Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 1 sierpnia 2013

Lahm - symbol Niemiec, które da się lubić

foto: bundesliga.de
Zapomnijcie o Angeli Merkel czy Joachimie Gaucku - to Philipp Lahm odpowiada za to, jak wyglądają dzisiejsze Niemcy. Nie wierzycie? Sprawdźmy.

Flesz pierwszy. Monachium, 2006 rok. Frings dostaje piłkę od Friedriecha, podaje do Borowskiego, ten zgrywa do Schweinsteigera, który przegrywa przebitkę z obrońcą, podobnie jak ustawiony na szpicy Miroslav Klose. Piłka w końcu trafia do Philippa Lahma, który biegnie po lewym skrzydle, by przejąć futbolówkę, ściąć do środka, położyć obrońcę i strzałem z prawej nogi posłać piłkę rogalem w samo okienko bramki Kostaryki.



Flesz drugi. Londyn, 2013 rok. Bayern mocno wszedł w mecz na Emirates Stadium. Dopiero co opadła mgła z rac odpalonych przez monachijskich kibiców wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego, a Bawarczycy już prowadzą za sprawą bramki strzelonej przez Toniego Kroosa. 1:0 - to zdecydowanie za mało i Bayern dalej zapędzał się w pole karne Arsenalu. Thomas Muller ściągał ze sobą Thomasa Vermaelena, Lukas Podolski nie wracał się do obrony, co dawało pole do popisu na prawym skrzydle dla Philippa Lahma. Gdy wydawało się, że Arsenalowi udało się obronić przed akcją rywala, w drugie tempo w okolice pola karnego wbiegał właśnie Lahm, raz po raz rozciągając obronę rywala niczym ciasto, w którego dziurach znakomicie odnajdywali się Kroos, Muller, Mandżukić i Ribery.

Flesz trzeci. Znowu Monachium i znowu 2013. Bayern gra sparing z Barceloną i pokazuje swojej publiczności nowe ustawienie 4-1-4-1, w którym miejsce w środku pola zajmuje Philipp Lahm. Bawarczycy dominują nad rywalem, swobodnie operują piłką. W pewnym momencie Toni Kroos dostrzega wolnego na lewym skrzydle Riberyego, ten spokojnie przyjmuje piłkę i dośrodkowuje do wbiegającego Lahma, który głową przedłuża centrę, myląc broniącego bramki Katalończyków Pinto.



Solidny i najlepszy

Kariera Philippa Lahma wypełniona jest podobnymi sytuacjami, gdy potrafił w odpowiednim momencie zachować spokój, rozciągnąć grę, dośrodkować na nos wbiegającego partnera - to wszystko jest dla niego chlebem powszednim. W zasadzie trudno przypomnieć sobie jakiś jego słabszy mecz, a każdy kolejny sezon to okazja do poprawienia swojej gry. Nie inaczej jest i teraz, gdy Pep Guardiola ma wobec kapitana reprezentacji Niemiec spore nadzieje, a gdy podczas wykładu w Argentynie motywował ustawienie w roli fałszywej dziewiątki Leo Messiego mówił: najlepsi piłkarze powinni grać w środku. Skoro więc trener powierza bocznemu obrońcy miejsce w pomocy, to znaczy, że jest on jednym z najlepszych piłkarzy zespołu. Zespołu, w którym są takie gwiazdy sportu jak Ribery, Robben, Muller, czy Kroos.

Choć w meczu o Superpuchar Niemiec Lahm znowu zagrał z prawej strony obrony, to był zdecydowanie wiodącą postacią swojej drużyny. W spotkaniu, w którym akcje Bayernu kończyły się na pierwszym błędzie technicznym, to Lahmowi można było spokojnie powierzać piłkę, wiedząc, że próba sforsowania zasieków Borussii nie spali na panewce. Dwie asysty, które obrońca zaliczył pierwszy raz poza Allianz Areną, znamionują znakomitą formę kapitana reprezentacji, który może stać się jednym z głównych kandydatów do zdobycia Złotej Piłki, nagrody dla najlepszego piłkarza 2013 roku.

Wpływ jednej bramki

Ale w grze Lahma jest coś więcej niż tylko znakomita forma. Wróćmy do pierwszego przywołanego na początku fleszu. Rozpoczynają się Mistrzostwa Świata w Niemczech, gospodarze skrupulatnie przygotowywali się pod wodzą Jurgena Klinsmanna do własnego mundialu, a cały kraj głęboko wierzą, że uda się dołożyć czwartą gwiazdkę nad logiem niemieckiej federacji piłkarskiej, która symbolizowałaby kolejne mistrzostwo Świata dla Niemiec.

Do Mannschaftu łapią się młodzi zawodnicy, pierwsi adepci nowego szkolenia w Niemczech, a prym wiodą Lahm, Schweinsteiger i Podolski. Klisnmann zrywa z grą poprzednich reprezentacji i powołuje zawodników o innej charakterystyce, kadra Niemiec gra ofensywnie, ładnie dla oka - może się to podobać neutralnemu widzowi. Szybko strzelony przez Lahma gol zdejmuje z kolegów presję i napędza drużynę, która pogromcę znajduje dopiero w półfinale i to w późniejszym zwycięzcy całego mundialu - Włochach.

Dla niemieckiego futbolu ten strzał Lahma to w pewnym sensie początek nowej ery, w której niemiecki futbol znalazł się na fali wznoszącej, której dotychczasowe apogeum miało miejsce w tegorocznym finale Ligi Mistrzów rozgrywanym w Londynie, gdy na Wembley starły się Borussia i Bayern Monachium.

Niemcy? Lubię to!

W szerszym kontekście, niemiecka reprezentacja sprzed siedmiu została katalizatorem przemian w Niemczech. Niemiecki mundial pokazał, że Niemcy mogą być cool. W sondażu przeprowadzonym przez Uniwersytet w Moguncji wśród fanów z różnych krajów zgromadzonych w Kaiserslautern, 95% ludzi uznało Niemców za przyjazny naród, a 88% odwiedzających z okazji mistrzostw RFN poleciłoby innym ten kraj jako turystyczną atrakcję.

W tegorocznym sondażu przeprowadzonym przez BBC World Service, Niemcy zostały uznane najbardziej popularnym krajem na świecie. Prawie dwie trzecie spośród 26 tys. respondentów postrzega to państwo "w większości pozytywnie". Skok, jaki Niemcy wykonały przez ostatnie półwiecze, jeśli chodzi o postrzeganie tego kraju przez innych, jest wręcz niebywały.

W powojennej historii Niemiec futbol zwykle towarzyszył pewnym przemianom. Podczas mistrzostw świata rozgrywanych w Szwajcarii po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej na dużej sportowej imprezie rozbrzmiał hymn Niemiec, którego melodia jeszcze dekadę wcześniej budziła raczej strach i wstyd niż dumę. Mało tego, w niesamowitych wręcz okolicznościach Niemcy te mistrzostwa wygrały, a zwycięstwo w finałowym meczu, określanym mianem "Cudu w Bernie", w którym RFN pokonała Węgrów, pozwolił Niemcom na poczucie własnej tożsamości narodowej. Optymizm, który wszedł w zdenazyfikowane Niemcy pozwolił na pracę ku dobru wspólnemu i znacznie ułatwił Ludwigowi Erhardowi ekonomiczne reformy, dzięki którym RFN stała się na powrót światową potęgą gospodarczą.

Po dwudziestu latach RFN przechodziła przez swój złoty okres. Dwa lata wcześniej dopiero co skończyły się Igrzyska Olimpijskie w Monachium, a już trzeba witać reprezentacje narodowe z całego globu, a kraj stał się areną zmagań Mistrzostw Świata. Z taśm produkcyjnych masowo wyjeżdżały volskwageny, bmw i mercedesy, które podbiły cały Stary Kontynent swoją solidnością, prostotą i kunsztem rzemieślniczego wykończenia. Taki sam był też niemiecki futbol, oparty na maksymalizowaniu produktywności. Stąd wzięło się też to słynne powiedzenie Gary'ego Linekera o tym, kto wygrywa w piłce.

Mimo zdecydowanego górowania nad resztą Europy w sensie gospodarczym i zmazania z siebie nazistowskiego piętna, Niemcom ciągle czegoś brakowało. Nie chcieli być kojarzeni tylko z kiełbasą, smażeniem się na słońcu w Hiszpanii i - przede wszystkim - z wojenną przeszłością. Z pomocą przyszedł właśnie mundial 2006 roku i bramka Philippa Lahma. Choć Niemcy nie zdobyły upragnionego złota, brązowych medalistów witały w Berlinie rozentuzjazmowane tłumy.

Obecny sukces niemieckiego futbolu został zbudowany właśnie na tym entuzjazmie. Dostrzegamy więc całą gamę nowych, lepszych niemieckich piłkarzy. Takich, którzy opierają swoją grę na szybkości, technice i nowinkach taktycznych na czele z gegenpressingiem. Nieustępliwość w podchodzeniu wysoko do rywala w wykonaniu ligowych drużyn Bayernu, Borussii czy Freiburga jest możliwy dzięki szkoleniu, które przyzwyczaja młodych piłkarzy do nieustannego wysiłku na przestrzeni całego spotkania. Technika i wysokooktanowa energia piłkarzy sprawia, że mecze Bundesligi są po prostu niesamowicie fajne.

Taśmy produkcyjne niemieckiego przemysłu stały się teraz miejscem narodzin wygodnych, szybkich, wyposażonych we wszelkie dostępne nowinki techniczne samochodów. Nie ma bowiem w cywilnej motoryzacji nic bardziej przyjemnego niż wbicie się w miękki, skórzany fotel i wjechanie na lewy pas autostrady i wyprzedzanie tych, którzy nie potrafią dotrzymać tempa.

Niemiecki futbol minął już węzeł "globalna ekspansja" i zabrał ze sobą w podróż Pepa Guardiolę, najgorętszy transfer trenerski ostatnich lat. W pędzącej limuzynie Katalończyk postanowił co nieco pozmieniać na swoją modłę, ale szybko sparzył się zapalniczką z logo Borussii Dortmund. Nie oznacza to jednak szybkiej wysiadki Guardioli, ale pokazuje, że tak łatwo w Bayernie nowemu trenerowi nie będzie. Szkoleniowiec ma jednak wsparcie Philippa Lahma. - To doświadczony trener, uczyni nas silniejszymi - mówił obrońca w czerwcowym wywiadzie dla Sueddeutsche Zeitung.

Czy Lahm będzie w drużynie na boku obrony, czy w środku pola - tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że zrobi wszystko, żeby najbliższe lata były dla Bayernu latami tłustymi i obfitującymi w trofea. A jeżeli tak, to oglądanie jego gry dalej będzie wielką przyjemnością. Bo takich Niemców da się lubić. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook