Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 8 września 2014

Grupa bohaterów

fot. skysports.com
Pierwsza seria meczów grupy D eliminacji mistrzostw Europy posłużyła za potwierdzenie. Niemcy pozostaną poza zasięgiem, podczas gdy Gibraltar okaże się tylko dostarczycielem punktów. Tymczasem Polska, Irlandia i Szkocja stoczą rywalizację w swego rodzaju "minilidze", z której zwycięsko może wyjść ten, kto nie potknie się w spotkaniach z Gruzją. I ten, kto będzie mógł liczyć na swoje indywidualności.


: Geniusz McGeady

Był prawdopodobnie jedynym zawodnikiem na boisku, który mógł to zrobić. Może być frustrujący, ale dziś był geniuszem. Wysunął się na pierwszy plan.

O nieprzeciętnych umiejętnościach Aidena McGeady’ego wiadomo od dawna, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że niegdyś utalentowany skrzydłowy Celtiku mógł lepiej pokierować swoją karierą. W reprezentacji zadebiutował dziesięć lat temu, ale dopiero teraz wreszcie może stać się dla niej decydujący. Przyjęcie piłki na skraju pola karnego, błyskawiczne obrócenie się z nią twarzą do bramki i odejście od rywala przy wykorzystaniu obu nóg, precyzyjne wykończenie słabszą stopą – to McGeady wziął sprawę potencjalnie kluczowego meczu na niewygodnym terenie w Tbilisi w swoje ręce. W 90. minucie.

Irlandia wcale nie rozegrała przeciwko Gruzji słabego spotkania. Na papierze Martin O’Neill ustawił swoją drużynę w systemie 4-5-1 z defensywnym Jonathanem Waltersem w roli jednego ze skrzydłowych oraz filigranowym Robbiem Keanem na pozycji wysuniętego napastnika. Jak za Trapattoniego, można było pomyśleć i w zupełnym kontraście do rozegranego kilka dni wcześniej sparingu z Omanem w Dublinie. Tam Irlandia zagrała w 4-2-3-1, a wracający na boisko po długiej kontuzji Darron Gibson co rusz rozrzucał podania na flanki do ofensywnie usposobionych bocznych obrońców.

Wtedy Irlandii brakowało jednak w polu karnym adresatów dośrodkowań. Tym razem wręcz przeciwnie. Keane nie był osamotniony z przodu. Wspomagał go nie tylko walczący o piłki w powietrzu Walters, ale przede wszystkim James McCarthy z drugiej linii oraz wysoko ustawiony McGeady z lewego skrzydła. To właśnie taka kombinacja dała Irlandii prowadzenie. Walters zgrał piłkę głową, Keane przepuścił ją w swoim stylu do McCarthy’ego, a ten doskonałym podaniem wypuścił na wolne pole swojego klubowego kolegę z Evertonu, który dopełnił formalności. W drugiej połowie, po wyrównaniu, Irlandia nie wyglądała na drużynę zdolną zdobyć rozstrzygającą bramkę, a sam McGeady sprawiał wrażenie sfrustrowanego swoimi kolejnymi nieudanymi dośrodkowaniami. Ale się nie poddał. Zaczął schodzić do środka i znajdować przestrzeń między liniami, zanim w końcu doczekał się swojej wielkiej chwili.

To były zaledwie czwarty i piąty gol McGeady’ego w jego 70. występie w narodowej koszulce. To może być czas, gdy nareszcie zacznie grać w niej pierwsze skrzypce.

: Penetrujący Anya



Nie taki straszny diabeł, jak go malują - pokazała na Signal Iduna Park reprezentacja Szkocji. W pierwszej połowie Niemcy postawili poprzeczkę za wysoko. Byli szybsi i silniejsi. Z lekkością przenosili ciężar gry z jednej na drugą stronę boiska przeciwko wąsko broniącemu rywalowi i stwarzali zagrożenie po dośrodkowaniach. Centrę Sebastiana Rudego zamienił na otwierającego wynik meczu gola Thomas Mueller. Ruchliwość zawodników ofensywnych kazała upatrywać rychłego podwyższenia prowadzenia.

Po niespełna godzinie gry Gordon Strachan ośmielił się zaryzykować. Wprowadzony na murawę Steven Fletcher zajął pozycję środkowego napastnika, podczas gdy słabiej zbudowany, ale szybszy Steven Naismith został przesunięty na prawą flankę. Korekta natychmiast zrobiła różnicę, nawet mimo tego, że Niemcy nie dali sobie ostatecznie odebrać kompletu punktów. Fletcher operował jako typowa dziewiątka - przyjmował piłkę tyłem do bramki, po czym kierował podania do wybiegających za linię obrony rywala skrzydłowych. W odstępie kilkunastu minut dwukrotnie obsłużył Naismitha, a raz Ikechiego Anyę, który ze stoickim spokojem doprowadził do wyrównania po błyskawicznym kontrataku.

Urodzony w Glasgow Anya trafił do szkockiej kadry przed rokiem i od razu stał się jej najgroźniejszym zawodnikiem w ofensywie. Jako jedyny zapewniał penetrację szeregów przeciwnika, ale miał problem z wykańczaniem podbramkowych okazji. W Dortmundzie przez cały mecz rywalizował na skrzydle z Rudym. Prawy obrońca długo dominował nad swoim rywalem, aż wreszcie Anya urwał się spod jego opieki i nie tylko nie pozwolił się dogonić, ale również zakończył szaleńczy rajd precyzyjnym strzałem. Zawodnik Watfordu, gdzie zazwyczaj występuje w roli cofniętego skrzydłowego, stanowi bez wątpienia odkrycie Strachana.

: Rosnący Grosicki

Wierzę, że Kamil po tych dwóch bramkach jeszcze bardziej uwierzy w siebie i będzie jeszcze więcej dawał drużynie. Oprócz skuteczności w ataku był także bardzo pożyteczny w defensywie.

Efektowne przełamanie Roberta Lewandowskiego można przyjąć z ulgą i nadzieją, lecz niewykluczone, że to występ Kamila Grosickiego był największym pozytywem ostatecznie wysoko wygranego przez reprezentację Polski spotkania z Gibraltarem. Skrzydłowy Rennes kontynuuje przełomowy rok w swojej karierze. Po dobrym wprowadzeniu się we francuską piłkę zaczyna odgrywać wiodącą rolę w kadrze. Pierwsze dwa gole w koszulce z orzełkiem na piersi poprzedził asystą w czerwcowym sparingu przeciwko Litwie, a zimna krew przy drugim trafieniu na inaugurację eliminacji raczej nie bywa spotykana na poziomie naszej reprezentacji.

Grosicki zapewnił zespołowi znacznie więcej niż gole. Wyróżniał się przede wszystkim w pierwszej, ślamazarnej w wykonaniu biało-czerwonych połowie. Był aktywny, szukając kombinacji z partnerami - zwłaszcza Pawłem Olkowskim, któremu inteligentnie zwalniał przestrzeń na skrzydle - oraz okazji do oddania strzału. Adam Nawałka pochwalił go również za pracę bez piłki.

Polska potrzebuje nie tylko bramek Roberta Lewandowskiego, ale także jakości - przy jej braku w środku - ze skrzydeł: zarówno pod nieobecność, jak po powrocie do zdrowia i formy Jakuba Błaszczykowskiego. Czy Grosicki ma szansę stać się cichym bohaterem tych eliminacji? Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook