Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 30 marca 2015

Do poprawy

fot. skysports.com
Reprezentacja Polski zachowała pozycję lidera w tabeli eliminacyjnej grupy. Podczas gdy gol Shane'a Longa pozbawił kadrę Adama Nawałki trzypunktowej przewagi w rywalizacji o awans na finały mistrzostw Europy, utracone prowadzenie w doliczonym czasie gry spotkania w Dublinie powinno stonować niesamowity entuzjazm towarzyszący biało-czerwonym po poprzednich meczach. A na półmetku eliminacji wiele jest jeszcze do poprawienia.


- Jesteśmy trochę rozczarowani - przyznawał po końcowym gwizdku w stolicy Irlandii Łukasz Fabiański. - Mogliśmy nawet wygrać - twierdził z kolei zdobywca wyrównującej bramki Long. To był mecz dwóch połów, mógłby pogodzić obie strony neutralny obserwator. W istocie pierwsza część trwających eliminacji w wykonaniu reprezentacji Polski stoczyła się według powtarzalnego scenariusza. W każdym z czterech poprzednich spotkań biało-czerwoni zdecydowanie lepiej zaprezentowali się w drugich połowach. W Dublinie pokazali się za to z dobrej strony wyłącznie przed przerwą.

Z czego to wynikało i co należy poprawić, począwszy od czerwcowego meczu u siebie z Gruzją?

: Organizacja a zmęczenie

W pierwszej połowie przeciwko Irlandii drużyna Nawałki broniła się w sposób dobrze zorganizowany. Zdyscyplinowane, wąsko ustawione linie obrony i pomocy, wspomagane przez cofających się napastników, szybko wracały do wyjściowego ustawienia po stracie piłki, tworząc zaporę nie do przejścia dla przeciwnika. Gdy wskutek nieporozumienia pomiędzy Sławomirem Peszko a Jakubem Wawrzyniakiem Seamus Coleman urwał się raz prawą stroną, ze skuteczną asekuracją popędził Kamil Glik. Polacy górowali nad rywalami godną uwagi agresywnością i cwaniactwem (aż trzech Irlandczyków schodziło na przerwę z żółtą kartką). Ustawienie i sposób gry bez piłki reprezentacji Polski w pierwszej połowie zdążono porównać do tego stosowanego przez Atlético Madryt.

Po przerwie obraz uległ jeśli nie diametralnej, to na pewno odczuwalnej zmianie. Irlandczycy zaczęli szybciej operować piłką i rozciągać szeregi obronne biało-czerwonych. Nazwiska Glika oraz Łukasza Szukały powędrowały do notesu sędziego jeszcze przed upływem godziny gry. Robbie Brady co rusz nękał Polaków dośrodkowaniami z naszej prawej strony. I choć zawodnikom Nawałki nie brakowało poświęcenia w wybijaniu kolejnych piłek oraz blokowaniu strzałów, a Irlandczycy nie stworzyli sobie zbyt wielu podbramkowych okazji, coraz bardziej zmęczeni biało-czerwoni w końcu zostali zmuszeni do kapitulacji po stałym fragmencie gry.

: Ustawienie a zmiany

W pierwszej połowie można było dojść do wniosku, że Nawałka pokonał Martina O'Neilla znajomością swojego optymalnego ustawienia. Menedżer reprezentacji Irlandii kontynuował poszukiwania właściwego systemu gry, kilkukrotnie zamieniając pozycjami na boisku Jonathana Waltersa, Wesa Hoolahana oraz Aidena McGeady'ego. Tymczasem selekcjoner reprezentacji Polski, choć dokonał kilku roszad personalnych, pozostał wierny stabilnemu ustawieniu wypracowanemu w poprzednich meczach eliminacyjnych. W rezultacie przed przerwą to biało-czerwoni wyglądali na zespół lepiej zgrany i rozumiejący, w jaki sposób ma grać.

W odróżnieniu od Nawałki, O'Neill miał jednak więcej opcji na ławce rezerwowych. Wprowadzeni na murawę w trakcie drugiej połowy James McClean oraz Long nie tylko umożliwili modyfikację systemu i sposobu gry, ale wnieśli również sporo jakości i przyczynili się do zmiany końcowego wyniku. Z drugiej strony, Nawałki wyraźnie nie miał zaufania do żadnego ze swoich rezerwowych, a wykorzystani w końcówce Sebastian Mila i Michał Kucharczyk nie zdołali zapobiec utracie prowadzenia. (Czy przy tak oczywistym braku jakości na ławce rezerwowych, brak powołania dla Jakuba Błaszczykowskiego nie wydaje się jeszcze bardziej zastanawiający?)

: Skuteczność a jakość

Polacy schodzili na przerwę z zasłużonym prowadzeniem, a bramka Peszko wynikała nie tylko z kapitalnego wykończenia zawodnika Kolonii, co agresywnego pressingu w wykonaniu obu skrzydłowych biało-czerwonych. Maciej Rybus dobrze bił też stałe fragmenty gry. W pierwszej połowie ekipa Nawałki potrafiła dość regularnie przenosić ciężar gry na połowę rywala.

W przekroju całego meczu, poza sytuacją bramkową, reprezentacja Polski w zasadzie nie stworzyła jednak zagrożenia w ostatniej tercji boiska. Po przerwie, nie po raz pierwszy w tych eliminacjach, miała poważny problem z przejściem z obrony do ataku. W rezultacie sama narażała się na presję ze strony przeciwnika, mimo że Irlandczycy nawet w końcówce wcale nie przypuścili serii ataków na naszą bramkę.

Ten brak jakości w połączeniu z mocno ograniczonym polem manewru wśród rezerwowych stanowią poważną bolączkę biało-czerwonych w perspektywie drugiej połowy eliminacji. Na razie jest lepiej, niż można było się tego spodziewać i lepiej, niż sugerowałaby to gra. Od meczu z Gruzją Adam Nawałka będzie jednak wymagał bardziej zbliżonego poziomu gry swojego zespołu pomiędzy pierwszymi a drugimi 45 minutami. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook