Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 17 września 2013

Kiedy zapomnimy o Götzem?

fot. bundesliga.de
Logo Bundesligi znowu żywe, kolejny niemiecki chłopak za moment złoty, a Wolfsburg po raz kolejny czerwony, nie tylko z powodu kartek. Przegląd wydarzeń piątej kolejki Bundesligi.

Istnieje miejsce w Bawarii, gdzie formacja 4-1-4-1 tryumfy święci nie od wczoraj, chociaż trener lokalnej drużyny nawet awans do drugiej ligi wygrał dopiero po barażach. Augsburg po raz pierwszy w historii występów w Bundeslidze wygrał trzeci kolejny mecz i jednocześnie wyrównał swój wynik punktowy z całej rundy jesiennej minionego sezonu. A dorobek mógłby być znacznie bardziej okazały, gdyby i na samym początku rozgrywek drużyna punktowała zgodnie z postawą na boisku. W Bawarii jednak i tak nikt nie narzeka. Od czasu zmiany organizacji gry zimą tego roku zespół stał się jedną z najbardziej efektownie grających ekip w całej lidze, a Markus Weinzierl z prowincjonalnego szkoleniowca z Ratyzbony jednym z najzdolniejszych trenerów na niemieckich salonach. Nic w tym jednak dziwnego, bo Augsburg mimo zmian na kluczowych pozycjach, w nowym sezonie nie spuścił z tonu ani na jotę.

Dość powiedzieć, że w 2013 roku więcej punktów od Bawarczyków uzbierali tylko... niemieccy reprezentanci w Lidze Mistrzów. Sen Augsburga trwa, a lada chwila może zacząć się też i bundesligowy sen Arkadiusza Milika, bowiem jego główny konkurent do miejsca w jedenastce, Sascha Mölders, przestał strzelać gole i zaczął rywalizować o indywidualne laury w rankingach podsumowujących rozgrywki. Póki co zgłosił poważną kandydaturę w konkursie na pudło sezonu, a dzięki sobotniemu padowi powinien też powalczyć o miano największego nurka w Bundeslidze.

*

-To zawodnik z doświadczeniem w czołowej lidze Europy, zachwalał nowego snajpera Werderu Thomas Eichin. Żeby nie straszyć rywali, nawet słowem nie wspomniał, że di Santo ma także spore doświadczenie we wschodnich sztukach walki. I choć niemieckie boiska widziały już popisy Boatenga czy Kahna, to takiego efektu końcowego po wejściach któregoś z nich jeszcze nie widziano.





Dobra wiadomość dla napastnika jest taka, że Oczipka żyje choć Argentyńczyk zdecydowanie chętniej ustrzeliłby coś innego niż twarz przeciwnika, to wreszcie w coś trafił; zła, że kolejną szansę, by cokolwiek ustrzelić, przynajmniej na boiskach Bundesligi, decyzją wydziału dyscypliny, dostanie dopiero za cztery kolejki. Zresztą problem z trafianiem do siatki to wszechobecna choroba w Bremie. W całej lidze tylko Brunszwik zdobył mniej goli (2) od Werderu (3), a filary ofensywy Dutta biją rekordy minut bez gola. Nowy Miro Klose, Nils Petersen, nie strzelił bramki od 1334 minut, a finalista Mistrzostw Świata, Eljero Elia, od 3256. Szokująca jest zwłaszcza druga liczba. To przecież ponad 54 godziny, czyli nieco ponad dwie doby. W Skarszewach w tym czasie postawiono by dwa kościoły.

*

Bramkarz puszczający co najmniej sześć goli najjaśniejszym punktem przegrywającej ekipy? Zjawisko w futbolu niespotykane, w Hamburgu natomiast występujące średnio raz na rundę. Adler w kolejnej jaskini lwa dwoił się i troił, ale jego wysiłek znowu na nic się nie zdał. Borussia zdemolowała przyjezdnych, a gdyby strzelała celniej, to spokojnie mogłaby przebić kanonadę z Monachium. Choć, jak na ironię, dwa pierwsze gole dostała w prezencie, a wynik rozstrzygnęła dopiero w końcowej fazie spotkania.



32 strzały, trzykrotnie obijana bramka i multum sytuacji. Zjawiskowy Mchitarjan, genialny Lewandowski i nieporadny Subotić wystrzałowy Aubameyang. I wreszcie Marco Reus, czyli zdecydowanie najlepszy indywidualny występ na początku rozgrywek, a prawdopodobnie i w całym sezonie, bo przebić sobotni koncert blondasa będzie niezwykle trudno. Kicker w jedenastce kolejki znalazł miejsce dla aż pięciu zawodników Borussii, co stanowi najlepszy wynik drużynowy od... marcowego wypadu HSV na Allianz Arenę.

-Było dwanaście minut, o których mogę powiedzieć, że zagraliśmy w porządku, analizował mecz Thorsten Fink. Więcej błyskotliwych analiz w najbliższym czasie nie ma się co spodziewać, bo Fink właśnie zwolnił stołek w Hamburgu. Co ciekawe, czarę goryczy przelał ponoć nie wynik w Dortmundzie, a fakt, że dzień później trener udał się z rodzinną wizytą do Monachium. Choć zgodnie z logiką, powinien był wyjechać na Majorkę.

*

Najbardziej poczytne europejskie gazety piłkarskie wybierają kolejnego złotego chłopca. Wśród nominowanych nie mogło zabraknąć Juliana Draxlera, typowanego zresztą jako głównego kandydata do zgarnięcia statuetki. Chłopak nie skończył jeszcze 20 lat, a już został najmłodszym w historii Bundesligi zawodnikiem z 75 ligowymi występami na koncie, zdążył niemalże w pojedynkę dociągnąć Schalke do eliminacji Ligi Mistrzów, a w międzyczasie odrzucić jeszcze zaloty bogaczy z Madrytu i Manchesteru. Ostatnio oddał nieco blasku i wymarzoną pozycję nowemu koledze, Kevinowi-Prince'owi Boatengowi, ale z nawiązką odbił to sobie na kadrze, bo przeciwko Wyspom Owczym nie było od niego lepszego na boisku. -Próbowałem robić dużo zamieszania na boku i myślę, że wyszło całkiem nieźle, tłumaczył po meczu. Przypomnijmy, że przed dwoma laty plebiscyt wygrał Mario Götze. Mario kto?

*

Nie może zabraknąć też cytatu kolejki. Dzisiaj przyznajemy nagrodę zbiorową i wędruje ona do kłamczuchów trójki z Wolfsbuga. -Za cztery przewinienia Gustavo zobaczył cztery kartki, grzmiał po meczu w Leverkusen Klaus Allofs. Podobnego zdania był sam zainteresowany, natomiast Dieter Hecking przeciwko "Aptekarzom" zanotował tylko jeden faul Brazylijczyka. Zupełnie co innego widzieli statystycy: tylko w sobotę pomocnik faulował trzy razy, a pierwszą kartkę dostał przecież za zbyt ekspresyjne wyrażanie niezadowolenia po tym, jak sędzia nie zdecydował się przyznać gościom rzutu karnego. Nie dość więc, że "Wilki" dorobiły się długich nosów, to jeszcze modelowo pogubiły się w zeznaniach.

Dzięki "zrobieniu Matmoura" Gustavo zrównał się liczbą wykluczeń w Bundeslidze (6) z takimi przyjemniaczkami jak Bordon czy Simunić, a do rekordzistów, Barbareza i Nowotnego (8), brakuje mu już tylko dwóch czerwonych kartek. Zakładając, że Brazylijczyk nie rzuca słów na wiatr ( -Jak tak dalej pójdzie, w tym sezonie wylecę z boiska 5-10 razy.), samodzielnym liderem powinien zostać jeszcze jesienią. Na koniec bundesligowa kariera Gustava w liczbach: Hoffenheim: 72 mecze/4 czerwone kartki, Bayern: 64/0 i Wolfsburg: 3/2. Życzyłbym sobie, byśmy byli traktowani jak inne zespoły, żalił się Allofs. A już najlepiej jak Bayern. I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe? Marcin Olton
comments powered by Disqus
facebook