Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 24 lipca 2013

Hiszpańskie nagrody pocieszenia

fot. marca.com
Chcesz być wyróżniony za grę w La Liga? Wyzwij arbitra, puść absurdalnego gola, rób wszystko, by nie zdobyć bramki, a najlepiej ogłoś, że wyjeżdżasz za granicę. Niech ci jednak nie przyjdzie czasem na myśl dobrze grać, bo to sukcesu nie gwarantuje.

LFP opublikowała nominacje do corocznie przyznawanych nagród dla tych, którzy najbardziej wyróżnili się na hiszpańskich boiskach. Jak to zwykle w przypadku takich wskazań bywa, nie obyło się bez kontrowersji. Problem polega na tym, że w kilku wypadkach nie chodzi tu o proste przekomarzania czy lepszy był ten czy tamten, które przyjmują często charakter akademickich sporów, ale jesteśmy bliscy zadania pytania - skąd oni te kandydatury w ogóle wzięli.

Zagadka to o tyle istotna, że nominowanych nie wskazali kibice w internetowym głosowaniu (które nosić może znamiona loterii), a bardzo złożone gremium, w którego skład weszli przedstawiciele federacji, związku trenerów, związku zawodników i inni specjaliści, by wymienić choćby Juana Manuela Lillo, którego nietuzinkową sylwetkę już przedstawialiśmy. Co ciekawe, sama federacja w prasowej notce zachwala system wyboru, podkreślając kompetencje elektorów i zapewniając, że gwarantują oni bezstronność i obiektywizm.

Z tym ostatnim w zasadzie można się zgodzić, ale w przypadku tego typu zabaw (bo w gruncie rzeczy to raczej dodatkowa rozrywka niż jakaś szczególna rywalizacja) chodzi przede wszystkim o rzetelność i jak najlepsze odzwierciedlenie tego, co dane nam było oglądać na boiskach. Niestety zaszczytne grono zamiast odwalić swą robotę w tak nudny i przewidywalny sposób zabawiło się w kreatywność. Wyszło tak, że należy mieć wątpliwości czy aby na pewno śledzili rozgrywki.

"Najlepszy" bramkarz

A niespodzianki napotykamy już na pierwszym kroku, przy okazji wyboru najlepszego portero ubiegłej temporady. Są kandydatury Thibauta Courtoisa z Atlético i Willy'ego Caballero z Málagi, z którymi ciężko dyskutować i które zamiennie wymieniane były w kolejnych "11" sezonu. Listę szczęśliwców uzupełnia jednak... Victor Valdés. I od razu drobne w kieszeni nam się nie zgadzają.

Jest spore grono, które podważa umiejętności golkipera Barcelony czegokolwiek by nie zrobił i jak dobrze by nie bronił. To skrajne stanowisko i nie ulega wątpliwości, że to grono doznaje szoku przy każdym takim wyróżnieniu dla Katalończyka. W tym roku jednak naprawdę ciężko o wyszukanie zdarzeń, które legitymizowałyby tę kandydaturę. Ani Victor nie wygrał Trofeo Zamora, ani nie uchronił Blaugrany w spektakularny sposób przed jakąś porażką.Przeciwnie, zdarzały mu się babole, jak wtedy, gdy w komiczny sposób dał się ośmieszyć Di Marii w pojedynku o Superpuchar, czy wtedy, gdy przepuścił niegroźny strzał Alexa Bergantiñosa w szalonym pojedynku z Deportivo na El Riazor. Ot, przeciętny sezon. Na czołówki gazet Valdés dostał się dopiero wtedy, gdy zakomunikował, że zamierza opuścić Camp Nou. Może decydenci postanowili osłodzić życie zawodnikowi od dekady żyjącemu w sporym stresie?

Nie ulega wątpliwości, że do tej nagrody pretendować powinni inni. Odrodzony w Realu Madryt Diego López, odkrycie rozgrywek, Adrián, ostoja Osasuny, Andres Fernandez czy mający spory wkład w poprawę rezultatów Espanyolu Kiko Casilla - naprawdę nie trzeba było tu upychać na siłę bramkarza Barcelony.

"Najlepszy" obrońca

Kolejna kategoria i kolejne wątpliwości. O ile kandydatury Íñigo Martíneza czy Jordiego Alby to pewniaki, o tyle wskazanie na Sergio Ramosa sprawia, że brew automatycznie wędruje w górę. Gdy grał trzymał określony poziom, ale naszej uwadze nie mogą umknąć idiotyczne czerwone kartki reprezentanta La Furia Roja, a w szczególności wykluczenie na 5 spotkań za nazwanie sędziego złodziejem w spotkaniu Pucharu Króla z Celtą, które skądinąd Los Blancos pewnie wygrali.

Dużo bardziej naturalna wydaje się nominacja dla Mirandy, członka najlepszej linii defensywnej w lidze i, co nie mniej ważne, autora decydującego trafienia w finale Copa del Rey, tym finale, w którym Los Colchoneros pobili klub Ramosa na jego boisku.

"Najlepszy" pomocnik

Kontrowersji nie zabrakło też przy wyborze najlepszych pomocników (w domyśle - tych usposobionych bardziej defensywnie). Javi Fuego i Asier Illarramendi to postaci nieprzypadkowe. Obu tym graczom udany sezon zapewnił awans sportowy i transfery do lepszych klubów, Valencii i Realu. Na transfer zapracował i Beñat, ale większa w tym zasługa jego nostalgii za macierzystym klubem i determinacji liczącego na odrodzenie Athletiku Bilbao, niż jego dobrej gry. Występujący na pozycji box to box zawodnik miewał momenty (np. 3 asysty z Málagą, zwycięski gol z Realem), ale w przekroju całego sezonu dużo równiejszą dyspozycję prezentował Geoffrey Kondogbia, swą dominację nad Baskiem zaznaczając w bezpośrednich starciach, w których nad Baskiem dominował czymś więcej, niż tylko warunkami fizycznymi.

Najlepszy ofensywny pomocnik

W przypadku tej kategorii można odnieść wrażenie, że wybierający nie zdążyli się pożegnać z wyjeżdżającym na Wyspy Jesúsem Navasem i próbowali to nadrobić przy okazji wypełniania powierzonego im zadania. Dość powiedzieć, że my Andaluzyjczyka umieściliśmy w parszywej "11" sezonu, dalej obstajemy przy swoim i nie jesteśmy w tej opinii odosobnieni. Navas miał problem, szczególnie z efektywnością swych poczynań. Paradoksalnie lepszą skutecznością od skrzydłowego pochwalić się mogli występujący na tej samej flance defensorzy, Coke i Cicinho.

Obecność Iniesty czy Isco nikogo nie dziwi. Obaj doskonale łączyli regularność w grze z dbałością o wrażenia artystyczne, odbierając wszelkie argumenty "contra". Grupę rywalizujących o nagrodę winien uzupełnić Mesut Oezil, za którym przemawia statystyka, Piti, który ubogie Rayo doprowadził do rzeczy niebywałych lub Xabi Prieto, duchowy przywódca rewelacji sezonu i autor imponujących 5 trafień w dwumeczu z Real Madryt. Możliwości było sporo. A mamy Navasa, który kilka razy bliski był zakiwania się na śmierć.

Reszta jest milczeniem

Kategorie "Najlepszy napastnik" i "Odkrycie sezonu" tylu emocji i kontrowersji na szczęście nie wzbudzają. W tej pierwszej o takowe było ciężko (choć niektórych może dziwić brak Falcao, to jednak zrozumiałe, że gospodarze chcieli tam mieć swojego człowieka w osobie Álvaro Negredo), w tej drugiej wybór był naprawdę trudny, a żaden z nominowanych nie znalazł się w tym gronie niezasłużenie. Jurorzy "wpadki" dopuścili się jeszcze wskazując czołowych defensorów Liga Adelante, wśród szczęśliwców umieszczając Davida Lombána. Wychowanek Valencii to kawał piłkarskiego drewna, a jeśli do kogoś nie trafia tak dosadny opis, niech rzuci okiem na liczbę bramek straconych przez rezerwy Barcelony, w których David występował. Tylko ostatnie w tabeli Xerez może pokusić się gorszym dorobkiem.

Upoważniona przez federacje komisja wywołała małą burzę. Nie dość, że pokusiła się o kilka szokujących nominacji, to pominęła w swym wyrokowaniu zawodników, którzy mieliby realne szanse na walkę o nagrody. Na tym się jednak na szczęście kończy jej rola. Teraz przygotowane przez nią listy trafią do zawodników i klubów, którzy podejmą ostateczne decyzje i nie wydaje się, by powtórzyli błędy poprzedników. 2 grudnia, gdy oficjalnie poznamy szczęśliwców, o ich pracy wszyscy mają nadzieję już nie pamiętać. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook