roku 2004, w dodatku od razu w pakiecie z Superpucharem. Benfice nie pozostało nic, poza umiarkowanym zadowoleniem ze stabilności klubu i - rzecz jasna, niezależnego od europejskich rozgrywek - mistrzostwa kraju, trzeciego w przeciągu ostatnich 10 lat.

Równo rok przed wczorajszym finałem, 15 maja 2013, Benfica rozegrała na Amsterdam Arena finał Ligi Europejskiej przeciwko Chelsea. W 68. minucie tego spotkania sędzia, Björn Kuipers, podyktował jedenastkę dla Benfiki. Chelsea prowadziła już wtedy po bramce Torresa. Jedenastkę na gola zamienił Oscar Cardozo i dzięki temu zespół z Lizbony do końca walczył o zwycięstwo, ostatecznie tracąc gola w ostatnich sekundach po główce Ivanovicia. Co ciekawe, sędzią technicznym tamtego spotkania był Felix Brych - główny sędzia finału w roku obecnym.

Pechowiec

W tym roku wynik pozostawał nierozstrzygnięty przez 120 minut. W serii karnych Oscar Cardozo podchodził jako drugi... i tym razem nie trafił. Paragwajczyk, który już dawno przegonił w ilości goli João Pinto, a do osiągnięcia Nuno Gomesa brakuje mu pięciu trafień, tym razem zawiódł. Ten, być może przeciętny w skali europejskiej, ale wybitny na swoim podwórku, napastnik tym razem nie dał swoim kibicom tego, co zwykle. Był to zresztą jego najsłabszy sezon od lat, z problemami zdrowotnymi i ledwie 11 golami na koncie (w 22 meczach). Gdy jednak mógł przechylić szalę na swoją korzyść, dał o sobie znać brak ogrania. Strzelający karnego po nim wychowanek Realu, Rodrigo, również nie umiał pokonać Beto.

Sevilla FC, tym razem pod okiem Unaia Emery'ego, znowu przeżywa chwile chwały. Mimo pewnych problemów finansowych klub radzi sobie dobrze i umiał nawiązać do sukcesów sprzed 8 lat. W latach 2006 i 2007 pod wodzą Juande Ramosa zespół z Sewilli dwukrotnie zdobył Puchar UEFA. Co ciekawe, za drugim razem również osiągnął sukces po rzutach karnych i gdyby nie pudło Daniego Alvesa, wynik również wynosiłby 4-1. Przegrani w finale, Espanyol FC, w ćwierćfinale wyrzucili z rozgrywek... Benficę. Natomiast Sevilla FC w półfinale również miała przeciwnika z Hiszpanii - była to Osasuna.

Hiszpański futbol może być reaktywny

Ten finał był świetną okazją do wypromowania się przede wszystkim dla dwóch bocznych obrońców sewilskiego klubu, Coke i Alberto Moreno, którzy nie tylko nękali Benficę atakami po skrzydłach, ale też bardzo dobrze bronili dostępu do własnej bramki. Cały zespół grał zresztą w sposób dość charakterystyczny dla Unaia Emery'ego, który na swój sposób zinterpretował reaktywny styl wykorzystywany wcześniej choćby przez Rafę Beniteza i dzięki niemu niemal zneutralizował zagrożenie ze strony Portugalczyków. Niemal, bo chwilami Benfica spychała Sevillę głęboko we własne pole karne, niemniej poważnym zagrożeniem były chyba tylko strzały głową Garaya. Uderzenia z dystansu zwykle szybowały wszędzie, tylko nie w bramkę, a strzały z pola karnego nie stwarzały wielkiego problemu.

Hiszpanie mieli jedynie krótki okres w drugiej połowie, gdy odważniej zaatakowali i przynosiło to pewne skutki. Większość czasu opierali się na wyprowadzaniu szybkich kontrataków, a gdyby w dogrywce Bacca wykorzystał cudowne dogranie Rakiticia, zapewne wygraliby już w regulaminowym czasie gry. Lima, Rodrigo i Gaitán nie wykazywali się wystarczającą kreatywnością. Aż szkoda, że nie zobaczyliśmy na boisku Filipa Đuričicia.

Benfica przegrała finał, ale została mistrzem Portugalii i ponownie zagra w Lidze Mistrzów, a do tego sprzedała Maticia za 20 milionów. Na otarcie łez pozostał niezły przychód, a jesienią trzeba będzie znów postarać się w Lidze Mistrzów. Sevilla FC nie ma na to szans - pozostaje im jedynie kolekcjonowanie pucharów za Ligę Europy (a wcześniej też UEFA). Tylko czy to się uda, gdy odejdą Rakitić, Bacca i Alberto? Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook