Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 27 października 2013

Cosmosu długa droga do gwiazd

fot. MLSSoccer.com
Gol Tomasza Zahorskiego nie wystarczył. New York Cosmos pokonali San Antonio Scorpions i zapewnili sobie mistrzostwo rundy jesiennej North American Soccer League. Taki wynik to z pewnością nie jest niespodzianką - ekipa Giovanniego Savarese to najsilniejsza kadrowo drużyna w lidze.

Pierwszy sukces tego klubu po "odrodzeniu" nie przyszedł znikąd. Pochodzący z Wenezueli Savarese, przy ogromnym wsparciu finansowym, oparł reaktywowaną drużynę na kilku doświadczonych zawodnikach. Linią obrony kieruje Carlos Mendes, niegdyś podstawowy defensor New York Red Bulls i Columbus Crew. Obok niego Hunter Freeman, z przeszłością w Houston Dynamo i Colorado Rapids. Między słupkami były drugi bramkarz Realu Salt Lake, Kyle Reynish. W środku pola gwiazda drużyny, Hiszpan, na którego liczono najbardziej, Marcos Senna. W trakcie rundy jego partnerem na środku linii pomocy stał się Danny Szetela, kiedyś talent pokroju Freddy'ego Adu, ostatnio jednak trzy lata bez klubu. Jeżeli dołożyć do tego kilku mniej znanych, ale również ogranych w Europie piłkarzy, otrzymamy paczkę naprawdę solidnych wyrobników. Przynajmniej jak na realia drugiej klasy rozgrywkowej w Stanach Zjednoczonych.

O ich powrocie napisano już wszystko, jednak sami wzbraniają się przed nazywaniem tego powrotem. Być może w celu zdjęcia z drużyny presji, oczekiwań, które niesie za sobą historia.



Mimo dobrego wyniku sportowego ciężko nazywać mistrzostwo rundy jesiennej NASL wielkim sukcesem Cosmosu. Budowa klubu na nowo trwała od ponad trzech lat, jednak w mecz o punkty uczestniczy dopiero od niecałych trzech miesięcy. Początki były trudne, zauważalny był brak zgrania i zrozumienia na boisku, jednak z czasem gra ekipy Savarese nabierała polotu. To jednak dopiero początek długiej drogi - przed nimi najpierw finałowy mecz o Soccer Bowl ze zwycięzcami rundy wiosennej, Atlantą Silverbacks. Później przygotowania do sezonu, który będą mieli okazję rozegrać w całości. Prawdopodobnie dopiero pod koniec przyszłego roku przyjdą rozważania na temat wstąpienia do Major League Soccer. Wobec niskiego poziomu całej NASL to nieuniknione - tym bardziej, jeżeli władze Cosmosu mają w planach budowę nowoczesnego stadionu wartego 400 milionów dolarów. Kibice pójdą za drużyną z sukcesami, ale raczej nie takimi osiągniętymi na tak niskim szczeblu.

Przy okazji meczu z New York Cosmos po raz kolejny błysnął Tomasz Zahorski. Wielu komentatorów śmiało się z jego wyjazdu za Ocean, tymczasem były zawodnik Górnika w sobotnim meczu zdobył swoją siódmą bramkę w tej rundzie, a wcześniej był już kilkakrotnie nominowany do jedenastki kolejki. Co ciekawe, Polak już drugi raz pokonał Reynisha - poprzednio w sierpniu w Nowym Jorku:



Scorpions tej jesieni spisywali się fatalnie, zajęli ostatnie miejsce w tabeli, jednak wszystko wskazuje na to, że Zahorski pozostanie w San Antonio na kolejny sezon. Teraz czeka go trudna sztuka przetrwania do startu następnego sezonu NASL - początek rundy wiosennej dopiero w marcu.
Tobiasz Pinczewski
comments powered by Disqus
facebook