Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 14 grudnia 2014

Koło fortuny

fot. skysports.com
Osiem zwycięstw, 22 strzelone gole i sześć czystych kont w dziewięciu meczach. Następnie? Remis i cztery kolejne porażki z dwoma zdobytymi bramkami i ani jednym spotkaniem na zero z tyłu. Jak to możliwe? Wyłączając (w tym sezonie) Chelsea i Manchester City, w Premier League fortuna kołem się toczy. Wystarczy spojrzeć na Southampton. Niedawna rewelacja rozgrywek znowu stała się jednym z wielu.


RELACJA Z TURF MOOR

- Czasami podczas meczu pojawiają się trudności w posiadaniu piłki - tłumaczył dziennikarzom po porażce w Burnley menedżer Southampton, Ronald Koeman. - Widzieliśmy to w pierwszych 10-15 minutach. To zasługa ich pressingu. Byli niesamowicie zdeterminowani. Było nam ciężko. Zazwyczaj jeżeli przejdzie się przez początek meczu, gra staje się spokojniejsza i wtedy należy wykorzystać swoją jakość. Ale trzeba też strzelić gola i na tym polega obecnie nasz problem.

Zderzenie z rzeczywistością

Southampton poniosło na Turf Moor swoją czwartą ligową porażkę z rzędu. Absolutna rewelacja początku tego sezonu Premier League została sprowadzona na ziemię, ale notowana przez nią seria przegranych wcale nie jest niczym nadzwyczajnym. To po prostu dowód na to, że klub o zasobach Southampton nie ma szans nawiązać równorzędnej rywalizacji z największymi spośród ligowych konkurentów na przestrzeni całych rozgrywek. A nawet jednej rundy.

Minione dwa tygodnie ukazały jak na dłoni brutalną rzeczywistość. Southampton nie posiada jakości Manchesteru City, ławki rezerwowych Arsenalu, ani skuteczności Manchesteru United. Nie zawsze potrafi też skutecznie przeciwstawić się silnemu fizycznie rywalowi. W Burnley drużyna z południowego wybrzeża Anglii została pokonana własną bronią. Southampton to zespół notujący średnio najwięcej prób odbioru piłki na mecz w lidze*. Arsenal i Manchester United długimi fragmentami nie potrafili wyprowadzić piłki z własnej połowy pod pressingiem ze strony ekipy Koemana. Tymczasem na Turf Moor to goście mieli spore problemy w złapaniu właściwego rytmu - w posiadaniu i bez piłki.

- To jeden z ich atutów - dodawał podczas pomeczowej konferencji prasowej holenderski szkoleniowiec Southampton. - Oni grają inaczej od nas. My lubimy budować od tyłu i utrzymywać się przy piłce. Oni grają bardzo bezpośrednio. Trudno się przeciwko temu bronić, ponieważ dochodzi do wielu pojedynków i drugich piłek. My mamy innych zawodników. Graliśmy w zgodzie ze swoimi atutami, a oni ze swoimi. To różne sposoby gry. Nic więcej.

Mimo poważnych momentami trudności Southampton ciągle mogło, jeśli nie powinno było wygrać. Goście ograniczyli Burnley do zaledwie trzech podbramkowych okazji, z czego dwóch w pierwszych trzech minutach spotkania. Na początku drugiej połowy Southampton wreszcie samo zaczęło stwarzać zagrożenie. Tom Heaton obronił nawet rzut karny wykonywany przez Dušana Tadicia, co okazało się punktem zwrotnym meczu. Niedługo później wysoki pressing i szczęśliwy rykoszet przyniósł gospodarzom jedynego gola zawodów.

Strzępek szczęścia

Losy Burnley również doskonale odzwierciedlają zresztą kręcące się w przekroju sezonu koło fortuny dla większości klubów w Premier League. Menedżer Sean Dyche od początku rozgrywek zauważał, że tylko ligowi potentaci mogą liczyć na przebrnięcie przez sezon bez passy słabszych rezultatów. Nie mylił się. Jego drużyna - mimo obiecujących występów - nie wygrała żadnego z pierwszych 10 meczów. W ostatnich sześciu zwyciężyła trzykrotnie, ponosząc jedną porażkę. W sobotę po raz drugi w sezonie opuściła strefę spadkową. Od 8 listopada tylko cztery zespoły zdobyły w Premier League więcej punktów.

- Nie weszliśmy do tej ligi myśląc, że będziemy wymieniali 500 podań na mecz i rozrywali rywali na strzępy - mówił po meczu z Southampton Dyche. - Wiedzieliśmy, że będziemy musieli wygrywać w inny sposób. Zrobiliśmy to w poprzednim sezonie. My musimy dać z siebie wszystko w każdym spotkaniu i sądzę, że pokazujemy dobre oznaki różnych oblicz naszej gry. Szczęście nie zawsze było w tym sezonie po naszej stronie. Dzisiaj zasłużyliśmy na strzępek dobrej fortuny.

Burnley z pewnością czeka jeszcze w tym sezonie seria porażek. Tymczasem Southampton niedługo powróci do wygrywania. Koło fortuny nie kręci się jedynie dla najsilniejszych.

* Za WhoScored. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook