Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Generacja na wstrzymaniu

fot. skysports.com
Chociaż bardzo przeciętna murawa we włoskim Como nie pozwalała na pokazanie pełni umiejętności, młodzi chłopcy Chelsea, Aston Villa, Arsenalu i Sportingu Lizbona udowodnili sensowność projektu Marka Warburtona i Justina Andrewsa. Dziś rozgrywek NextGen Series już nie ma. Również z winy UEFA.

Witamy na świecie

Pomysłodawcami byli Mark Warburton, były piłkarz, dyrektor akademii Watfordu i szkoły piłkarskiej Harefield, oraz Justin Andrews, producent telewizyjny, człowiek mediów. Ich doświadczenia połączone zostały w tym unikalnym do tej pory projekcie - regularnych europejskich rozgrywkach dla nastoletnich piłkarzy z najlepszych klubów w Europie. Nauka różnych stylów gry, podróże po kontynencie, bezcenne doświadczenia i gra o stawkę. NextGen Series miało nie tyle przygotować kolejne pokolenia piłkarzy do gry w Europie, ono po prostu ich światu przedstawiało.

W dobie Internetu oraz rosnącego zainteresowania ukochanymi klubami, drużyny młodzieżowe czy zaplecze pierwszego zespołu przestało być hobby kilku osób, rodzin czy zakręconych kibiców, którzy śledzili postępy młodzieży. Dziś ich mecze są transmitowane przez klubowe telewizje na żywo, do setek tysięcy użytkowników i szansa na pojawienie się kompletnie anonimowego młokosa w wyjściowej jedenastce silnego klubu jest zerowa. I na tej karcie udanie zagrali twórcy NextGen Series.

Wszystkim zależało

Ich oferta była unikalna, a kluby połknęły haczyk. To oczywiste, bo w dosyć luźnym terminarzu rezerw czy juniorów zawsze było miejsce na tego typu rozgrywki, choć nikt nie odważył się ich przeprowadzić. Wszystkie kluby, bez wyjątku, podeszły do sprawy priorytetowo - dość powiedzieć, że na drugi dzień zeszłorocznych finałów w Como Chelsea wysłała Nathana Ake wyczarterowanym samolotem, by pomógł kolegom po meczu pierwszego zespołu. Niech o sensowności rozgrywek świadczy to, że nawet w Polsce przed rokiem o rozgrywkach mówiło się sporo, a "Gazeta Wyborcza" prowadziła mocną kampanię zmuszającą wręcz rodzime kluby do kontaktu z Warburtonem. Jak to w wypadku ludzi decyzyjnych w polskim futbolu bywa, skończyło się na otrzymanej broszurze i kurtuazyjnych rozmowach.

- Te rozgrywki to jedne z najlepszych narzędzi do rozwoju dla młodych profesjonalistów w Anglii - mówił ostatnio dyrektor akademii ostatnich zwycięzców NextGen, Bryan Jones z Aston Villa. W Birmingham efekty sprawnego działania tamtejszej szkółki są już widoczne przy wynikach pierwszego zespołu. Choć w poprzednim sezonie "Villans" się ledwo utrzymali, to menedżer Paul Lambert był i jest bardzo chwalony za wprowadzanie do zespołu nowych nazwisk z juniorów i rezerw. Inne znaczące przykłady to Tony Watt z Celtiku, który zdążył już w seniorach strzelić gola Barcelonie, czy Raheem Sterling, jeden z najbardziej promowanych talentów w Liverpoolu - promowanych za nieprzeciętne umiejętności właśnie.

Federacja tylko patrzy

Projekt Warburtona i Andrewsa nie mógł przejść bez echa w szwajcarskim Nyonie, siedzibie UEFA. Widząc jak dobre recenzje zbierają rozgrywki stworzone od podstaw przez ludzi ambitnych, federacja zdecydowała się na uruchomienie własnych - bez rozważania współpracy. Co więcej, jednym ruchem zdecydowali się wypchnąć za burtę potencjalnego konkurenta i do gry "zaprosili" wszystkie kluby, które dostaną się do tegorocznej Ligi Mistrzów. Lustrzane rozgrywki dla osiemnastolatków pod patronatem Platiniego zniszczyły nadzieje twórców NextGen Series. Ich kolejnego sezonu już nie będzie.

Warburton i Andrews walczyli o nie dzielnie. Już po finale w Como mówili o planach i kolejnych latach, pragnieniu rozszerzenia rozgrywek, możliwych eliminacjach... Tymczasem problemem stały się poszukiwania sponsora głównego. Oczywistym było, że we dwójkę podołają tworzeniu NextGen tylko do pewnego pułapu - bez większego wsparcia finansowego, przy rywalizacji z UEFA nie mieli szans. W Nyonie mogą na swoją młodzieżową Ligę Mistrzów rzucić ułamek zarabianej na seniorach sumy, a i tak będzie to kwota dla NextGen niewyobrażalna. I, niestety, nieosiągalna.

- To ogromna strata dla nas. To wkurzające i jednocześnie załamujące - skomentował wściekły Bryan Jones. Jego złość nie była skierowana na Warburtona czy Andrewsa. Dobrze wiedział, jak ciężko pracowali oni przez lato, by tego sponsora znaleźć. W rozgrywkach UEFA dla Aston Villa nie ma miejsca, ich chłopcy już raczej doświadczenia europejskiego nie zdobędą. A przynajmniej nie w tym roku, bo NextGen Series tylko zawieszono. W tym czasie duet twórców będzie szukał sponsora, a prawdopodobnie zrezygnuje z "obsługiwania" absolutnego europejskiego topu. Nie będzie więc młodzieży Barcelony, Chelsea, Arsenalu czy innych potęg. Jeśli uda im się znaleźć źródła finansowania, zostaną najwyżej juniorską Ligą Europy.

Konkurencję zmietli za burtę

- Wsparcie otrzymane ze strony kibiców, środowiska, mediów, klubów i samych zawodników było nie do przecenienia i za to jesteśmy dozgonnie wdzięczni - napisali w oświadczeniu twórcy NextGen Series. Niech Was nie zdziwi to, że nie ma słowa napomnienia o jakiejkolwiek europejskiej federacji... - Organizatorzy długo szukali sponsorów, ale zbliżał się wyznaczony przez nich deadline i zostajemy sami w tej niezbyt dogodnej sytuacji - skomentował Jones, zapewne mając na myśli to jak na nowym rynku zaczęła rozpychać się UEFA. - Gdybyśmy przetrzymywali kluby z decyzją o starcie, korzystając z ich zaufania, wyszlibyśmy na amatorów przy ostatecznej, negatywnej decyzji. Wolę zawiesić rozgrywki na rok niż ten szacunek stracić - dodał Warburton.

Z kolei "The National" doniósł, że nawet przyszli uczestnicy juniorskiej Ligi Mistrzów są niezadowoleni i woleliby grać w NextGen Series. Cytowani przez gazetę przedstawiciele Anderlechtu mówią wprost o tym, że ucierpi poziom, ponieważ osiągnięcia pierwszego zespołu niekoniecznie pokazują siłę danej akademii. A dla UEFA grać będą mogli tylko uczestnicy seniorskich rozgrywek, w tym może i Legia Warszawa, która jest na ostatnim etapie eliminacji.

Warburton się nie poddaje, twierdzi, że jest zainteresowanie nawet u bogatych inwestorów z Bliskiego Wschodu, ale na przeszkodzie stoją... fałszywe znajomości. - Trzeba rozmawiać z tymi, którzy są odpowiednio ustawieni, a w tym wypadku zbyt wiele osób tylko się za takie osoby podaje, nie mając tak naprawdę żadnego wpływu - narzeka Warburton. Jednak i on ma pomysł nawet dla szejków na wykorzystanie jego NextGen - jako przykład dla wszystkich na wspaniałą organizację i możliwości Kataru przed przyciągającymi kontrowersje Mistrzostwami Świata w 2022 roku. Jak słusznie zauważa, organizatorom przydałoby się trochę dobrej reklamy...

Na szczęście energii pomysłodawcom nie brakuje, a reakcje klubów oraz kibiców pokazują, że tego typu rozgrywki były potrzebne i to nie tylko elicie UEFA. W tym rozszerzającym się gronie zainteresowanych ogrywaniem w Europie młodzieży jest nadzieja na kolejne lata z NextGen Series, nawet jeśli bez najlepszych klubów i z finałami w Dubaju czy Abu Dhabi. Szkoda tylko, że zamiast wizjonerstwo Warburtona i Andrewsa wynagrodzić, ich szkoleniową misję tak łatwo się dyskwalifikuje jako zagrożenie dla federacji Platiniego. Raz jeszcze potwierdziło się, że Nyon jest raczej twierdzą nieosiągalną dla każdego - dla UEFA nawet futbol juniorski musi być elitarny... Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook