Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 17 lipca 2014

Gdzie równowaga?

fot: gornikzabrze.pl
Sezon 2014/15 w T-Mobile Ekstraklasie rusza w znanej, przetestowanej formule - błyskawicznie obwołanej przez władze ligi jako sukces na każdej płaszczyźnie. Tymczasem reforma rozgrywek przyniosła na razie zarówno korzyści, szkody, jak i elementy, na których ocenę jest jeszcze za wcześnie. Co więcej, Ekstraklasa ciągle pomija w swojej strategii jeden z kluczowych aspektów.


- Zmiana systemu rozgrywek pozwoliła na osiągnięcie celów sportowych, wizerunkowych i biznesowych - można przeczytać w szóstej edycji raportu pt. "Ekstraklasa piłkarskiego biznesu" przygotowanego przez firmę Ernst & Young we współpracy z Ekstraklasą*. Wprowadzona przed rokiem reforma zdążyła zostać uznana za absolutny strzał w dziesiątkę. Niektóre spośród zaprezentowanych wniosków należy jednak uznać za niezweryfikowane, życzeniowe, by nie napisać wyssane z palca. Są też takie, których brakuje.

Biznes

Podział rozgrywek na dwie grupy po zakończeniu sezonu zasadniczego i rozegranie dodatkowych siedmiu kolejek okazały się bez wątpienia korzystne ze stricte biznesowego punktu widzenia. Kluby zwiększyły swoje przychody z dnia meczu, a większa liczba gier przekłada się przecież również na więcej transmisji telewizyjnych oraz więcej czasu antenowego dla reklamodawców i sponsorów. Średnia frekwencja na stadionach pozostała na podobnym poziomie, choć gdyby nie wliczyć w nią spotkań, które zostały rozegrane przy pustych trybunach, oscylowałaby w okolicach 9000. Co najważniejsze, potwierdziło się, że mieszkańcy Polski chcą przychodzić na więcej meczów Ekstraklasy i są gotowi przeznaczyć na ten cel więcej pieniędzy w przekroju roku.

Wizerunek

Trudno natomiast jednoznacznie ocenić, czy zmiana systemu rozgrywek poprawiła wizerunek ligi. Reformie towarzyszą od kilkunastu miesięcy zarówno pozytywne, jak i negatywne głosy, a coraz częściej jej znaczenie jest zwyczajnie bagatelizowane. Pewnie rzeczywiście udało się zmniejszyć liczbę meczów bez stawki, choć na finiszu sezonu doszło do zgoła groteskowej sytuacji. Mimo podziału punktów zarówno rywalizacja o mistrzowski tytuł, jak i utrzymanie została rozstrzygnięta grubo przed czasem. Ostatnie dwie kolejki były w zasadzie dogrywane. Ciężko zatem twierdzić - jak zrobiono to w raporcie - by rozgrywki okazały się wciągające na każdym etapie.

Sport

Jeszcze ciężej zrozumieć, skąd bierze się wniosek o osiągnięciu celów sportowych. Większa liczba meczów zmusiła co prawda trenerów do wzmożonego wysiłku pod względem personalnym i taktycznym, ale szansę na dogonienie europejskiej czołówki po raz kolejny obnażył pierwszy występ Legii Warszawa w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Na plus z pewnością należy zapisać wcześniejszy początek rozgrywek, sprzyjający wykorzystaniu lepszych miesięcy do gry w piłkę. Tu dochodzimy jednak do najpoważniejszego problemu.

Kibice?

Niepokojący aspekt podejścia Ekstraklasy stanowi brak należytej uwagi poświęconej najważniejszym uczestnikom piłkarskiego widowiska - kibicom. Tym, którym zawdzięczana jest popularność piłki nożnej w naszym kraju; tym przeznaczającym znaczną część swoich zarobków na wspieranie ukochanej drużyny; tym żyjącym swoim klubem od rana do nocy, pojawiającym się na każdym meczu u siebie i jeżdżącym za zespołem na spotkania wyjazdowe; ale też tym z rozmaitych powodów odwiedzających stadiony rzadziej.

W nowym sezonie mniejsza będzie liczba kolejek, które zostaną rozegrane w środku tygodnia. Zdarzą się nawet serie gier, np. pierwsza, gdy dwa mecze odbędą się o tej samej porze. Nie zrezygnowano jednak z rozgrywania spotkań o absurdalnej, 18:00 godzinie w piątki i poniedziałki - niezaprzeczalnie negatywnie odbijającej się na stadionowej frekwencji. Ekstraklasa nie wyciągnęła też wniosków z początku ubiegłego sezonu. Zamiast zaplanować spotkania pierwszych kilku kolejek na możliwie jak najpóźniejsze godziny - aby zredukować wpływ upałów na zarówno jakość, jak i komfort oglądania widowiska - w niedzielę aż dwa mecze rozpoczną się około 15:30.

O równowagę

Prezesowi Ekstraklasy, Bogusławowi Biszofowi, brakuje konsekwencji. Z jednej strony, podkreśla, że zmiana systemu rozgrywek - nie reforma - została wprowadzona na okres co najmniej trzech lat, po którym przyjdzie czas na wyciąganie wniosków. Z drugiej, po raptem dwunastu miesiącach okazuje się, że osiągnęła postawione przed nią cele.

Biszof odpiera również zarzuty o zbytniej komercjalizacji rozgrywek. Tłumaczy chociażby, że większość obserwatorów Ekstraklasy zna ligę z telewizji, dlatego to o nich powinno się myśleć w pierwszej kolejności. Tyle, że to stadionowi kibice stanowią podstawę piłki nożnej i władze rozgrywek powinny równocześnie robić jak najwięcej, aby przyciągać ludzi na obiekty. Jednym zdaniem: znaleźć równowagę pomiędzy podejściem stricte biznesowym a społecznym, skierowanym właśnie do kibiców.

*Pełen raport Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook