Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 27 sierpnia 2014

Dlaczego Real sprzedał Di Marię?

fot. marca.com
Transfer Argentyńczyka jest dziwny. Z Madrytu odchodzi piłkarz ważny, odchodzi nie wypchnięty przez zarząd, ale na własną, wielokrotnie wystosowaną prośbę. Odchodzi za astronomiczną kwotę.

Na początku trzeba zaznaczyć jedną rzecz – ze sportowego punktu widzenia odejście Angela Di Marii nie ma dla klubu z Santiago Bernabeu żadnego sensu. Piłkarz nie sprawia problemów w szatni, nie psuje atmosfery, nie bije się z kolegami, nie sprzeciwia się trenerowi. Na boisku osiąga ostatnio wyniki lepsze niż można było oczekiwać. Nie spóźnia się też na treningi, a o nocnych imprezach w nocnych klubach nawet nie myśli. To świetny gracz, bez dwóch zdań. Uniwersalny, mogący grać na obu skrzydłach, na ofensywnej pomocy, a także jako element trzyosobowej drugiej linii. Parę chwil biegał nawet w obronie. Szybki, zwinny, technicznym wyszkoleniem ustępujący jedynie garstce zawodników. Żelazne płuca (i to nie dwa, ale co najmniej cztery). Jedyną wyraźną wadą Argentyńczyka jest jednonożność doprowadzona do poziomu, w którym skrzydłowemu łatwiej jest dośrodkowywać raboną niż słabszą noga. No i bidula ma wyraźną awersję do strzelania goli, zmarnował w karierze wiele stuprocentowych okazji, starając się znaleźć kolegę, zamiast samemu pokonywać bramkarza.



To tyle, jeśli chodzi o względy czysto sportowe. We wszystkich innych sprawach drogi Realu Madryt i Angela Di Marii rozjechały się bardzo mocno.

1. Di Maria chciał podwyżkę. Gdy przychodził do Madrytu, dostał niski kontrakt i obietnicę podwyżki po udowodnieniu swojej wartości. Dwa lata minęły, wartość została udowodniona, Florentino Perez dał Argentyńczykowi nowy kontrakt opiewający na sumę, wg różnych źródeł 3,5-4 mln euro rocznie. Teraz po upływie dwóch kolejnych sezonów, jednego okropnie nierównego i drugiego z mocną tendencją wzrostową zakończonego życiową formą, pochodzący z Rosario gracz zażądał pensji na poziomie 8-9 mln euro, co planowałoby go na podium najlepiej zarabiających w drużynie. Struktura płac Realu Madryt jest bardzo uporządkowana i dobrze rozplanowana, nie ma w niej miejsca na podwajanie pensji po paru miesiącach wybitnej gry. Działacze klubu uznali, że gdyby Di Maria dostawał 9 milionów rocznie, to o podwyżkę poprosiliby inni. Casillas (15 lat w klubie) dostaje 6 milionów. Luka Modrić, gracz od Angela znacznie dla gry drużyny ważniejszy, 5. Sergio Ramos ciągle 5,5. Niszczenie struktury płac nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Opłaca się to robić tylko dla gracz absolutnie wyjątkowych (takich jak zarabiający 17 mln Cristiano Ronaldo). Di Maria nie jest absolutnie wyjątkowy.

2. Di Maria chciał mocniejszą pozycję w drużynie. To kwestia, o której dużo pisało się jeszcze przed startem mundialu, a która ostatnio w medialnym dyskursie na temat Argentyńczyka została zepchnięta na dalszy plan. Zawodnik od pewnego czasu (oczywiście zupełnie przypadkowo zbiegło się to z pierwszym od lat dłuższym okresem stabilnej formy) zaczął pojawiać się w mediach i mówić o tym, że nie czuje się doceniany. Wszyscy pamiętamy jego słynną wypowiedź o tym, że ranią go plotki o transferze do Tottenhamu. Skrzydłowy wspominał też o niesprawiedliwym pomijaniu w plebiscytach Złotej Piłki. Jose Luis Sanchez, jeden z niewielu w pełni wiarygodnych dziennikarzy zajmujących się królewskim klubem, napisał swego czasu, że Angel w nowym kontrakcie szukał nie tylko możliwości zarabiania kolejnych milionów, ale także formalnego usankcjonowania zmiany roli w drużynie. Miało chodzić o większe eksponowanie marketingowe, większe zaangażowanie klubu w budowanie marki piłkarza i inne tego typu zabiegi. Oczywiście były to żądania zupełnie niemożliwe do zrealizowania w klubie, w którym jest kilkunastu zawodników z większym potencjałem marketingowym.

3. Argentyńczyk chciał odejść. I to właściwie powinno wystarczyć za całą odpowiedź na pytanie zadanie w tytule artykułu. Di Maria chciał zostać wytransferowany i został wytransferowany. W ociekającej dumą, buńczucznością i poczuciem własnej wartości filozofii Realu Madryt nigdy nie było miejsca na przekonywanie kogoś, żeby został w drużynie. „Kto nie chce grać w Realu Madryt, nie jest godny, żeby grać w Realu Madryt” i tak dalej.

4. Nowy model biznesowy. Florentino Perezowi wyraźnie spodobało się sprzedawanie graczy za wielkie pieniądze. Trzy największe transfery z klubu zostały przeprowadzone w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Madryt sprzedaje graczy ważnych (ale takich, których da się bez trudu zastąpić) za więcej niż ich kupił. Di Maria jest kolejnym logicznym elementem tej układanki. Mimo że od miesięcy było jasne, że gracz chce odejść, mimo że wszyscy wiedzieli, że Florentino Perez nie ma problemów ze sprzedaniem go, mimo że kupiono już nawet zmiennika, Królewskim udało się znaleźć kupca, który zapłacił kilkanaście milionów więcej niż powinien. Jeśli oprzemy się na informacjach Marki (która od pewnego czasu jest wręcz imponująco wiarygodna), Angel Di Maria w najlepszym wypadku może kosztować jedynie milion euro mniej niż Gareth Bale. A to – nie bójmy się wielkich słów – jest zwykły rabunek. Z finansowego punktu widzenia to jeden z najlepszych ruchów Los Blancos w ostatnich latach.

***

Chłodna kalkulacja speców od pomnażania klubowego majątku wygrała z wrażeniami estetycznymi fanów i jakże znanym nam wszystkim porzekadłem o tym, że zwycięskiego składu zmieniać nie można, bo to grzech niewybaczalny. Tak naprawdę jednak Real Madryt nie miał zbyt wielkiego pola manewru. Mógł przystać na warunki skrzydłowego (i zdestabilizować sytuację w drużynie), mógł kazać mu siedzieć cicho i wypełniać kontrakt (i zdestabilizować sytuację w drużynie). No i mógł sprzedać. Za ciężką kasę, do zaprzyjaźnionego klubu. Gładko, bez dramatyzowania, spełniając wolę zawodnika.

Odpowiedź na pytanie, czy sprzedanie Angela Di Marii było błędem ze sportowego punktu widzenia, poznamy za parę miesięcy. Odpowiedź na pytanie, czy był to dobry ruch dobry pod każdym innym względem, znamy już teraz. Piotrek Dyga
comments powered by Disqus
facebook