Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 11 kwietnia 2014

Cisak: To najlepsze miejsce

fot. Burnley Football Club
Wyjechał z Polski w wieku dwóch lat. Przez Australię dotarł na Wyspy, gdzie rozpoczął bramkarską karierę. Już w najbliższy weekend stanie przed szansą przypieczętowania wraz z Burnley awansu do Premier League i dołączenia w niej do Wojciecha Szczęsnego, Artura Boruca i Łukasza Fabiańskiego.

24-letni Aleksander Cisak, który wystąpił w tym sezonie w dwóch meczach rewelacyjnej drużyny Burnley prowadzonej przez Seana Dyche’a, opowiada „Krótkiej Piłce” o swoich korzeniach, przeprowadzce do Anglii, karierze i powołaniu do kadry Dariusza Dziekanowskiego. Słowo awans na razie nie pada.

Wojciech Falenta: Alex, opowiedz mi o swoich korzeniach...

Aleksander Cisak: Urodziłem się w Krakowie, skąd pochodzi moja rodzina. Miałem dwa i pół roku, kiedy przeprowadziliśmy się całą rodziną do miasta Hobart w Tasmanii. To wyspa wielkości Anglii u wybrzeży Australii. Spędziłem tam dokładnie trzynaście lat, zanim przeniosłem się do Leicester.

Masz jeszcze jakichkolwiek krewnych w Polsce? Przyjeżdżasz czasami do kraju?

Większość mojej rodziny mieszka obecnie w Australii, ale ciągle mam w Polsce paru kuzynów. Po raz ostatni byłem w Krakowie jakieś sześć lat temu, na ślubie mojej siostry. Powinienem przyjeżdżać częściej, ale mam niewiele wolnego, dlatego staram się przy każdej nadarzającej się okazji odwiedzić Australię.

Piłka nożna nie jest w Australią dyscypliną sportu numer 1. Jak to się stało, że związałeś się właśnie z futbolem?

Dzięki mojemu ojcu, który kocha piłkę nożną. Gdy byłem dzieckiem, razem oglądaliśmy i graliśmy w piłkę w ogrodzie. Tak to się zaczęło. Grałem też w krykieta w Australii, ale w końcu wylądowałem na testach w Anglii i zostałem przy futbolu.

Jak doszło do testów w Leicester?

Ówczesny trener bramkarzy Leicester City przyjechał na obóz treningowy do Adelajdy, gdzie zostałem przez niego zauważony i zaproszony na testy. Przyjechałem spróbować swoich sił w kilku klubach i ostatecznie podpisałem kontrakt z Leicester. Miałem wtedy piętnaście lat. To było w 2004 roku, gdy klub spadał z ówczesnej Premiership. Grali w nim wtedy Dion Dublin czy Martin Keown. Spędziłem tam sześć sezonów.

Twoja kariera rozwija się w ostatnich latach dość harmonijnie...

Gdy byłem z Leicester w Championship, zostałem wypożyczony do klubu Tamworth występującego w Conference North [szóstej klasie rozgrywkowej]. Zagrałem tam około 30 meczów. To było dobre dla mojego rozwoju, ponieważ miałem wtedy 18 lat. Następnie byłem rezerwowym w Leicester, gdy wygrywaliśmy League One [w 2009 roku] i w kolejnym sezonie w Championship. Później doznałem poważnej kontuzji nadgarstka i nie zaproponowano mi nowej umowy. Trafiłem do Accrington Stanley [League Two], gdzie rozegrałem dobry sezon zakończony udziałem w fazie play-off. Potem przeniosłem się do Oldham Athletic [League One], gdzie również regularnie występowałem, a także zaliczyłem krótkie wypożyczenie do Portsmouth. A teraz jestem tutaj.

W Oldham grałeś z innymi zawodnikami o polsko brzmiących nazwiskach...

Z dwoma. James Wesołowski, który jest pomocnikiem, był razem ze mną jeszcze w Leicester. Jest Australijczykiem. Jego dziadek pochodził z Polski, ale on sam nie mówi po polsku. Ten drugi to James Tarkowski, obrońca, który właśnie podpisał kontrakt z Brentford.

Przechodząc do Burnley latem ubiegłego roku, spodziewałeś się, że zarówno drużynę, jak i klub czeka tak wyjątkowy sezon?

Trudno powiedzieć. Przechodząc do nowego klubu, tak naprawdę nie wiadomo, czego należy oczekiwać. Zaczęliśmy od dobrego okresu przygotowawczego do sezonu. Od tamtej pory cały czas ciężko pracujemy i nie spoglądamy przed siebie dalej niż na najbliższy mecz, dzięki czemu osiągamy dobre wyniki. Sądzę, że rozgrywamy naprawdę dobry sezon. Co najważniejsze, dajemy z siebie wszystko jeden za drugiego na treningach: głowy w dół i tak trzymać!

Jak porównałbyś ten klub do innych, w których wcześniej byłeś?

To chyba najlepsze miejsce. Całe otoczenie, treningi... [w tym momencie przechodzący obok Brian Stock zachrapał na widok Alexa udzielającego wywiadu] ... rzeczy takie jak ta! Czerpię radość z każdej minuty. Pod względem piłkarskim to prawdopodobnie najlepszy rok w mojej dotychczasowej karierze.

Jesteś zmiennikiem byłego bramkarza Manchesteru United, Toma Heatona. Jak układają się wasze relacje?

Tom rozgrywa bardzo dobry sezon i utrzymuje bardzo równą formę. Z tego, co kojarzę, zachował jak na razie 17 czystych kont. Ja ciężko pracuję, aby wywierać na nim presję i, jeżeli cokolwiek się wydarzy, być gotowym do gry. Sądzę, że poprzez swój sposób pracy na treningach zarówno zmusiłem jego do wytężonego wysiłku, jak i sam staram się wywalczyć sobie miejsce w składzie.

A jak wygląda współpraca z menedżerem Seanem Dychem i jego sztabem szkoleniowym, zwłaszcza trenerem bramkarzy Billym Mercerem?

Układa się bardzo dobrze. Billy Mercer ciężko ze mną pracuje. Sądzę, że dokonałem dużego postępu na przestrzeni tego sezonu. Jestem im wdzięczny za postawienie i ściągnięcie mnie tutaj.

Wracając do Polski, masz na swoim koncie występy w młodzieżowej reprezentacji...

Rozegrałem dwa mecze na poziomie do lat 17. To było w 2006 roku. Następnie trafiłem do reprezentacji Australii do lat 20 i zanotowałem w niej pięć występów.

Zostałeś dostrzeżony, grając w drużynach młodzieżowych Leicester?

Tak sądzę. Mój agent wykonał telefon [do Polskiego Związku Piłki Nożnej], ponieważ ich skauting nie sięgał tak daleko. Pojechałem na zgrupowanie i miałem nawet wziąć udział w mistrzostwach Europy, ale zespół nie zdołał się do nich zakwalifikować. Później dostałem powołanie do reprezentacji Australii.

W najbliższy weekend Burnley ma szansę przypieczętować słowo p [Dyche zabronił używać w klubie wyrazu promotion oznaczającego awans)...

[Uśmiech] W dalszym ciągu kontynuujemy swoją pracę, nie patrzymy dalej niż na najbliższy mecz i gramy o zwycięstwo. Tyle.

To byłby świetny sezon, gdyby zarówno Leicester, jak i Burnley wywalczyły słowo p...

To prawda. Pod warunkiem, że będziemy pracować tak jak do tej pory. Jeżeli tak się stanie, miejmy nadzieję, że ten sezon okaże się sukcesem. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook