Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 20 lipca 2013

Jaka Aston Villa, taki Rooney?

fot. goal.com
Jeszcze dwa tygodnie temu ten tekst miał wyglądać zupełnie inaczej. Christian Benteke składał właśnie na biurka szefów prośbę o transfer, a ja widziałem w tym wyjątkowo przebiegły ruch.

Co prawda Belg miał za sobą zaledwie jeden sezon pod wodzą Paula Lamberta, ale jego dyspozycja była zaskoczeniem dla wszystkich - nie wyłączając samego piłkarza i sztabu szkoleniowego. Tak nagłe wystrzały formy niosą zaś za sobą wyjątkowe ryzyko, niekiedy okazują się zaledwie dyspozycją jednego sezonu.

Tymczasem pora na zmianę klubu lepsza być nie mogła. Lato 2013 charakteryzuje się bowiem poszukiwaniem - jak świat długi i szeroki - napastników. Na polowanie ruszyli wszyscy: tak Tottenham, jak i Chelsea; Arsenal i Real Madryt, PSG i Manchester City. I choć przynajmniej połowa tych klubów stanowi, oczywiście, za wysoki próg jak na obecne umiejętności napastnika Aston Villi, to już liczne przetasowania na rynku mogłyby przecież wytworzyć dla niego miejsce w jednym z zespołów bliższych czuba tabeli. Liverpool, przykładowo, będzie szukał snajpera, jeśli odejdzie Suarez, Tottenham musi atak wzmocnić, a Everton być może pozyska dodatkowe środki ze sprzedaży Fellainiego.

Popyt na napastników tego lata jest więc ogromny, a warunki, by wynegocjować sowite wynagrodzenie - wyborne. By pochwalić spryt Christiana Benteke czekałem jednak do momentu, gdy odejdzie z Aston Villi. Dziś już wiemy: tego lata najprawdopodobniej się nie doczekam.

Powody, dla których zostaje

Jeśli informacja o tym, że Benteke zostaje w drużynie, zaskoczyła niejednego kibica, podpisanie nowego kontraktu mogło już ich zszokować. Przyczyny, dla których tak się stało, są dla wszystkich jasne. Choć sam zainteresowany ma swoją wersję wydarzeń.

- Porozmawiałem z menadżerem, gdy wróciłem do treningów, i to była dobra rozmowa - twierdzi w wypowiedzi dla oficjalnej strony klubu. - Jestem tu bardzo szczęśliwy, ten klub wiele mi dał. Ostatni sezon był bardzo udany, ale w tym roku muszę być jeszcze lepszy.

Jakkolwiek nie odmawiam Belgowi prawa do szczęścia w Aston Villi - nie sądzę, by jego decyzję zmieniła rozmowa z menadżerem na boisku treningowym. Raczej była to inna pogawędka - z prezesem, o wysokości nowego wynagrodzenia. Ciężko nie znaleźć w tej sytuacji analogii do zachowania Wayne'a Rooneya w 2010 roku. Angielski napastnik groził odejściem do rywala zza miedzy, za co został nagrodzony naprawdę gigantyczną podwyżką.

Możliwe także, że kolejka chętnych nie była tak długa lub nie obejmowała klubów, do których chciał się przenieść jeden z najlepszych piłkarzy Premier League ubiegłego sezonu. Mocno zainteresowany był Tottenham, ale przecież Daniel Levy negocjatorem jest twardym, a Koguty nie mają znowu na tyle bogatych zasobów, by rażąco przebić ofertę Aston Villi.

Jedno, co nie ulega wątpliwości: zostając w dotychczasowym zespole, Christian Benteke stawia wszystko na jedną kartę. Jeśli w zaczynającym się za miesiąc sezonie nie zachwyci ponownie całych Wysp Brytyjskich, ciężko będzie mu się wyrwać poza klub z Birmingham. Ten płaci, owszem, solidne wynagrodzenia - szczególnie w relacji do poziomu sportowego swoich piłkarzy - ale może Belgowi zaoferować jedynie ograniczone możliwości rozwoju i zdobywania trofeów.

Za rok powinniśmy już wiedzieć, czy intuicja Christiana Benteke służy wyłącznie do strzelania goli. Marcin Wierciński
comments powered by Disqus
facebook