Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 3 stycznia 2014

Król jest nagi?

fot. goal.com
To już jest koniec. Zbliża się wielkimi krokami. Każda z kolejnych, powoli upływających godzin może oznaczać rozwiązanie Najgorzej Skrywanego Sekretu Dekady. Tudzież Najgłośniejszego Transferu Stulecia. Albo Najczęstszego Tematu Debat 2013 Roku. Opcjonalnie Największego Błędu Jego Życia lub Najlepszej Decyzji dla Jego Kariery.

Każdy ma na ten temat opinię, każdy wie najlepiej. Niekoniecznie będąc najlepiej poinformowanym, przecież można dzielić się swoim zdaniem - kierunek Monachium, Madryt, Barcelona czy może Londyn lub Manchester? Wiemy więc, gdzie więcej pogra, gdzie lepiej zje, gdzie lepiej się ubierze, gdzie lepiej poczuje się żona, gdzie i ile zarobi i gdzie go szanować będą kibice.

Możecie zaprzeczać, że chodzi o jego formę reprezentacyjną, twierdzić, że transferem już wymiotujecie, czarować, że to w gruncie rzeczy nieważne. Przez ostatni rok - najgorętszy okres rozwoju tego tematu - Robert Lewandowski gościł w naszych domach, lodówkach, na ekranach TV i tabletów, bywał też w gazetach. Nie tyle on sam, co jego transfer, budujący może niekoniecznie zdrowie napięcie międzyludzkie, wywołujące zdecydowane reakcje i jak zaraza zataczający coraz szersze kręgi.

Temat oczywiście rozwałkowano na milion sposobów, tworzono transferowe teorie, pytano autorytety i "autorytety" - odpytki polskiego dziennikarza nie uniknął Jose Mourinho przy byle pierwszej nadarzającej się okazji, a była to też jedna z pierwszych poruszonych spraw dla premiera kraju, który ostatnio twittrowo podsumowywał rok 2013.

Jednak nie da się uciec od uczucia, że temat transferu Roberta Lewandowskiego zmarnowano - albo, inaczej, przemielono na tyle dokładnie, że te faktycznie istotne informacje znalazły się pod całą kupą makulatury związanej z okolicznościami (przykładowo: nieistotna rozmówka Kucharskiego z Fergusonem), argumentami bytu miałkiego (przykładowo: często zauważany wątek "zdradzania Borussii i Kloppa") czy sporami pobocznymi.

Ostatnie wydarzenia są tego najlepszym przykładem - wszechobecna licytacja o to, kto był w informowaniu o Lewandowskim pierwszy. - Potwierdzają się nasze informacje sprzed kilku miesięcy. Lewandowski przejdzie testy medyczne w Monachium - zaćwierkano z oficjalnego konta tygodnika o piłce nożnej. W całej dyskusji o jednym transferze jednego piłkarza doszliśmy do granicy na której informacja podana na danym portalu, w tej czy innej gazecie jest jedyną słuszną, prawdziwą i... tą pierwszą.

Naród nie jest zmęczony tematem Lewandowskiego - po jego przejściu do Bayernu te rozmowy pod kioskiem, przy piwie, obiedzie czy w mediach po prostu trochę zmniejszą swój zakres. Polski kibic (znaczy też: ekspert) po prostu ma dość papki, która piłkarza i jego decyzję nie tyle otoczyła, co przykryła. Zamiast prześcigać się w fachowości oceniania potencjalnych wyborów, klubów, kolegów i trenerów, obserwowano pościg za "ekskluzywnymi" "wywiadami", które miały potwierdzić to, co jest od dawna wiadome - świat nie tylko pana Roberta lubi, on go też ceni.

Tak Lewandowski został przez media rozwałkowany (i to nie za swoją formę w kadrze!), jak polski kibic zanudzony tym, co w gruncie rzeczy teraz okazuje się istotne dla tych odpowiedzialnych nie tylko za podawanie informacji, ale też ich obudowanie ciekawymi i fachowymi opiniami. Kiedy koniec tej ponad rocznej sagi jest już bliski, a rozwiązanie najbardziej oczywiste z oczywistych, jedyne co większości pozostało, to spór wyłącznie o przegniłą palmę pierwszeństwa i medal z ziemniaka za zasługi dla odkrycia Najgorzej Skrywanego Sekretu Dekady, tudzież Najgłośniejszego Transferu Stulecia, albo Najczęstszego Tematu Debat 2013 Roku, opcjonalnie Największego Błędu Jego Życia lub Najlepszej Decyzji dla Jego Kariery.

Robert Lewandowski przejdzie do Bayernu, ustanawiając rok 2014 tym debat na temat jego przydatności w Monachium. Przygotujmy się wszyscy na to, że rozmówki z byłymi lub obecnymi gwiazdami zostaną powielone, że o Lewandowskiego nadal będą pojawiać się pytania przy każdej możliwej okazji, że znów zostaniemy wciągnięci w sztucznie wykreowaną rzeczywistość Międzynarodowej Debaty. Raczej po prostu nastawionej na dostarczenie papki o jak największych rozmiarach, byle tylko skryć istotę sprawy. Tudzież będącej, niczym te bajkowe szaty "skrywające" nagość króla, kolejnym dowodem na to jak niewiele pod przykryciem z "newsów", "wywiadów" i "opinii" w informacyjnym mainstreamie się kryje.

Stąd postanowieniem noworocznym dla wszystkich spieszących się ze zdradzeniem kolejnej informacji o Lewandowskim (lub potwierdzeniem własnych doniesień sprzed "kilku miesięcy") nie powinno być tworzenie mniej materiałów o polskim napastniku, ale pokazywanie, że debata o kasie, kontraktach i grze agentów czy dyrektorów sportowych jest niczym w porównaniu z fajną, ciekawą i inspirującą rozmową o futbolu. Dzieląc ten ostatni etap kariery Lewandowskiego na trzy części - negocjacje, czas od podpisania do przejścia i wreszcie gra w Bayernie - niech wezmą przykład z kinowej trylogii "Hobbita". Po zanudzeniu nas w otwarciu tej historii, po prostu czas na mocniejsze uderzenie - bo całości nie nadrobi nawet hitowa część trzecia. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook