Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 12 kwietnia 2013

Futbol nie tęskni za Thatcher

fot. http://playmakerpress.files.wordpress.com/
Słowa uznania ku czci pamięci Margaret Thatcher płynęły w mijającym tygodniu z całego świata. Na Wyspach znaleźli się też tacy, którzy fetowali śmierć byłej premier butelką szampana. Tymczasem na brytyjskich stadionach piłkarskich zostanie ona w nadchodzący weekend zignorowana. Żelazna Dama nie zasłużyła na to, by futbolowe środowisko wspomniało o niej minutą ciszy.

Rządy Margaret Thatcher przypadły nie tylko na czas gruntownych reform gospodarczych. Zbiegły się również z najczarniejszym okresem w historii angielskiej piłki nożnej, narodowej dyscypliny sportu (ang. national game). Lata osiemdziesiąte były naznaczone chuligaństwem i trzema stadionowymi katastrofami. Żelazna Dama - wskutek swoich poglądów i ignorancji - nie potrafiła tym problemom zaradzić.

Głosy mniejszości

Były minister sportu w rządzie Thatcher, Colin Moynihan, nazwał ją we wtorek najznakomitszym kapitanem reprezentacji Wielkiej Brytanii. Wtórował mu dziennikarz Daily Mail, Jeff Powell, twierdząc że była premier ocaliła brytyjski futbol swoją nieugiętą postawą wobec kibicowskiego chuligaństwa.

- Czyżby? - zapytał z niedowierzaniem Darren Lewis z Daily Mirror podczas porannego przeglądu prasy w kanale telewizyjnym Sky Sports News. Jak słusznie zauważył w The Guardian Owen Gibson, głosy te pozostają w mniejszości.

Oderwanie

- To, że nie miała żadnego zwykłego związku, czy sympatii dla, ze sportem, jest powszechnie udokumentowane - napisał Gibson.

- Świat sportu był tym, którego nie rozumiała - zawarł w swoim artykule w The Independent Ian Herbert.

Sam brak powiązania i wiedzy na temat sportu - a zarazem piłki nożnej - nie musiał stanowić dla Thatcher problemu. Stawało się nim jej stanowisko w kwestii futbolu. Henry Winter z The Telegraph określił je błędną arogancją:

- Nie miała żadnego zrozumienia dla dyscypliny sportu, która stała się obsesją milionów ludzi.


Sama zaś, zdaniem Herberta, miała obsesję na punkcie chuligaństwa.

Według Wintera, ci, którzy rozpoczynali pracę w jego zawodzie w połowie lat osiemdziesiątych, drżeli na widok tego, jak bardzo Thatcher była oderwana od piłkarskiej rzeczywistości:

- Thatcher nie lubiła piłki nożnej i uwłaczała kibicom. [...] Żelazna Dama wydawała się dojść do opinii, że wszyscy kibice są zdziczali. Widziała przestępców wśród zwykłych obywateli.

- Będąc tak niewiarygodnie inteligentną osobą, Thatcher słuchała niewłaściwych ludzi lub być może zwracała uwagę tylko na tych, z których poglądami na temat futbolu się zgadzała.


Rok 1985

Przełomowym momentem w piłce nożnej za rządów Thatcher okazały się cztery następujące po sobie wydarzenia w pierwszej połowie 1985 roku. W marcu - jak napisał Matt Dickinson z The Times - lata chuligaństwa na krajowym podwórku osiągnęły swój niszczycielski, kulminacyjny punkt. Doszło do zamieszek pomiędzy kibicami Luton Town i Millwall. Co najbardziej poruszyło ówczesną premier, obrażenia odniosło kilkudziesięciu policjantów.

Thatcher natychmiast spotkała się z władzami angielskiej federacji piłkarskiej. Dyskusja dotycząca kontroli stadionowego tłumu (ang. crowd control) szybko zeszła jednak na dalszy plan. Jedenastego maja 56 kibiców zginęło w pożarze na stadionie Valley Parade w Bradford. Jakby tego było mało, tego samego dnia 15-letni Ian Hambridge poniósł śmierć przygnieciony przez mur, który zawalił się przy okazji rozruchów pomiędzy kibicami Birmingham City a Leeds United na St Andrew's.

Były to różne incydenty. Pożar w Bradford ukazał jak na dłoni największy problem angielskiego futbolu w tamtej dekadzie. Kilkadziesiąt lat zaniedbań ze strony władz - zarówno tych piłkarskich, jak i politycznych - doprowadził do fatalnego stanu brytyjskich stadionów.

- Wypadek w Bradford był kwestią czasu - twierdzi Dickinson.

Thatcher włożyła jednak wszystkie zdarzenia do jednego worka. Jej rząd zajął się nimi we wspólnym dochodzeniu, kierowanym przez sędziego Popplewella.

Dla Żelaznej Damy, w dalszym ciągu odwołując się do tekstu dziennikarza The Times, wszelkie problemy piłki nożnej sprowadzały się do prawa i porządku. Jej punkt widzenia został zresztą wzmocniony pod koniec maja, gdy angielski futbol okryła zła sława tragedii na Heysel. Walki, które niosły za sobą śmierć 39 włoskich kibiców, przekonały premier o - w jej wyobrażeniu - słuszności obranej drogi.

Karty identyfikacyjne

Rozwiązaniem problemu miało okazać się wprowadzenie kart identyfikacyjnych dla kibiców. Projekt, na którego czele stanął prezes Luton Town i członek Izby Gmin z ramienia rządzącej Partii Konserwatywnej, David Evans, zakładał, że na stadion będą mogli wejść wyłącznie posiadacze takich kart. Tym, którzy ich nie wyrobili, a mimo to udało im się dostać na obiekt, groziły kary więzienia.

Wymagana regulacja prawna znalazła się w ustawie o widzach piłkarskich (ang. Football Spectators Act) z 1989 roku:

- [Ten] Priorytet rządu okazał się szaleńczy i niewykonalny - uważa Dickinson.

- [Ten projekt] Oferował władzę nad kibicami - twierdzi Winter. Ustawodawstwo [...] ograniczyło wstęp na stadiony do tych, którzy zapisali się do Narodowego Programu Członkowskiego (ang. National Membership Scheme).

Opozycyjna Partia Pracy opisała karty identyfikacyjne jako atak na powszechną przyzwoitość. Pojawiły się również głosy o ich niezgodności w stosunku do praw człowieka. Jak pisze Winter, jeśli wprowadzenie niepraktycznych kart przyniosło jakikolwiek efekt, to tylko wzmożyło napięcia pomiędzy kibicami a policją.

Thatcher nie rozumiała nie tylko piłki nożnej, ale także historii. Stadionowe chuligaństwo było jednym z rezultatów tzw. szalonych lat sześćdziesiątych (ang. crazy sixties), gdy popularyzacja mody czy rozmaitych subkultur z jednej strony zjednoczyła, a z drugiej podzieliła ludzi. Instalacja wysokich płotów ogradzających trybuny od boiska na stadionach pod koniec kolejnej dekady sprawiła, że przemoc przeniosła się poza obiekty piłkarskie. Tym samym więcej zwykłych obywateli stawało się narażonych na utratę zdrowia i życia.

Żelazna Dama popełniła elementarne, kardynalne błędy i niedopatrzenia. Cały swój wysiłek włożyła w wytępienie stadionowego chuligaństwa. To same obiekty piłkarskie prosiły się jednak o inwestycje w ich unowocześnienie, a może raczej doprowadzenie ich do akceptowalnego stanu.

Hillsborough

Błędne decyzje rządu Thatcher obnażyła katastrofa na Hillsborough z 15 kwietnia 1989 roku. Dziewięćdziesięciu sześciu kibiców Liverpoolu zostało uduszonych, staranowanych i przygniecionych do płotu okalającego boisko na stadionie, który od dziesięciu lat nie posiadał ważnego certyfikatu bezpieczeństwa. Ustalenia późniejszego śledztwa, kierowanego przez sędziego Taylora, wykazały, że do tragedii doszło w wyniku niewystarczającej opieki nad stanem zdrowia kibiców.

Kolejny raport odrzucił karty identyfikacyjne Thatcher. Przedstawił też wytyczne dotyczące bezpieczeństwa na stadionach. Był to zwiastun ery obiektów z miejscami wyłącznie siedzącymi.

Dopiero jednak wyniki prac Niezależnego Zespołu do spraw Hillsborough (ang. Hillsborough Independent Panel), opublikowane 12 września ubiegłego roku, wyjawiły prawdę o winie i odpowiedzialności służb policyjnych za katastrofę. Równocześnie zdjęły jakikolwiek ciężar z kibiców Liverpoolu. Następująca bezpośrednio po tragedii kampania policji z południowej części hrabstwa Yorkshire, przy udziale dziennika The Sun, obwiniła o skutki zdarzenia pijanych fanów nieposiadających biletów na mecz. (Z prawnego punktu widzenia nawet gdyby ci kibice rzeczywiście byli pijani, nie popełnili tym samym nawet wykroczenia.)

Rola Thatcher, wprowadzonej w błąd przez służby policyjne, w procesie wyjaśniającym okoliczności katastrofy w dalszym ciągu pozostaje niejasna. W najbliższym czasie należy spodziewać się publikacji kolejnych dowodów przez Niezależny Zespół do spraw Hillsborough. Moralna odpowiedzialność bez wątpienia spoczywa jednak również na byłej premier:

- Jako wybrany w wyborach przywódca, jako rodzic, Thatcher była winna rodzinom ofiar Hillsborough ustalenie faktów - napisał Winter. Nie zrobiła tego. Zawiodła je.

Liga rozkwitła bez niej

Koniec rządów Żelaznej Damy przypadł na początek rozkwitu piłki nożnej w Anglii. Jej wpływ na futbolowy boom był jednak znikomy:

- Potrzebne były pojawienie się telewizji przemysłowej (ang. CCTV), własne kontrolowanie się przez kibiców, pojawienie się magazynów pisanych przez fanów (ang. fanzines) takich jak "When Saturday Comes" i rozumnych organizacji kibicowskich jak Związek Piłkarskich Kibiców (ang. Football Supporters' Association), łzy Gazzy (Paula Gascoigne'a) podczas Italia 90' (finałów mistrzostw świata we Włoszech w 1990 roku, w których reprezentacja Anglii dotarła do półfinału), a zwłaszcza początek Premier League, aby poprawić piłkę nożną, nie polityka Thatcher - wymienił Winter.

- To jedna z tych wielkich ironii, że dogmatyczna wiara Thatcher w siłę rynku pomogła ukształtować rozkwit piłki nożnej w latach 90., - napisał dziennikarz BBC Sport, David Bond. Nawiązał on do warunków, które Żelazna Dama stworzyła Rupertowi Murdochowi do zbudowania koncernu telewizyjnego Sky czy też tych umożliwiających klubom wejście na giełdę.

Odrębną kwestią pozostaje, czy były to zmiany na lepsze. Utworzona w 1992 roku Premier League okazała się niesamowitym sukcesem na skalę światową. Jednocześnie zapomniano jednak o korzeniach piłki nożnej, która wywodzi się z klasy robotniczej (ang. working class game). Zaniedbano rozwój futbolu na najniższym, amatorskim i półzawodowym szczeblu. Jak wyliczył niedawno Sean Ingle z The Guardian, biorąc pod uwagę wskaźniki inflacji, ceny biletów na mecze piłkarskie w Anglii wzrosły na przestrzeni ostatnich 24 lat o pomiędzy 700 a 1025%!

Bez minuty ciszy

Margaret Thatcher podzieliła opinie i społeczeństwo. Paradoksalnie, zjednoczyła jednak kibiców piłkarskich:

- Fani każdego klubu buczeliby - powiedział stanowczo autorowi tekstu angielski kibic piłkarski, pamiętający lata osiemdziesiąte, nawiązując do niemal jednogłośnie odrzuconego pomysłu organizacji minuty ciszy na brytyjskich stadionach piłkarskich podczas najbliższego weekendu.

Żelaznej Damie przyszło rządzić w najtrudniejszym okresie w historii rozwoju futbolu na Wyspach Brytyjskich. Jej poglądy i ignorancja doprowadziły do błędnego rozpoznania sytuacji i decyzji, które uniemożliwiły przezwyciężenie problemów. Thatcher mogła - a niektórzy powiedzą, że powinna - zapobiec katastrofie na Hillsborough. Miała także obowiązek rzetelnie zbadać okoliczności, w jakich doszło do tragedii.

- [...] Margaret Thatcher nie przejawiała absolutnie żadnych uczuć w stosunku do kibiców piłkarskich, dla niej byli oni najniższymi ludźmi w społeczeństwie - powiedziała BBC Sport Margaret Aspinall, matka 15-letniego Jamesa, jednej z 96 ofiar katastrofy na Hillsborough.

Właśnie dlatego piłkarskie środowisko na Wyspach nie będzie po Żelaznej Damie płakać. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook