Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 16 maja 2014

Futbol odrzucił spadek po Beckhamie

foto: skysports.com
Wystarczył rok bez Davida Beckhama na światowej scenie futbolu, a robota, którą się parał przez całą swoją karierę przechodzi nadzwyczajny kryzys. Nie, nie chodzi o zmienianie fryzur, pokazywanie się na salonach czy reklamowanie gaci - to przecież dośrodkowania zawsze były jego największym talentem.

By sprecyzować na wstępie - dośrodkowania z gry. David Beckham potrafił wszystko: dorzucić piłkę z głębi pola, jak i spod samej linii końcowej. Posłać ją odchodzącą od bramkarza lub taką wściekle atakującą wolną przestrzeń między golkiperem i jego linią obrony. Dorzucał popularne "zawiesiny", jak i agresywne crossy. Płaskie, które jego koledzy-napastnicy zamieniali na gole wolejami lub wysokie, gdzie trzeba było jeszcze wygrać pojedynek w powietrzu. Z każdej pozycji na skrzydle, pod presją rywala i tym bardziej bez opieki, bronią Anglika były podcinki, czy wręcz uderzenia, ale też podania podkręcone do granic możliwości - David Beckham dośrodkowań oczywiście nie wymyślił, ale na przestrzeni wieków i przy jego wyszkolonym, wytrenowanym wachlarzu zagrań on należał do najwybitniejszych przedstawicieli tej sztuki.



W Manchesterze United i Realu Madryt była to broń zabójcza, świadomie wykorzystywana przez kolejnych menedżerów. Oczywiście z wiekiem Beckham nie miał już takich możliwości zagrania dokładnego dośrodkowania wobec pressingu rywala, więc pozostawały mu jedynie kopnięcia ze stałych fragmentów gry - często jednak nie mniej spektakularne, zamieniające się w asysty lub podania kluczowe. Pełną sukcesów karierę kończył grając bardziej w środku pola, skąd piłki rozdawał skrzydłowym, a nie serwując je napastnikom na finalnym etapie akcji zespołu. Znany z tytułowej, choć ograniczającej się do epizodu roli w "Podkręć jak Bekcham", słusznie pozostaje on w naszej świadomości jako Pan Perfekcyjne Dośrodkowanie.

Po rezygnacji z kontynuowania grania na jakimkolwiek poziomie - ponoć posiadanie własnego klubu jest teraz bardziej w jego kręgach trendy - Bekcham zostawił piłce nożnej pojęcie na jak wiele sposobów i jak perfekcyjnie dośrodkowania powinno się serwować. Rok po emocjonalnym pożegnaniu jednak Anglik mógłby swojego ofiarowanego w spadku "talentu" nie dostrzec w europejskim futbolu - a jeśli już to zadeptany przez krytykę i pobłażliwość wszystkich zainteresowanych.

Michael Cox w swoim tekście podsumowującym taktycznie miniony sezon Premier League też to zauważa. - Rzadko tak skromna statystyka jak dośrodkowania jest przedmiotem takiej medialnej debaty, ale przykład Manchesteru United, który w zremisowanym 2-2 meczu z Fulham osiągnął rekord 81 dośrodkowań pokazuje, że ten sposób nie ma zastosowania jako główna broń drużyny - dodawał autor popularnego bloga "Zonal Marking". Przywołuje on wypowiedzi obrońcy zespołu z Londynu, Dana Burna ("Od czasów gry w niższych ligach tyle razy nie musiałem wybijać piłki głową") i ówczesnego szkoleniowca "The Cottagers" ("Ich plan był dosyć bezpośredni, prosty"), które negatywnie świadczyły o stylu gry "Czerwonych Diabłów". Zresztą statystyką jeszcze mocniej uderzającą w kompletnie nieudany okres panowania na Old Trafford Davida Moyesa był fakt, że w tym sezonie United ustanowili rekord dośrodkowań - w sumie było ich 999.

Odsuwając na bok żarty ze Szkota i jego kolejnego rekordu, warto spojrzeć nie tylko na te statystyki dobrze znane ze wspomnianego meczu z Fulham - że tylko trzech z czternastu piłkarzy nie próbowało dośrodkowania (Hernandez, Vidić i de Gea), że w sumie ledwie 18 zagrań było celnych. Jednak to, co musiało sir Aleksa Fergusona i Davida Beckhama zaboleć było to, że tak wiele wrzutek było posłanych z pozycji bardzo dogodnych lub, mówiąc dosadniej, dla tego drugiego idealnych. Pamiętajmy też, że "Czerwone Diabły" od lat są z dumą przez byłych zawodników nazywane "crossing side" - w tłumaczeniu określeniem dla drużyny grającej skrzydłami i demolującej rywali świetnymi dośrodkowaniami. Tymczasem przeglądając ten rekordowy popis z Fulham z 81 piłek posłanych z gry w pole karne tylko pięć lub sześć obiektywnie spotkałoby się z aprobatą samego Davida Beckhama.



Może więc upadek znaczenia dośrodkowania nie należy wiązać bezpośrednio z końcem kariery Davida Beckhama, a z katastrofą Manchesteru United? Nic bardziej mylnego - to trend znacznie dłuższy niż kadencja Davida Moyesa na Old Trafford, nawet jeśli jeszcze na Euro 2012 aż 21 goli z wszystkich 76 padło po dośrodkowaniach. Większość czynników, które wpłynęły na tę zmianę wynika z najnowszych taktycznych trendów.

Przede wszystkim ze zmieniającej się roli skrzydłowego - dość powiedzieć, że przecież taki Beckham skrzydłowym nie był, a bardziej bocznym pomocnikiem. Z obowiązkami bardziej defensywnymi i ustawionym w klasycznym 4-4-2 świetnie współpracował z Garym Nevillem na prawej flance. Jednak pomimo ponownego wzrostu popularności tego systemu, jego założenia są inne, zwłaszcza jeśli chodzi o grę bokami. Skrzydłowi mają trochę więcej obowiązków, ale nadal w ataku są bardziej dryblerami niż piłkarzami dośrodkowującymi.

- Bezpośrednią konsekwencją stawiania coraz większego akcentu na ofensywną grę bocznych obrońców, jest wymuszanie rajdów skrzydłowych do środka pola. Tendencję tą najlepiej obrazują Arjen Robben i Franck Ribery. Rezultatem tego jest to, że najwięcej dośrodkowań jest teraz autorstwa bocznych obrońców - czytamy w raporcie technicznym UEFA za sezon ligowy 2011/2012. Potwierdzenie znajdujemy też w zeszłorocznej statystyce - najlepiej dośrodkowującym piłkarzem w Europie został Dennis Diekmeier z HSV, którego dokładność wynosiła prawie 40%. Niemiec jest oczywiście prawym obrońcą...

Nie zapominajmy też, że futbol to obecnie gra procentów - zakłada się, że tylko co piąte dośrodkowanie jest dokładne! Utrzymanie piłki czy też stworzenie korzystnej pozycji w ataku krótkimi podaniami jest bardziej opłacalne. Tak samo jak poleganie na indywidualnych akcjach skrzydłowych - zresztą oni, według Arsene Wengera cytowanego we wspomnianym raporcie, teraz "zmuszeni" są do właśnie rajdów, sprintów i dryblingów, a nie dośrodkowań. Ich specjalizacją nie jest pełen wachlarz dośrodkowań, ale coś, co akurat najrzadziej David Beckham wykorzystywał - tzw. "cutbacks", które oznaczają wycofanie piłki spod linii końcowej do wbiegającego w pole karne (zwykle) środkowego pomocnika. - Jak wynika ze statystyk, w ciągu ostatnich dwóch lat w ten sposób padło dwa razy więcej goli - podsumowuje raport techniczny UEFA z połowy 2012 roku. Głównie kosztem dośrodkowań?

Manchester United może i pobił rekord liczby dośrodkowań w sezonie, ale trend europejski jest zgoła inny. Porównując dwa ostatnie sezony Bundesligi, osiemnastu drużynom średnia dośrodkowań na mecz spadła. Na koniec poprzednich rozgrywek aż jedenaście drużyn osiągnęło wynik przynajmniej 20 wrzutek na mecz - a w zakończonym kilka dni temu sezonie tylko Augsburg i Eintracht ledwie osiągnęły tą granicę. Warto tylko dodać, że beniaminkowie wpisali się w ten obraz gry plasując się raczej w środku stawki. Co ważniejsze i pokazujące również zmianę w sposobie gry systemem 4-4-2 - niegdyś cechującym drużyny głównie dośrodkowujące - Borussia Mönchengladbach, która to ustawienie preferowała, osiągnęła najniższy wynik w Bundeslidze: średnio dziewięć dośrodkowań na mecz.

Spójrzmy na inne ligi - w Anglii tylko Manchester United, Swansea, West Brom i Aston Villa średnio dośrodkowywały częściej niż w poprzednim sezonie, a połowie ligi na liczba spadła. Podobnie we Włoszech, choć w Serie A sześciu drużynom średnia również wzrosła. Ciekawiej jest jednak w statystykach indywidualnych, gdzie przed rokiem spośród pięciu najczęściej dośrodkowujących zawodników aż czterech grało regularnie na skrzydle - po tym sezonie w czołówce ostał się jedynie Diamanti, który latem z Włoch uciekł do Azji i... pozostał tym najlepszym w tej klasyfikacji.

Warto wrócić w tym kontekście do Anglii - tam w sezonie 2012/2013 pięciu najczęściej dośrodkowujących miało średnią przynajmniej dwóch dokładnych wrzutek na mecz i w sumie uzbierało 25 asyst. Po zakończonych w weekend rozgrywkach ledwie trzech piłkarzy osiągnęło ten pułap mających w sumie osiem podań zamienionych przez kolegów na gole. W Bundeslidze również indywidualnie te liczby spadły - z siedmiu piłkarzy o wyżej wymienionej średniej do trzech. Ciekawie jest też we Francji, gdzie z dziesięciu zawodników o średnio półtora celnego dośrodkowania na mecz pozostało ledwie trzech - w tym nasz Ludovic Obraniak, który od zimy przeniósł się do Niemiec. Zespołowo tendencja spadkowa również jest zauważalna - tylko Sochaux i PSG zaliczyły wzrost liczby dośrodkowań na mecz, a dziewięć ekip wrzucało piłki w pole karne rywali rzadziej niż w sezonie poprzednim.

Pozostaje Hiszpania, której rozgrywki skończą się w weekend. Zaskakujące, że w La Liga trend jest... odwrotny. Jedenaście drużyn dośrodkowuje częściej niż przed rokiem (w tym Real, Atletico i Barcelona), nawet jeśli w statystykach indywidualnych średnie wartości celnych wrzutek nieznacznie spadły. Interesujące, że w porównaniu dwudziestu najczęściej dośrodkowujących piłkarzy przed rokiem osiemnastu regularnie występowało na skrzydle, obecnie mniej niż piętnastu. Może to sugerować więcej podań kierowanych w pole karne z głębi pola, które w statystykach również uznawane są za dośrodkowani, a więc odwrót do stylu bardziej bezpośredniego.

Może więc zamiast szukać Davida Beckhama po najlepszych europejskich ligach należałoby spytać, czy Anglik u szczytu kariery w ogóle odnalazłby się we współczesnej taktyce futbolu, tak mimo wszystko różnej od pierwszych pięciu lat XXI wieku? Możliwe, że jego umiejętności byłyby szybciej wykorzystane w środku pola, albo bardziej przydatne przy grze z kontry, gdzie byłoby więcej miejsca na zagrania ze skrzydła na wolne pole między linią obrony i bramkarzem - przecież takie podania Beckham również posyłał. Potwierdzeniem mogą być... Stewart Downing i Robert Snodgrass, którzy grając w drużynach nie zorientowanych na posiadanie piłki uzyskali najwyższe w tym sezonie wyniki dośrodkowań w Anglii - odpowiednio 290 i 278 prób. Oczywiście Beckham był lepszy w tym elemencie gry od każdego z nich, a zawodnicy West Hamu i Norwich uzbierali ledwie po dwie asysty i w sumie 148 celnych dośrodkowań - choć 25% to i tak pięć procent ponad wyliczoną średnią skuteczności.

Chociaż Beckham nawet w tym owianym legendą meczu z Fulham by się Manchesterowi United przydał, to ogólny brak jakości i skuteczności dośrodkowań świadczy o zmieniającej się potrzebie. W końcu Moyesa oskarżano o to, że tak utalentowanego piłkarza jak Juana Matę sprowadza do roli wrzucającego, a nie rozgrywającego - to sugeruje również zmianę pragnień i wymagań kibiców co do prezentowanego stylu gry. - Dośrodkowania oczywiście wciąż mogą być przydatne - pisał przecież Michael Cox - Kiedy połączone są z prostopadłymi podaniami, szybką grą w linii pomocy, pozwalają na zmianę kierunku ataku, oferując możliwość zagrania w pole karne z innego miejsca, zmuszając obrońców rywala do cięższej pracy bez piłki. Kiedy jednak są to tylko dośrodkowania, niewielu defensorów będzie miało z nimi kłopot.

Stąd niekoniecznie należy mówić o zaniku znaczenia dośrodkowań, spadku popularności czy stopniowym zaniku tego elementu gry. Jednak odejście na piłkarską emeryturę Davida Beckhama zbiegło się w czasie z bardzo prawdopodobnym końcem ostatniej drużyny na szczycie krajowym i europejskim prawdziwie opierającej się na dośrodkowaniach. Można bowiem spokojnie założyć, że Manchester United Louisa van Gaala będzie grał inaczej niż "Czerwone Diabły" pod wodzą dwóch pewnych Szkotów. Więc chociaż jedno kopnięcie buta (nie piłki) kiedyś Beckhama i Fergusona podzieliło, teraz może łączyć ich tęsknota za tym, co dla nich obydwu oznaczało prawdziwą, najpiękniejszą (?) piłkarską sztukę. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook