Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 18 lipca 2013

Ekstraklasa bez ekstra kasy

fot. goal.com
W kasie klubu pusto, na kontach piłkarzy - też. Taki obraz ligi dostajemy za każdym razem, gdy włączymy telewizor, radio, otworzymy gazetę czy stronę internetową. Czy sytuacja polskich klubów jest naprawdę tak zła? Zajrzyjmy do raportu Deloitte.

Zaraz po otwarciu dokumentu po oczach bije zatrzymanie tempa wzrostu w polskiej Ekstraklasie. Od 2007 roku, kiedy wszystkie kluby osiągnęły łączny przychód w wysokości 203 mln złotych, do roku 2011 (363 mln) drużyny osiągały regularny wzrost, który nigdy nie spadł poniżej 12%. Co więcej, z roku na rok wzrastał - aż do teraz. Było to prawdziwe, ostre hamowanie z piskiem opon - z 20% wzrostu w 2011, do 3% spadku rok później.

Sytuacja ligowa

Na krajowym podwórku liderem przychodów jest Legia Warszawa, do kasy której wpłynęło aż 66,4 mln złotych. Oznacza to, że wpływy na Łazienkowskiej przerosły łączne przychody Piasta, Korony, Polonii, Podbeskidzia i Bełchatowa razem wziętych. Stanowiły też niemal 19% przychodów ligowych.

Mistrz Polski jest także jednym z siedmiu zespołów, które w 2012 roku zwiększyły swoje przychody. Nie był to co prawda wzrost dynamiczny, bo zaledwie 2,5 mln złotych, ale trzeba wziąć pod uwagę, że nastąpił drastyczny spadek z praw telewizyjnych i dnia meczu, co miało oczywisty związek ze słabszą grą warszawskiej drużyny w europejskich pucharach.

Wśród polskich klubów najbardziej kwotowo swoje przychody zwiększył Śląsk Wrocław - wpływy do kasy klubu wzrosły o ponad 8 milionów złotych. Olbrzymią poprawę zanotowały także Piast Gliwice i Pogoń Szczecin - co wiąże się oczywiście z awansem do wyższej klasy rozgrywkowej.

Fatalnie natomiast w zestawieniu wypadła Wisła Kraków. Spadek przychodów o 24 mln złotych jest aż czterokrotnie drastyczniejszy niż w łódzkim Widzewie, który zajął drugie, niechlubne miejsce.

Patrz, komu płacisz

Wciąż źle wygląda sytuacja płacowa w polskich klubach. Mimo spadku przychodów wzrosły wynagrodzenia piłkarzy. Jedynie trzy kluby Ekstraklasy nie przekraczają zalecanego progu relacji płac do wpływów, wynoszącego 60%, natomiast aż sześć klubów więcej pieniędzy wypłaca piłkarzom niż wpływa do jego kasy(sic!) - rekordzista, Widzew Łódź, wynagradza swoich wątpliwej jakości graczy 149% przychodów.

Jeśli natomiast chodzi o przełożenie wysokości wynagrodzeń na wynik sportowy, sytuacja poprawia się, choć dalej wygląda groteskowo. Lider wynagrodzeń w roku 2012, Legia Warszawa, sięgnęła po mistrzostwo Polski. Ale już płacący najmniej piłkarzom Piast Gliwice zajął czwartą lokatę, podczas gdy wicelider rozrzutności - Wisła - dopiero miejsce siódme. Tam jednak, gdzie wynagrodzenia stają się bardziej płaskie, a różnice nie są duże, także wynik sportowy jest zbliżony. Chlubny wyjątek Piasta neutralizują niechlubne przypadki Wisły i Zagłębia Lubin.

Ekstraklasa a prawdziwe ekstraklasy

Porównywanie najlepszych lig do polskiej nie ma sensu - dowodzą liczby z raportu Deloitte. Najgorsza finansowo z lig tzw. wielkiej piątki, Ligue 1, zarobiła miliard euro, podczas gdy polska Ekstraklasa zaledwie 84 mln. Oznacza to, że sam wzrost przychodów ligi francuskiej (100 mln euro) jest większy od całorocznych przychodów klubów najwyższej klasy rozgrywkowej.

Z innych, wybranych lig zachodnioeuropejskich, Ekstraklasa traci najmniej - ale i tak dużo, bo 72 mln euro - do rozgrywek w Austrii. Z kolei Eredivisie zarobiła 5 razy więcej, a liga belgijska - 192 mln euro więcej.

Daleko także Polsce, jeśli chodzi o kulturę chodzenia na stadiony. W Anglii 0,68% populacji chodzi na stadiony Premier League - w Polsce zaledwie 0,17%. To ma bezpośredni wpływ także na dochody z dnia meczowego, które w Anglii są 46 razy większe niż w Polsce.

Jest jednak jedna kategoria, w której Ekstraklasa jest liderem - niestety jest to kategoria niechlubna. Wspominany w analizie krajowej próg wynagrodzeń do przychodów został uśredniony dla lig europejskich. W Polsce wynosi on zatrważające 76%, więc w rozrzutności zostawiamy w tyle Włochy, Francję i Anglię, choć w tych ligach grasują przecież szejkowie. Do ideału, który wyznacza obecnie Bundesliga - 51% - Ekstraklasie równie daleko, co polskiej "sieci" autostrad do niemieckich Autobahnów.

Wnioski

Eksperci Deloitte przekonują, że polska Ekstraklasa ma potencjał wzrostowy. Nie da się jednak ukryć, że kluby źle zarządzają swoimi środkami. Widzew wydając 149% przychodów na wynagrodzenia piłkarzy podąża fatalną drogą rywala zza miedzy; Wisła Kraków notuje spadek przychodów o 24 mln, ale wciąż jest wiceliderem kwotowym płac, mimo zaledwie siódmego miejsca w tabeli.

Raport Deloitte pokazuje, jak daleko polskiej piłce nożnej - organizacyjnie, finansowo - do Europy. Różnica jest mniej więcej taka, jak w poziomie sportowym. Szkoda, bo zarządzając sensownie gotówką można przecież osiągać niezłe wyniki sportowe. A każdy prezes, który w to kiedykolwiek wątpił, niech przejedzie się do Gliwic.

Dane za: http://www.deloitte.com/view/pl_PL/pl/dla-prasy/b966903ecccef310VgnVCM1000003256f70aRCRD.htm Marcin Wierciński
comments powered by Disqus
facebook