Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 18 grudnia 2013

Czy sędziowie przemówią ludzkim głosem?

foto: pogonszczecin.pl
Sebastian Jarzębak znowu nie popisał się na stadionie Wisły Kraków. W poprzednim sezonie jego gapiostwo zaważyło na uznaniu nieprawidłowej bramki Legii, tym razem sędziował źle w obie strony powodując nerwową atmosferę na boisku i poza nim.

Różnica między Ekstraklasą a najsilniejszymi ligami jest taka, że kibic wychodzący z polskich stadionów narzeka na niecelne podania i niechlujne przyjęcia piłki, a ten sam fan wychodzący z meczu Bundesligi zachwyca się niekonwencjonalnymi zagraniami. To oczywiście wynika z jasnej dysproporcji między poziomem rozgrywek w Europie, a w Polsce.

Ostatnio pojawiła się jednak znacznie bardziej korzystna dla naszego futbolu narracja wskazująca na to, że polscy sędziowie nie muszą się wstydzić takich błędów, jakie popełniają ich koledzy w Lidze Mistrzów, czy ogólnie w ligach europejskich. - Panowie Prezesi, po tym, co widziałem dzisiaj w CL, śmiem twierdzić, że nad Bałtykiem mamy dobrych arbitrów - zaćwierkał po ostatniej kolejce Ligi Mistrzów prezes PZPN Zbigniew Boniek.

Niemy sędzia

Z drugiej strony mamy słowa Dariusza Wdowczyka po meczu jego Pogoni Szczecin z Wisłą Kraków: "W tej naszej słabej lidze, najsłabsi są sędziowie. To, że arbiter nie pokazał jakiejkolwiek kartki Miśkiewiczowi, to pozostanie jego tajemnicą." Słowa mocne i zdecydowanie przesadzone dla każdego, kto widział jak gra Zagłębie Lubin. Trener Portowców od razu nadział się na kontrę dziennikarzy, którzy wytknęli mu brak krytyki decyzji sędziów w meczach, które Wdowczyk ustawił.

Pytani o sędziego byli piłkarze po meczu i każdy z nich powiedział, że sędzia po prostu mylił się w dwie strony. I rzeczywiście, z perspektywy trybun tak to właśnie wyglądało. Gdy normalnie uwaga dziennikarzy skierowana jest na paskudne błędy piłkarzy, tak w poniedziałkowy wieczór co chwilę słychać było narzekanie na arbitra Sebastiana Jarzębaka.

Po pierwsze, zwykle był fatalnie ustawiony. Po drugie, spóźniał swoje decyzje, które potem zbyt często były po prostu nieprawidłowe. A po trzecie - spowodował straszną nerwowość na boisku. Brak kartki dla Miśkiewicza? Rzut wolny dla Pogoni w ostatniej minucie? Trudno byłoby się z tego wytłumaczyć.

No właśnie, trudno, bo rzadko kiedy jest to naprawdę możliwe. Sędzia nie ma obowiązku przechodzić przez mixed zone, by dać dziennikarzom możliwość przeprowadzenia z nim wywiadu. Nie musi tłumaczyć się ze swoich decyzji i podać przepisu, który zdeterminował takie, a nie inne działanie.

Piłkarz i trener często jest zmuszony do rozmowy z redaktorami, którzy chcą wyjaśnienia błędów popełnianych w trakcie spotkania. Sędzia jest takim samym elementem widowiska i opinia publiczna powinna mieć możliwość poznania jego wersji wydarzeń. To zdarza się naprawdę rzadko, głównie za sprawą telewizji albo kilka dni po spotkaniu.

Niejawność to nieufność

Zdecydowanie za rzadko. Jasne, można powiedzieć, że jest delegat PZPN, który zopiniuje sędziego, a jego raport będzie obiektywny. Po drugie, jest jeszcze kwestia ryzyka związanego z pokazaniem się arbitra w miejscu, gdzie znajdują się piłkarze - to może tworzyć niepotrzebne ryzyko. Przy czym warto pamiętać, że w mixed zone znajdują się ochroniarze w liczbie więcej niż jeden, co powinno ten problem w jakimś stopniu zminimalizować.

Sędzia może przeprowadzać wywiad przy delegacie PZPN i może odmówić odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie, tak samo jak każdy inny uczestnik spotkania. To już tylko kwestia klasy zadającego pytania i na nie odpowiadającego.

Może też być przepytywany tylko przez ekipę telewizyjną, która wywiad przeprowadzi jeszcze na płycie boiska.

Jeżeli arbiter potrafi się obronić przepisami w danej sytuacji, to znaczy, że te przepisy rozumie i potrafi je zastosować. Sebastian Jarzębak w poniedziałek był ciągle zagubiony i trudno było dostrzec jakąkolwiek spójną wizję sędziowania. Możliwe, że sędzia z Bytomia odpocznie przez jakiś czas od Ekstraklasy, ale równie jest prawdopodobne to, że do niej za niedługi czas wróci.

Wszystko jednak odbędzie się poza wiedzą opinii publicznej, bo jak wiadomo - wybór sędziów i sposób ich oceniania nie jest jawny. Tak samo jak nie jest jawna opinia ich samych na temat wydarzeń meczowych. Tym samym to, w jaki sposób prowadzone są spotkania piłkarskie, odbywa się poza wiedzą kibiców, a to rodzi nieufność i dystans.

Sędziowie to ludzie tacy sami jak kibice, dziennikarze, piłkarze i trenerzy - członkowie piłkarskiego światka. Mimo to, traktowani są na innych zasadach. To dość paradoksalne, że mamy dostęp do tego, w jaki sposób rozmawiają ze sobą w trakcie spotkania i jak przygotowują się do sezonu, a nie mamy możliwości poznania ich opinii po samym meczu. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook