Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 22 lipca 2014

Gdzie diabeł nie może, tam Polaka pośle

fot. marca.com
W popularnych wieki temu żartach o Polaku, Rusku, Niemcu i diable to właśnie Polak był zazwyczaj tym, który swą pomysłowością zaskakiwał wysłannika piekieł. W zasadę tę zdają się wierzyć właściciele hiszpańskich klubów, po raz drugi w obliczu poważnego osłabienia kadry sięgając po piłkarza z polskim paszportem.

Około rok temu witaliśmy na boiskach La Liga naszego "rodzynka" Bartłomieja Pawłowskiego i zastanawialiśmy się jak młody napastnik zareaguje na przeskok z Ekstraklasy do ligi Messiego i Ronaldo i jak zaadaptuje się w przebudowywanej pod batutą Bernda Schustera Málagi. Dziś, w dzień sfinalizowania transferu Grzegorza Krychowiaka do Sevilli, wszystko wskazuje na to, że w zbliżającej się temporadzie na murawie najlepszej ligi świata będzie mogła zaprezentować się aż trójka naszych rodaków. Mimo marki jaką polski pomocnik wypracował sobie w Ligue 1 i faktu, że transfer do Sevilli to dla niego awans sportowy, niewykluczone, że jego początki na Półwyspie Iberyjskim będą równie trudne, co debiutanckie występy autora pierwszej polskiej bramki w La Liga od czasów Euzebiusza Smolarka.

Silna europejska drużyna, ale...

Krychowiak trafia do drużyny tryumfatorów Ligi Europy, ekipy która nawiązała do czasów, gdy o jej sile stanowili Luis Fabiano, Adriano, Dani Alves czy Jesús Navas, a prezesował jej znany ze skłonności do serwowania dziennikarzom bon motów, José María del Nido. Mimo że barwny działacz sportowy odsiaduje obecnie karę 7 lat więzienia za udział w oszustwach finansowych podczas pracy w roli adwokata w ratuszu miasta Marbella, a jego obowiązki przejął José Castro, wyznaczony przez niego profil biznesowy klubu nie zmienił się. Sprzedaż gwiazd po udanym sezonie jest możliwa, ale tylko za godziwe pieniądze, oscylujące wokół rynkowej wyceny zawodników. Niestety, wobec finansowej ekspansji rywali i niezbyt korzystnej sytuacji kontraktowej w klubie z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán, mimo znakomitej temporady z klubem pożegnał się już lider drużyny Ivan Rakitić oraz wypożyczony do końca sezonu z Queens Park Rangers defensywny pomocnik Stéphane Mbia, który, jak na roszczeniowego Kameruńczyka przystało, szuka klubu, z którym mógłby pokazać się w Lidze Mistrzów. Wciąż niepewna jest przyszłość Coke, Alberto Moreno i Carlosa Bacci, bezustannie nęconych odpowiednio przez Olympique Marsylię, Liverpool i Atlético.

W przeciwnym kierunku powędrowali jak dotychczas jedynie wypożyczeni Iago Aspas i Denis Suárez oraz Aleix Vidal i bramkarz Mariano Barbosa. Pierwszy z nich to w Hiszpanii uznana marka, były król strzelców Segunda Division i człowiek odpowiedzialny za utrzymanie w La Liga Celty Vigo w sezonie 2012/2013, ale o epizodzie w mieście Beatlesów wolałby pewnie czym prędzej zapomnieć, po tym jak został stłamszony przez rewelacyjny duet Suárez-Sturridge. Denis Suarez to, podobnie jak Iago, produkt szkółki Celty Vigo i chłopak, któremu certyfikat talentu wystawić mogą dwie tak poważne firmy jak Manchester City i Barcelona, a z drugiej strony pewna niewiadoma, bo przenosiny do Los Nervionenses to pierwszy poważny test w jego seniorskiej karierze, który w dodatku zaczął się od urazu mięśnia czworogłowego uda na samym początku okresu przygotowawczego. Sprowadzeni odpowiednio z Almeríi i Las Palmas Vidal i Barbosa, to gracze zakontraktowani przede wszystkim z myślą o poszerzeniu ławki. W takich okolicznościach sprowadzenie polskiego pomocnika to tak naprawdę początek finansowej ofensywy Sevillistas, która wytyczy nowy kierunek drużynie Emery'ego.

Równie francuski co Kameruńczyk

Z racji swoich predyspozycji i ograniczających go nieco warunków fizycznych w Krychowiaku ciężko dopatrywać się następcy Ivana Rakiticia. Ze swoimi 186 cm wzrostu i postawną sylwetką Polak powinien za to idealnie wpasować się w lukę pozostawioną przez nie mniej potężnego Stéphana M'bię. Kameruńczyk, sprowadzony ostatniego lata ad hoc, po tym jak Monaco skusiło swą fortuną utalentowanego Geoffreya Kondogbię, zanotował w stolicy Andaluzji niezwykle udany sezon, będąc ważnym elementem drużyny, która zdobyła miano 5. ekipy La Liga, ale przede wszystkim jednym z ojców tryumfu na arenie europejskiej.

Co ciekawe, mimo swego defensywnego nastawienia, Mbia nie tylko zabezpieczał obronę, notując średnio 2 przechwyty i 0,5 bloku na mecz w lidze i 3 przechwyty i 0,4 bloku w rozgrywkach europejskich, ale stwarzał też zagrożenie pod bramką rywala, notując łącznie 12 kluczowych podań, z których 4 zostały zamienione przez jego kolegów na gole. Byłemu zawodnikowi QPR zdarzało się też strzelać na bramkę rywala, szczególnie po stałych fragmentach gry. Celność tych prób, szczególnie na hiszpańskich boiskach (19%), pozostawiała czasem wiele do życzenia, ale gdy rosły pivot trafiał w światło bramki, jego uderzenia były zazwyczaj zabójczą bronią czego dowodem jest fakt, że 3 zdobyte przez niego gole odpowiadały 3 pierwszym celnym uderzeniom Kameruńczyka. Kibice Los Nervionenses na zawsze zapamiętają mu jednak trafienie zanotowane przez niego w ostatniej minucie doliczonego czasu gry w rewanżowej potyczce na Mestalla w półfinale Ligi Europy, w cudowny sposób dające Andaluzyjczykom awans do finału. Wykorzystując dogranie Fazio, Mbia nie tylko wprowadził w stan radosnego opętania znanego z egzaltacji trenera Unaia Emery'ego i doprowadził do eksplozji radości w sektorze zajmowanym przez gości, ale na stałe zapisał się w historii klubu z najgorętszego miasta Europy.




Przed Krychowiakiem stoi więc niełatwe zadanie, ale Polak nie jest wyborem przypadkowym. Sztab szkoleniowy Sevilli na pewno brał pod uwagę fakt, że piłkarsko został on ukształtowany, podobnie jak Mbia, we Francji, gdzie już w wieku 16 lat zbierał pierwsze szlify w ekipie Girondins Bordeux, by w ostatnich latach zapracować sobie na miano czołowej postaci Ligue 1 na swej pozycji. W minionym sezonie, występując w 35 spotkaniach swojej drużyny, Polak notował średnio niespełna 3 przechwyty i około 0,5 bloku na mecz. Do tego należy dołożyć, zbliżoną do Kameruńczyka (84%, ale w jedynie 19 meczach ligowych), przyzwoitą celność podań na poziomie 80%, pośród których na szczególną uwagę zasługują zazwyczaj precyzyjne, choć czasami nieco zbyt wolno wykonywane (z uwagi na słabą lewą nogę i kiepską zwrotność) przerzuty. Krychowiak to zawodnik nieco mniej kreatywny od Mbii - jego 20 kluczowych podań przełożyło się jedynie na jedną asystę - ale jest nie mniej skuteczny przy stałych fragmentach gry. Kadrowicz Nawałki zdobył dzięki nim w ostatnim sezonie 4 gole (przy czym 2 z rzutów karnych), skupiając się zazwyczaj na zamykaniu dośrodkowań na długim słupku.

Nie być drugim Pawłowskim

Krychowiak to zawodnik z charakterem, a przy tym człowiek inteligentny. Podczas pobytu we Francji znakomicie opanował tamtejszy język. Rozum i zdolność zaadaptowania się w nowym miejscu mogą mu niewątpliwie pomóc, ale nie przesądzają jednoznacznie o jego przyszłym sukcesie w Andaluzji, czego dowodem jest przykład Bartłomieja Pawłowskiego. Aktualny skrzydłowy Lechii Gdańsk to również osoba, która ma poukładane w głowie i nie słucha się jej z zażenowaniem. W dodatku były zawodnik Malagi ma talent do nauki języków obcych, co pomogło mu w ledwie 3 miesiące nauczyć się mówić po hiszpańsku w stopniu, umożliwiającym swobodny kontakt z mediami. Te wszystkie atuty nie ułatwiły mu znalezienia płaszczyzny porozumienia z Schusterem, który - jak powszechnie wiadomo - nie był pomysłodawcą sprowadzenia Pawłowskiego. To nauczka dla nowego nabytku Sevillistas, że nie ma w tym względzie żadnej zasady. Zwłaszcza wtedy, gdy współpracujesz z takim wulkanem emocji jak Unai Emery, który w chwilę może zamienić uwielbienie w nienawiść.

To jednak nie jedyne punkty wspólne w historiach tych dwóch polskich zawodników. Pawłowski trafił na La Rosaleda w chwilę po tym jak do Madrytu czmychnął ze wszech miar utalentowany Isco. Polak miał być jedną z postaci, która zachowa odrobinę magii w klubie po ze wszech miar utalentowanym wychowanku Valencii. Widmo nowego gwiazdora Realu wisiało jednak nad Pawłowskim i jego rywalami w walce o miejsce w składzie przez cały sezon, sprawiając, że poza incydentami jak piękny gol naszego rodaka w meczu z Realem Valladolid, żaden z nich nie nawiązał do wyczynów urodzonego w Benalmádenie pomocnika.

Krychowiak trafia do drużyny pozbawionej swego mózgu operacyjnego Ivana Rakiticia. Choć Chorwatowi zdarzało się dość często grać nieco głębiej, ciężko oczekiwać, że to Polak przejmie jego obowiązki. W obecnej kadrze zespołu brak zawodnika o podobnym profilu do Chorwata, a na dzień dzisiejszy nie wiadomo czy klub z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán sprowadzi tego typu piłkarza (łączony z Sevillą Mathieu Valbuena to jednak gracz z nieco innej bajki). Niewykluczone, że Emery w obliczu takiej sytuacji będzie próbował nowych wariantów taktycznych, cedując część kompetencji świeżo upieczonego cule także na byłego piłkarza Stade Reims.

Ostatnia rzecz jaka może przeszkodzić Krychowiakowi w regularnej grze dla Sevilli to konkurencja. Na preferowanej przez reprezentanta Polski pozycji defensywnego pomocnika może grać, nominalnie środkowy obrońca, Daniel Carriço, na stałe zakontraktowany przez Andaluzyjczyków, po tym jak poprzedni rok w Hiszpanii spędził na zasadzie wypożyczenia z angielskiego Reading. Naturalny rywal Polaka to jednak sprowadzony przed rokiem z Levante, ceniony w lidze, Vicente Iborra. Patrząc na statystyki obu zawodników z minionej temporady rzuca się w oczy duża przewaga Polaka w osiągnięciach na polu defensywnym. Aspekty ofensywne, które w przypadku defensywnych pomocników należy traktować jedynie jako bonus, nie wskazują faworyta w walce o pierwszy skład. Warto jednak mieć na względzie, że Iborra to w Hiszpanii uznana marka, do niedawna obiekt westchnień wielu klubów z czołówki, a w dodatku piłkarz wciąż młody, dla którego poprzedni sezon był w pewnym sensie sezonem przeznaczonym na aklimatyzację. W pojedynku tej dwójki to właśnie były gracz Granotes startuje z uprzywilejowanej pozycji, ale niewykluczone, że sytuacja ta szybko się zmieni albo Emery spróbuje pogodzić ich interesy zmianą systemu lub, co bardziej prawdopodobne, częstą rotacją.

24-letni pomocnik trafia do Sevilli w ciekawym okresie - w okresie bezkrólewia. Chwilowa anarchia i poluzowanie schematów, w jakich funkcjonuje klub z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán, może mu pozwolić na łatwiejszą adaptację w nowym miejscu, ale równie dobrze może wiązać się z przejęciem przez niego zadań, które go przytłoczą i z miejsca zepchną na dalszy plan w wizji Unaia Emery'ego. Pewne jest tylko jedno - po 8 latach we Francji i obyciu w grze na pozycji defensywnego pomocnika, nikt nie zarzuci mu - tak jak było to w przypadku Pawłowskiego - że nie angażuje się w poczynania obronne. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook