Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 23 czerwca 2013

Kanarki ćwierkają: mistrzowski bajzel

fot. goal.com
Zawalony dach, podtopione szatnie, zalane loże, stadion-kuriozum w centrum Amazonii, zatłoczone lotniska, zakorkowane miasta, niezrealizowane obietnice i poczucie wszechobecnego bałaganu - jeśli uważaliście, że przygotowania Polski do Euro 2012 częściej przypominały kabaret, to wyobraźcie sobie, że i pod tym względem Brazylia nas przebiła. Tam poprzeczkę absurdu podnieśli znacznie wyżej.

Na rok przed mundialem FIFA nie jest pewna niczego, lecz brazylijski rząd przekonuje, że ze wszystkim zdąży na czas. Przyszłoroczny gospodarz mistrzostw ciągle ma poważne kłopoty ze stadionami oraz infrastrukturą sportową w ogóle i nadal musi mierzyć się z problemami logistycznymi oraz kwestiami zapewnienia bezpieczeństwa.

Spokojnie, to tylko awaria

Oficjalne otwarcie Maracany przekładano dwukrotnie. Wizytówka kraju kawy, legendarna futbolowa świątynia pochłonęła największe pieniądze i miała być w pełni gotowa już pod koniec ubiegłego roku. Ale trudności występują tam nieprzerwanie, a jedna usterka popędza drugą.

Najpierw wystąpiły komplikacje z kanalizacją, która została wykonana w tak nieudolny sposób, że ścieki zalewały szatnie, kiedy w łazienkach odkręcano prysznice. Na obiekcie dochodziło do częstych podtopień murawy, bo odpowiednio nie działał system drenażu. Gdy udało się pokonać jedną przeszkodę, momentalnie pojawiała się druga. A zegar cały czas tykał.

Arena modernizowana od przeszło trzech lat, na której przebudowę spożytkowano ponad 500 milionów dolarów i którą po mundialu czeka kolejny remont, na miesiąc przed oficjalną inauguracją w dalszym ciągu nie była w stu procentach wykończona.

Magazyn „The Week” informował, że kilkanaście dni przed meczem z Anglią ta piłkarska mekka wymagała znacznych poprawek: nierówna i podziurawiona podłoga, porozrzucane wszędzie kawałki metalu, chodniki leżące przy boisku, niesprawna winda oraz zalane loże vipowskie. Pracownicy w pocie czoła wykańczali mury, montowali brakujące krzesełka, a bramki i kasy biletowe nie funkcjonowały.

BBC Sport pisało, że tuż przed sparingiem na obiekt wciąż zwożono tony żelbetu i stali, a mnóstwo ciężarówek z materiałami budowlanymi stało w gigantycznym korku. Dziennik „The Times” z kolei donosił, że trzy dobry przed spotkaniem roboty na stadionie trwały w najlepsze.

Nie najlepszy obrót sprawy przybierały również na pozostałych arenach. Nieco ponad dwa tygodnie przed Pucharem Konfederacji na Fonte Nova w Salvador da Bahia, goszczącym uczestników obecnie rozgrywanego turnieju, zawaliła się część dachu. Administrator obiektu przed kamerami BBC Sport tłumaczył usterkę silnymi ulewami i błędem w wykonaniu: W trakcie instalacji dachu kawałek membrany został wygięty, co spowodowało, że woda w tym miejscu zbierała się niebezpiecznie.

Przed turniejem retuszu potrzebował także futbolowy teatr położony w stolicy kraju, gdzie niedokończone były niektóre z korytarzy oraz sala konferencyjna. Jedynie dwa z sześciu wytypowanych na Puchar Konfederacji stadionów otwarto w porze wyznaczonej przez FIFA.

Pałace z piasku

Jeszcze w maju międzynarodowa organizacja piłkarska wyrażała poważne obawy, dotyczące budowy połowy z szykowanych na mundial obiektów. Odnosiły się one głównie do tych nieużywanych podczas Pucharu Konfederacji. Sekretarz generalny FIFA, Jérôme Valcke, ostrzegał: Ostateczny termin na oddanie stadionów do użytku to koniec grudnia. Nie będzie żadnych kompromisów.

Tymczasem im bliżej wskazanego terminu, tym niepokój coraz mocniej narasta. Stawianie futbolowej świątyni w Porto Alegre wydłużono o 269 dni, ponieważ wykonawca nie mógł dojść do porozumienia z przyszłym właścicielem Estádio Beira-Rio, klubem SC Internacional. Montaż dwudziestu tysięcy krzesełek na Estádio do Morumbi w São Paulo został wstrzymany, ponieważ Bank Narodowy nie wypłacił obiecanych dwustu milionów pożyczki.

Obecnie tylko pięć aren jest gotowych w stu procentach. Budowa trzech z dwunastu – w Manaus, Natal oraz Cuiabá – stoi w miejscu. Obiekt w tym ostatnim mieście to zresztą jeden z absurdów sprezentowanych przez, najwidoczniej śmiertelnie znudzonych, polityków. Miasto usytuowane w środkowej części kraju, bez reprezentanta w pierwszej czy drugiej lidze piłkarskiej, będzie gościć przyszłorocznych uczestników mistrzostw.

Inne kuriozum to arena wznoszona w Manaus, około dwumilionowej metropolii, położonej w samym sercu Amazonii. To miasto odcięte od cywilizacji, otoczone bezkresnym morzem zieleni i lasów, rozciągającym się na długości sześciuset mil. Tam burze tropikalne podobno powodują przeciążenia w sieci, a komputery, zamrażarki i klimatyzacje po prostu wysiadają. Wedle lokalnych dziennikarzy sezonowe deszcze mogą z boiska piłkarskiego zrobić basen.

Obiekt wznoszony w Manaus już teraz pożarł ogromne pokłady wysiłku i pieniędzy, o czym informował „The Guardian”. W pobliżu nie ma żadnej wytwórni stali, toteż sprowadzano ją z Portugalii. Sześć tysięcy siedemset ton stali załadowanej na trzy statki, płynęło z drugiego końca świata po to, by futbolowy teatr mógł w ogóle powstać. Kłopoty zaczęły się wtedy, gdy do Brazylii dotarły tylko dwa okręty. To nie wszystko, drogą morską - ze Stanów Zjednoczonych i z Chin - trzeba było również sprowadzać ciężkie dźwigi.

Po mundialu 43-tysięczny stadion będzie należał do tamtejszego klubu, Nacional, występującego w czwartej lidze, na którego mecze przychodzi średnio 600 widzów. Dotychczas, rekordową publiczność udało mu się przyciągnąć w pojedynku pucharowym z FC Coritibą – na spotkanie przybyło wtedy przeszło trzy tysiące kibiców.

Infrastrukturalny bałagan

Stadiony to nie jedyne zmartwienie Brazylii. Drugim - równie ważnym - jest infrastruktura, która zdaniem mediów ciągle znajduje się w opłakanym stanie: lotniska są zatłoczone i brudne, nie ma wystarczającej liczby miejsc hotelowych i parkingowych, żeby ugościć zawrotną rzeszę fanów, jaka przyjedzie do kraju w trakcie mistrzostw.

Nie lepiej jest z transportem i komunikacją miejską. Korki w największych metropoliach osiągają nawet dwadzieścia kilometrów długości. Państwo nie robi praktycznie nic, aby sytuację poprawić. Nowoczesne linie metra, które miały powstać, okazały się wyłącznie pustymi obietnicami. Według raportów lokalnych gazet władze wywiązały się raptem z 20% obiecanych projektów.

W Rio de Janeiro władze porzuciły ambitne plany stworzenia podziemnej kolei na rzecz korytarzy autobusowych. W Recife wejście do metra wciąż remontują, a drogi dojazdowe do stadionu w Fortalezie nadal są niewykończone. W innym mieście-gospodarzu, Cuiabá, kłótnie radnych opóźniły budowę nowego systemu oświetleniowego dla pojazdów kolejowych. W Sao Paulo duży niepokój wzbudza
zakwaterowanie, bo w mieście brakuje hoteli i pensjonatów.

Sporo mówi się o tym, że Brazylia nie dopina swoich inwestycji w porach określonych przez FIFA, bezpieczeństwa jako takiego podczas robót po prostu nie ma (było kilka wypadków śmiertelnych), a państwo nie radzi sobie z przeludnionymi dzielnicami nędzy. Działania podjęte w favelach budzą zgorszenie na świecie.

Chleba i igrzysk

Brazylijskie służby porządkowe siłą usuwają, przy pomocy pałek i gazu, rdzenną ludność, zamieszkującą tereny w okolicy stadionów bądź atrakcyjne dla różnych inwestycji. Przymusowe przesiedlenia to ciemna strona przygotowań do mundialu. Rząd jednak zapewnia, że to czynności niezbędne, aby kraj przysposobić do zbliżającej się imprezy.

Tysiące biednych osób otrzymuje nakazy eksmisji. Dostają odgórne polecenia bez możliwości konsultacji czy protestu, a rekompensaty, które otrzymują za wyburzone mieszkania, często są zbyt małe, by móc przenieść się gdzie indziej.

Na zgliszczach ich domów stawia się nowoczesne centra handlowe oraz parki rozrywki. Dotychczasowe budynki zostały zniszczone i ustępują miejsca barom oraz restauracjom. Cel nadrzędny to stworzenie miast czystych i przyjaznych dla turystów, pozbawionych odstraszającej biedoty.

W Rio de Janeiro metr po metrze wyburzana jest favela do Metrô, usytuowana w sąsiedztwie Maracany. To część wielomilionowego projektu. Do czasu mistrzostw powstanie tam olbrzymi parking oraz sieć sklepów i kin.

W styczniu ubiegłego roku w faveli Pinierinho w São Paulo doszło do regularnych walk pomiędzy jej mieszkańcami a uzbrojoną policją. Pięć tysięcy ludzi walczyło o swoje mieszkania z dwoma tysiącami oficerów przy pomocy domowej roboty broni. Z całego miasta wysiedlono już około pięćdziesięciu tysięcy ludzi.

Patrick Wilcken, pracownik Amnesty International, od sześciu lat zajmujący się Brazylią, na łamach „The Guardian” opowiada, że tych, którzy odmówili wyprowadzki, usunięto siłą: Robotnicy przychodzili, demolowali i zostawiali po sobie gruz. Uszkadzając sąsiednie budynki, niszczyli przewody i rurociągi, tak żeby nie było prądu oraz wody, co skutecznie uniemożliwiało dalszy pobyt w domach.

Julio Cesar Condaque, działacz i aktywista, w wywiadzie dla „The Guardian” podkreśla, że to tylko początek i zaledwie wierzchołek góry lodowej: Pomiędzy 2011 a 2014 rokiem w całym państwie półtora miliona rodzin zostanie przeniesiona ze swoich czterech kątów.

Końcowe odliczanie

Batalia ludzi o własne domostwa na rok przed mundialem nie jest dla kraju w ogóle istotna. Swoją batalię o zupełnie innym wymiarze toczy rząd, który za wszelką cenę chce zdążyć z inwestycjami na mundial. W obliczu milionów, którymi operują, losy najbiedniejszych nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Budowa stadionów w Brazylii już teraz kosztuje trzy razy więcej niż obiekty wzniesione w RPA. Szwajcarski bank inwestycyjny wyliczył, że piłkarskie areny pochłonęły o jakieś 30% więcej pieniędzy niż początkowo ustalono. A nadal nie wiadomo, czy wszystkie na czas mistrzostw zostaną ukończone. Kamil Kaźmierczak
comments powered by Disqus
facebook