Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 12 listopada 2013

Dwa miesiące (i) bez piłki

fot. goal.com
Kontuzje Lionela Messiego zaczynają nam już powszednieć. Argentyńczyk łapie ostatnio urazy z częstotliwością Carlesa Puyola. Nawet jeśli na boisku akurat jest, to coraz częściej znika nam z pola widzenia. Kolejne problemy zdrowotne 26-latka znaczą jednak więcej, o czym przekonuje nas dzisiejsze wydanie hiszpańskiego AS-a, krzycząc z okładki o 2 miesiącach przerwy w grze.

Niesamowity przypadek José Caro

Zaczynał sezon jako środkowy obrońca nr 5, przegrywając rywalizację o miejsce w składzie nie tylko z Antonio Amayą czy Paulao, ale nawet z Jordim Figuerasem i Damienem Perquisem. Zawodnik, który w przyszłości być może będzie jednym z pierwszych owoców ambitnego klubowego planu o nazwie Proyecto Heliópolis, ale jak na razie stanowi jedynie tymczasową łatę w, kiepsko się prezentującej i przeoranej kontuzjami, defensywie czerwonej latarni La Liga, Realu Betisie, w poniedziałek przestał być postacią anonimową. José Antonio Caro Martínez, bo o nim mowa, w poważnej piłce nie osiągnął jeszcze nic. Nie zagrał nawet ani jednego przyzwoitego spotkania w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii, a już zdążył wpłynąć na historię światowej piłki nożnej.

Dokonał tego w sposób niezbyt chlubny - to fakt. Nie kierując piłkę do bramki "ręką Boga" jak Maradona czy broniąc (już niekoniecznie boską) ręką strzał niechybnie zmierzający do siatki wzorem Luisa Suareza. Młody defensor Verdiblancos po prostu w nieprzepisowy sposób próbował zatrzymać Lionela Messiego. Był jednak w swych próbach na tyle nachalny, że mięsień dwugłowy uda Argentyńczyka nie wytrzymał i doszło do jego naderwania. Jak wkrótce się okazało ten, kolejny w tym sezonie, uraz La Pulgi wyłączy go najprawdopodobniej z gry do końca roku, a co za tym idzie - pozbawi go jakichkolwiek nadziei na zgarnięcie piątej z rzędu Złotej Piłki.



Zawsze coś

By sprawa była jasna - nikt nie uważa, że zdrowy Messi miałby spore szanse na zgarnięcie charakterystycznej statuetki. Wiadomo jednak jak różne motywacje kierują szerokim gremium jurorów, a sam fakt, że do tej pory Leo okazywał się ich zdaniem w całym tym wyścigu 4-krotnie najlepszy, każe myśleć, że cieszy się pewną sympatią u sporej części elektorów, którzy jak do tej pory zawsze znajdowali powód by mikrego geniusza futbolu obdarować. A podstawy do takiego wyboru, mniej lub bardziej przyziemne, mieli zawsze.

Żadnych wątpliwości

Najmniej kontrowersji wzbudził jego tryumf w 2009 roku. Barcelona zgarnęła wówczas wszystkie możliwe laury w klubowej piłce, a przesunięty na pozycję fałszywej "9" i wreszcie cieszący się końskim zdrowiem Messi miał największy wkład w te sukcesy. Może nie trafiał do siatki we wszystkich rozgrywkach jak Pedro Rodríguez, może walkę o Trofeo Pichichi przegrał o jedno trafienie z Diego Forlánem, ale w większości przypadków był tam, gdzie być powinien, jak wtedy gdy gubiąc buta lobował strzałem głową Van der Sara w rzymskim finale Ligi Mistrzów czy wtedy, gdy bezczelnie pakował piłkę w krótki róg bramki Ikera Casillasa w masakrze Realu Madryt na Santiago Bernabeu w El Clasico.


Messi 2nd Goal vs Real Madrid (2-6) przez kortman88

Na niwie reprezentacyjnej nikt nie mógł przebić jego osiągnięć, gdyż było to 365 dni wolne od EURO i mundialu. Wyboru dokonywało wówczas jeszcze nieco węższe grono, skupiające "tylko" dziennikarzy z całego świata. Wygrana z ponad dwukrotną przewagą głosów nad Cristiano Ronaldo nikogo specjalnie nie dziwiła.

Podwójna zmiana zasad

Dla odmiany, druga statuetka w kolekcji napastnika Blaugrany skrajnych emocji dostarczyła co niemiara. Nie wiadomo co wszystkich przeklinających taki werdykt poirytowało bardziej - czy fakt, że - wicemistrz świata, mistrz Włoch, zdobywca Pucharu Włoch i tryumfator Ligi Mistrzów - Wesley Sneijder nie wyprzedził "10" Barcy w ostatecznym rozrachunku, czy okoliczność, że nie znalazł się w ogóle w finałowej trójce.

Wyżej od szans Messiego oceniano również notowania Xaviego i Iniesty, którzy oprócz sukcesów w piłce klubowej, które z Argentyńczykiem dzielili, mogli się pochwalić wiele znaczącym trofeum zaprojektowanym przez Silvio Gazzanigę, w które szczególny wkład miał ten drugi - autor decydującego trafienia w finałowym spotkaniu z Holandią. Z podobnych pobudek zrodziło się lobby, forsujące kandydaturę Ikera Casillasa, który w tym samym spotkaniu genialnie bronił strzały reprezentantów Oranje, a swą wybitną postawą w poprzednich spotkaniach zaprowadził La Furia Roja do finału w Johannesburgu.

Messi miał "tylko" Mistrzostwo Hiszpanii, nagrodę Złotego Buta, niesmak po przegranym dwumeczu w półfinale Champions League z Interem (osłodzony tytułem króla strzelców rozgrywek) i mało udany mundial z reprezentacją Argentyny, na którym nie zagrał źle, ale do siatki nie trafił. Posiadał mało - mniej niż inni - ale wystarczająco dużo by grono wyborców, wzbogacone o selekcjonerów i kapitanów reprezentacji narodowych, przekonać do przedłożenia talentu jednostki nad sukcesy większej grupy.

Nawrócenie

Rok później jurorzy rozumowali już odwrotnie. Może pod wpływem refleksji nad ich wpadką sprzed 12 miesięcy, a może po prostu po to żeby znów wybrać Messiego.

Nagrody nie zgarnął autor działających na wyobraźnię 40 ligowych trafień - Cristiano Ronaldo. Barcelona odzyskała swój czar, niemal kopiując wyczyn sprzed 2 lat. Powtórną unifikację tytułów wybił im z głowy...Ronaldo, zdobywając decydującą bramkę w dogrywce pojedynku o Puchar Króla.

Te dwie rzeczy to było jednak za mało by pozbawić Messiego swoistego hat-tricka. Wygrana liga i odzyskanie panowania w europejskiej piłce klubowej (+ kolejny tytuł króla strzelców Messiego), okraszone koncertową grą Argentyńczyka i reszty jego kolegów okazały się dostatecznym argumentem. La Pulga znów mógł liczyć na liczbę głosów stanowiącą dwukrotność dorobku swego największego rywala w walce o indywidualne osiągnięcia.

Jeszcze jeden tryumf jednostki nad zbiorowością

Ktokolwiek pierwszy wyrzekł słowa "kobieta zmienną jest" nie dożył czasów, w których charakterystyka płci pięknej ma taki sam wpływ na losy świata jak dynamicznie kształtujące się upodobania gremium, wybierającego najlepszego piłkarza na świecie.

Długo wydawało się bowiem, że czwarta Złota Piłka dla filigranowego zawodnika z Rosario stanowi rzecz niemożliwą. W lidze Barcelona wreszcie zgnębiona została przez Real Madryt z duetem Mourinho-Ronaldo na czele. Obaj panowie przy okazji znaleźli niezawodne antidotum na rywala, który jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej poczynał sobie z nimi nadzwyczaj sprawnie.

W Lidze Mistrzów zaporą nie do przejścia okazała się Chelsea, co dla wielu stanowiło przy okazji znak sprawiedliwości dziejowej za pamiętne "fucking disgrace" z sezonu 2008/2009, jak poetycko ujął to wówczas Didier Drogba. W dodatku Dumę Katalonii upokorzył na Camp Nou samozwańczy mistrz w byciu upokarzanym, Fernando Torres, trafieniem na 2:2 pieczętując sukces Londyńczyków.

Zdobycie Pucharu Króla było w związku z tym jedynie łyżką miodu w beczce dziegciu. Szanse Argentyńczyka zwiększyło jednak niesamowite 50 bramek, które uzbierał, wyładowując sportową złość po klęskach i decyzji Pepa Guardioli o opuszczeniu stolicy Katalonii. Znów niewiele, ale w połączeniu ze znakomitą końcówką roku, w której doszło do pobicia przez niego rekordu Gerda Müllera, znów dosyć by wyjątkowo niezrównoważonych decydentów jeszcze raz zachęcić do swojej kandydatury.



Czemu nie po raz piąty?

Kto wie czy i tym razem nie znalazłoby się wystarczające grono takich, którzy przeforsowaliby kandydaturę kapitana reprezentacji Argentyny. Z 46 golami w lidze i mistrzostwem kraju Messi może się pochwalić podobnym dorobkiem jak w roku 2010. W dodatku brak wielkich imprez międzynarodowych sprawił, że nie wykreowano mu poważnych konkurentów w postaci Xaviego, Iniesty, Casillasa czy Sneijdera.

Wydawało się, że w walce o statuetkę pozostają poza nim już "tylko" Cristiano Ronaldo i Franck Ribéry. Ten pierwszy nie wygrał nic, ale indywidualnie w 2013 roku był najbardziej przekonujący. Równie mocno o jego wielkim znaczeniu dla gry drużyny świadczyły jego doskonałe występy, jak i koszmarne wpadki notowane przez Los Blancos pod jego nieobecność.

Francuz wraz z kolegami nie odpuścił sobie natomiast żadnego trofeum za sezon 2012/2013. Bawarska drużyna nie przepuściła także okazji by, jak nikt wcześniej, pokazać ekipie Messiego ich aktualne miejsce w Europie. Okres hegemonii niemieckiej ekipy zupełnie nieprzypadkowo zgrał się z momentem, w którym motoryka, pewność siebie, wydolność organizmu i umiejętności piłkarskie byłego zawodnika Olympique Marsylia osiągnęły apogeum. Jako głównego kandydata w wyścigu po Złotą Piłkę skrzydłowego Bayernu widzą dziś Andrea Pirlo, Luis Suarez, selekcjoner reprezentacji Francji Didier Deschamps, Zinedine Zidane (skądinąd jeden z obecnych trenerów Ronaldo), a nawet...on sam.

Wraca stary znajomy

Osiągnięcia Ronaldo czy Ribéry'ego olśniewają, ale kto wie czy znów Messi rzutem na taśmę nie przekonałby czymś jurorów, że grunt to mieć własne poglądy i się ich trzymać. Jednak dzięki José Caro (a ściślej, dzięki kontuzjom) tego tym razem nie dokona.

To już kolejny uraz Messiego w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Poprzednie stanęły mu na drodze przy próbie pobicia własnego rekordu bramkowego w lidze, walnie przyczyniły się do jego bezbarwnych występów w meczach z Bayernem i Realem, doprowadziły do pogorszenia strzeleckiej wydajności aż wreszcie do snajperskiej niemocy, jakiej nie uświadczył od dawna.

Przez kilka lat swe nadludzkie wyczyny zawdzięczał równie nadludzkiemu wysiłkowi fizjoterapeutów i lekarzy, którzy trzymali jego zdrowie w ryzach. Gdy wreszcie zdrowie zaczęło odmawiać posłuszeństwa, Messi stał się na powrót śmiertelnikiem. A takim we współczesnym futbolu już raczej nagród nie przyznają.

Żadnych argumentów

Drużynowo Messi nie może się pochwalić niczym szczególnym. W futbolu klubowym na łeb bije go w tym aspekcie dowolny zawodnik Bayernu Monachium. W wymiarze reprezentacyjnym bardziej urzekają chociażby sukcesy jego nowego kompana - Neymara.

Ten sam Neymar, celowo lub bez takiego zamiaru, wyraźnie ograniczył zjawisko Messidependencii, samemu przejmując obowiązki lidera, gdy zachodziła taka potrzeba oraz motywując swoim przybyciem pozostałych atakujących do wzmożonej pracy. Efekt? Barcelona bez Messiego nie wygląda jak dziecko we mgle, a coraz częściej jej wersja uwzględniająca Argentyńczyka jest tą bardziej irytującą i nieskuteczną.

Wreszcie nawet jeśli o indywidualne popisy chodzi, Messi w tym roku przestał wprawiać resztę rywali w kompleksy, a fanów futbolu w osłupienie. Jego licznik bramkowy w ostatnich tygodniach ledwie drgnie. W klasyfikacji strzelców z obecnych rozgrywek możemy dostrzec nie tylko fakt, że prześcigają go znakomici Costa i Ronaldo, a dorównuje mu utalentowany Antoine Griezmann, ale także to, że tuż za jego plecami znajdują się tak pospolici snajperzy jak Javi Guerra czy Rodri, o pomocniku Rakiticiu nie wspominając. I znakomity zazwyczaj napastnik Azulgrany tej smutnej prawdy o sobie już nie zmieni.

Do tego wszystkiego dochodzi afera podatkowa, która rzuca cień na przypisywane mu dotychczas przymioty moralne. Chyba więc czas wreszcie stwierdzić, że dotychczasowy król jest nagi.

Biorąc pod uwagę wszystko to co wiemy od klubowych lekarzy Dumy Katalonii i z obserwacji zmagań piłkarzy w 2013 roku ciężko wyobrazić sobie świat, w którym Lionel Messi zgarnia piątą z rzędu Złotą Piłkę. Nawet gdyby takim wyborem miała kierować litość - jest przecież Daniel Sikorski, prawda?

Tymczasem Sepp Blatter ogłasza, że finał walki o Złotą Piłkę FIFA obejmie tym razem wyjątkowo 5 piłkarzy. Przypadek czy po prostu bez Messiego nie ma imprezy? Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook