Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 1 stycznia 2014

Jaki będzie 2014?

fot. goal.com
Gdzie skończy Ekstraklasa, czy i jak zmieni się układ sił w Europie, co przyniesie mundial - w pierwszym dniu nowego roku wróżymy z futbolowych fusów.

Czym się skończy reforma Ekstraklasy, której skutki już możemy podziwiać - jeszcze większym bałaganem czy krokiem w stronę poprawy poziomu sportowego?

Wojciech Falenta: Prędzej czy później, kolejną reformą. Na razie - na co zwrócono uwagę w ostatniej “Lidze+Extra” - panuje organizacyjny rozgardiasz. Wymyślono sobie, że wszystkie mecze Ekstraklasy muszą być rozgrywane o różnych porach. W rezultacie, przy dużym natężeniu kolejek, dochodzi do spotkań odbywających się już nie tylko w poniedziałki i piątki, ale przez cały tydzień o godzinie 18.00, a nawet [Lechia - Jagiellona] dwie godziny wcześniej. Jak przeciętny, pracujący kibic ma to obejrzeć, czy to ze stadionu czy sprzed telewizora? Dopóki władze Ekstraklasy nie znajdą równowagi pomiędzy podejściem biznesowo-marketingowym a odpowiedzialnością społeczną, w stosunku do kibiców, bałagan nie zniknie.

Michał Zachodny: Miejmy nadzieję, że najpierw wyciągnięciem odpowiednich wniosków. Przede wszystkim dla włodarzy ligi, którzy zamiast walczyć o kibica, stawiają się na straconej pozycji organizując mecze w środku tygodnia o naprawdę absurdalnych porach. Następni są ci zarządzający klubami, których pomysły na zachęcenie ludzi do przychodzenia na mecze skończyły się w okolicach września. Na podniesienie poziomu potrzeba jednak lat, niekoniecznie samej reformy i siedmiu kolejek więcej. Dobrze przynajmniej, że sami trenerzy - poprzez mniejsze pole manewru, więcej kolejek i potrzeby danej chwili - kombinują z taktyką, personaliami i schematami. To jedyny pozytywny aspekt tej reformy - na razie.

Jacek Staszak: Jeszcze nie dotarliśmy do najbardziej kontrowersyjnego elementu reformy, czyli podziału punktów. Wtedy będziemy mogli ocenić w szerszym zakresie, natomiast już teraz widać problemy z terminami spotkań. Ekstraklasa musi organizować mecze w taki sposób, by na siebie nie nachodziły, ale to powoduje absurdalne sytuacje, co mogła doświadczyć ostatnio Wisła Kraków, która w piątek mierzyła się ze Śląskiem Wrocław potem w poniedziałek od razu z Jagiellonią, w kolejny piątek z Lechem Poznań, a na ostatni mecz w rundzie musiała potem czekać 10 dni.
Większa liczba spotkań może być sprzyjająca, ale wymaga lepszej organizacji i logistyki. Nic się nie stanie, jeżeli w tym samym czasie odbędzie się kilka spotkań, nawet w weekendy.

Adamowi Nawałce uda się sprawić, że reprezentacja przestanie być obiektem kpin?

Wojciech Falenta: Adam Nawałka potrzebował sporo czasu, aby uczynić z Górnika Zabrze najciekawiej grający zespół w Polsce, oparty na schematach i powtarzalności. Jak każdemu selekcjonerowi, w reprezentacji czasu na pracę z drużyną będzie mu tylko brakować. Początek eliminacji do mistrzostw Europy będzie zależeć również od tego, z kim przyjdzie nam się zmierzyć. Przy niskim rozstawieniu w losowaniu może być ciężko. Ogólnie spodziewam się jednak, że nowy selekcjoner poprawi grę reprezentacji. Inna sprawa, czy to wystarczy do awansu na Euro.

Michał Zachodny: Nie ma szans. Kiepskie wyniki wciąż będą, bo pierwsze półrocze to będzie eksperymentowanie, a wdrażanie tych nawet najprostszych schematów zajmie Nawałce sporo czasu. I znowu usłyszymy, że brakuje czasu na zgrupowaniach. Reprezentacja jednak podniesie swój poziom - czy jednak na tyle, by spełnić wymagania kibiców, to zupełnie inna historia.

Jacek Staszak: Odpowiedzi będzie można poznać we wrześniu, gdy ruszą eliminacje do Mistrzostw Europy. Do tego czasu będziemy mieli sporo eksperymentowania, otwartą kwestią pozostaje to, czy przy szerokiej selekcji i powoływaniu wielu piłkarzy będzie się dało wdrożyć pewną myśl trzonowi zespołu. Trzeba będzie zachować umiar przy powołaniach i coraz szybciej skupiać się na tym, by budować szkielet drużyny, a nie sprawdzać wszystkich.

Daniel Markiewicz Trener bez doświadczenia za trenera bez doświadczenia. Trener bez sukcesów za trenera bez sukcesów. Trener, który nie wetknął nosa do europejskich pucharów za trenera, który nie wetknął nosa do europejskich pucharów. Naturalną konsekwencją tej wyliczanki powinno być “trener, który zrobił z kadry chłopca do bicia za trenera, który zrobił z kadry chłopca do bicia”. Ale kto wie - na powiększone EURO awansować będzie łatwiej, a ostatnie mundialowe eliminacje pokazały, że problemy dotykają praktycznie wszystkich. Najgorsze, co mogłoby się stać, to wywalczenie awansu last minute, bo wówczas, nawet przy potencjalnej słabiźnie turniejowej, selekcjoner mógłby nie stracić stanowiska i czekałaby nas kolejna bolesna kampania.

Czy będziemy świadkami narodzin nowej potęgi klubowej (w Europie)?

Wojciech Falenta: Paris Saint-Germain i Atlético Madryt to z pewnością czarne konie fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Borussia Dortmund także może znowu namieszać. Sądzę, że Paryż ma realną szansę zajść bardzo daleko, a na pewno nawiązać zaciętą rywalizację z każdym z faworytów. Tak jak triumf Manchesteru City na angielskim podwórku uważałem za kwestię czasu, tak twierdzę, że PSG sięgnie w którymś z najbliższych kilku sezonów po Puchar Europy.

Michał Zachodny: Sądzę, że nadchodzą lata Manchesteru City, który na arenie międzynarodowej zastąpi zmieniających się rywali z własnego miasta. Może właśnie za sprawą Pellegriniego, albo, jak to mówią menedżerowie w Anglii, posiadania kadry pełnej piłkarzy klasowych i w idealnym wieku do osiągania sukcesu.

Daniel Markiewicz: Raczej życzyłbym sobie i wszystkim kibicom, by parę firm nawiązało do jeśli nie czasów świetności, to choćby solidności - myślę przede wszystkim o dwóch klubach mediolańskich, przy czym większą szansę daję tu Interowi niż Milanowi. Chętnie zobaczyłbym też ponownie Valencię czy Bayer Leverkusen (lub inny niemiecki klub spoza dwójki BVB-Bayern) w jak najpóźniejszej fazie Ligi Mistrzów. O zespołach angielskich nie wspominam - tam czołówka za chwilę będzie się zaczynała zaraz nad strefą spadkową.

Jacek Staszak: Potęgę poznaje się po tym, że potrafi potwierdzać swoją klasę. Manchester City i Atletico Madryt dopiero muszą się wedrzeć do grona najważniejszych europejskich klubów, to wciąż, na etapie fazy pucharowej Ligi Mistrzów, są swego rodzaju nowościami. Jeśli Borussia Dortmund znowu osiągnie dobry wynik w Champions League, czyli dotrze co najmniej do ćwierćfinału, to będziemy mogli mówić o nowej potędze. To będzie bardzo ciekawe, bo BVB dotrze tam dzięki myśli w zakresie finansów, marketingu i przede wszystkim taktyki.

Marcin Serocki: Narodzin może nie, ale dla niektórych ekip może być to rok swego rodzaju renesansu. W Hiszpanii do głosu mogą znów dojść Sevilla i Valencia. W obu klubach zajdą lub zaszły już zmiany na wysokich stanowiskach. Jeśli chodzi o Valencię, to jest wizja wejścia do gry poważnego inwestora (Petera Lima lub kogoś, kogo nazwiska jeszcze nie znamy). W Sevilli po wieloletnim panowaniu ustąpił Jose Maria del Nido. W Andaluzji zmiany zaczęły się już wcześniej i teraz celem jest zachowanie świeżego spojrzenia i rozsądek. Na Mestalla czekają na zastrzyk gotówki. Przed obiema wielkimi firmami jednak spora szansa na skok jakościowy, bo warto pamiętać, że w Hiszpanii znakomitą drużynę można zmontować nie wzmocnieniami z zewnątrz, ale zatrzymaniem zawodników z ogromnym potencjałem w kraju. To spore ułatwienie.

A może czyjaś gwiazda przygaśnie?

Wojciech Falenta: Należałoby z pewnością spojrzeć na tych, których zabraknie na mundialu. Z drugiej strony, co wtedy gdy taki Ibrahimović wygra Ligę Mistrzów, a Lewandowski znowu błyśnie w fazie pucharowej Champions League, dobrze wprowadzi się w zespół Bayernu Guardioli i jeszcze przy okazji strzeli wreszcie ważnego gola w narodowych barwach?

Michał Zachodny: Nie sądzę. Nie będzie spektakularnych upadków, nie będzie kopiowania tego co ze sobą zrobił np. zapomniany już Adriano. Raczej wszystko dąży do tego, by obserwacja indywidualności była tak dokładna, by zminimalizować wszelkie ryzyko ich utraty formy.

Jacek Staszak: Jeśli tak, będzie to spore zaskoczenie, więc trudno w tym momencie typować.

Marcin Serocki: Skoro w 2013 roku skończył się sam Messi, rok 2014 nie jest w stanie nas niczym zaskoczyć.

Czego spodziewamy się po mundialu?

Wojciech Falenta: Tego, że Anglikom było za gorąco, przez co nie byli w stanie nawiązać rywalizacji z Włochami i Urugwajem oraz ledwo pokonali Kostarykę. I tego, że któraś z francuskich gwiazdeczek [tym razem nie wszystkie] jak zwykle zrobi coś niewłaściwego.

Michał Zachodny: Europejczyków walczących z mitami walki na innym kontynencie. W Afryce już to się częściowo udało, ale tym razem rywalizacja będzie jeszcze trudniejsza. Mam wielką nadzieję, że będzie to turniej napastników - co z kolei będzie potwierdzeniem bardziej ogólnej tendencji, że sztuka bronienia umiera…

Daniel Markiewicz Dobrej zabawy. A tej można być właściwie pewnym, tym bardziej, że turnieju nie przykryje narodowa smuta związana z występem rodzimej reprezentacji. Do tego sporo drużyn będzie miało coś do udowodnienia: Brazylia - że wciąż jest potęgą, Argentyna - że jest nią znowu, Hiszpania - że nie tacy mistrzowie zmęczeni, jak by to chcieli widzieć rywale, Belgowie - że faktycznie obecna generacja ociera im się o dzieło sztuki, wreszcie Anglicy - że ich kadra z kryzysu nie wyjdzie jeszcze przez dobrych parę lat. Nieco na drugim, ale wciąż dobrze oświetlonym planie będą się rozgrywały dramaty i dramaciki solistów - choćby Cristiano Ronaldo, dla którego to pewnie ostatnia szansa na mundialu (przynajmniej na tej pozycji), a kolegów ma tylko nieco lepszych, niż nieobecny ze Szwedami Zlatan, ale tez wielu innych, którzy ze względów metrykalnych pokopią sobie już raczej krócej niż dłużej. I właśnie w losach pojedynczych zawodników upatruję największych przeżyć na takich imprezach - wiadomo, że łatwiej się do nich przywiązać niż do tzw. bohatera zbiorowego, łatwiej zapłakać za rychłą emeryturą Pirlo czy Zanettiego niż zbiorową wpadką Francuzów.

Jacek Staszak: Myślę, że nie powinniśmy bagatelizować Pucharu Konfederacji. Widzieliśmy, że Hiszpanie zaczęli bardzo mocno, ale potem stopniowo tracili siły i pressing, na którym opierają też swoją grę, nie działał tak, jak powinien. To może być pewnego rodzaju schemat meczów w Brazylii, drużyny nie będą chciały wykonywać ponadprogramowych kilometrów i będą bardziej skupiać się na zabezpieczaniu tyłów. Jednocześnie widzimy, że środkowi obrońcy radzą sobie w nowoczesnej piłce coraz gorzej. To zaś może oznaczać, że będziemy świadkami kilku niespodzianek. Ja na jedną z nich typuję Chile, które choć lubuje się w pressingu, to może być lepiej przystosowane do brazylijskich warunków.

Marcin Serocki: Wiele osób pewnie nurtuje pytanie, na co stać Argentynę i Leo Messiego. Albicelestes mają potężną siłę rażenia w ataku ze wspomnianą gwiazdą Barcelony, Aguero, Lavezzim czy Di Marią. Jest to jednak twór nieproporcjonalny, który można ochrzcić mianem kolosa na glinianych nogach, bo bramka i obrona nie są równie mocno obsadzone. Dość powiedzieć, że uznanie w oczach selekcjonera znajduje Federico Fernandez, który podobnym szacunkiem cieszy się chyba jeszcze tylko w...Getafe. Istnieją jednak na tym polu pewne rezerwy, jeżeli Sabella przeprosi się z takimi zawodnikami jak Vergini, Musacchio (obserwowanymi przez Gerardo Martino) czy Caballero, jeśli chodzi o obsadę bramki. Pozostaje pytanie, czy ewentualne roszady nie zaburzą jednak już wypracowanych schematów. Jeśli selekcjonerowi starczy odwagi i czasu, mając na uwadze sprzyjający klimat i mniej wyeksploatowanego Messiego, Argentyna może wykroczyć poza plan minimalny i przynajmniej zagrać w finale.

Czy w lecie zobaczymy kolejną sagę transferową?

Marcin Serocki: Z całą pewnością. Manchester United wciąż pozostaje z dziurą w środku, bez odpowiedniego reżysera gry i będzie kontynuował próby pozyskania takowego. Pod lupę ponownie wzięty zostanie rynek hiszpański, jako że tamtejsi rozgrywający nie raz już udowodnili, że w ogniu intensywnej brytyjskiej młócki potrafią odnaleźć perfekcyjnie wolne przestrzenie do zagrania kluczowego podania lub sprezentowania asysty. Zagadką jest tylko to, czy wybór padnie na, już raz ściganego, Andera Herrerę, Rakiticia czy na Koke. A może coś bardziej niszowego jak Ruben Pardo z Sociedad? Kto by nie okazał się szczęśliwcem, w grę wejdą klauzule odstępnego i żmudne przekonywanie samych zainteresowanych, że Moyes to nowy Ferguson.

Daniel Markiewicz: Na miarę przenosin Bale’a do Realu pewnie nie, bo dwa kluby, które byłyby w stanie powołać do życia kolejny medialny serial, skrewiły już w letnim okienku transferowym i jeśli kogoś sprowadzą, operacja zapewne odbędzie się bardziej pod dywanem niż na pierwszych stronach gazet. A jakie kluby mam na myśli? Wspomniany wyżej Manchester United i Barcelonę, która nie może, a przynajmniej nie powinna już sobie pozwolić na to, by nowego obrońcę “kupowały” jej gazety sportowe z całego świata.

Wojciech Falenta
Daniel Markiewicz
Marcin Serocki
Jacek Staszak
Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook