Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 4 maja 2013

Bundesliga podbija Europę (1)

fot. bundesliga.de
Kiedy w sezonie 2008/2009 Bayern Monachium schodził rozbity w proch i pył z katalońskiego boiska, wielu podskórnie przeczuwało, że oto zobaczyli machinę doskonałą, która właśnie zaczęła swój marsz po puchar Ligi Mistrzów. Wtedy rozpoczynał się koszmar całego futbolowego kontynentu. Przeraźliwy i okrutny koszmar, którego ucieleśnieniem byli Pep Guardiola, Leo Messi i spółka. Któż mógł się spodziewać, że już niedługo role się odwrócą i dojdzie do nieoczekiwanej zmiany miejsc.

Dziś, kiedy futbolowi prorocy nie mają wątpliwości i wieszczą koniec ery barcelońskiej, na twarzach fanów piłki kopanej da się zauważyć ulgę. Może to być jednak uczucie chwilowe i złudne. Teraz z niepokojem należy patrzeć na naszych zachodnich sąsiadów. Nie tylko na Monachium, ale na Bundesligę ogółem. Niemcy, dzięki skrupulatnym i wykonywanym z lodowatą precyzją manewrom piłkarskim, zapoczątkowanym przeszło dekadę temu, szturmem biorą futbolową Europę.

Na początku była katastrofa

Euro 2000 zakończyło się dla Niemców prawdziwą klęską. Reprezentacja uciułała zaledwie jeden punkt i dostała ostre lanie od Portugalii. Wyglądała na podstarzałą, wypaloną, bez jakiejkolwiek wizji czy choćby nadziei na lepsze czasy.

Kadry zespołów Bundesligi w połowie wypełniali wówczas obcokrajowcy. Drużyna narodowa desperacko poszukiwała dobrych zawodników. Brakowało nowych twarzy, a na horyzoncie nie pojawiali się żadni wybijający się ponad przeciętność młodzi gracze. Doszło do tego, że ratunku musieli szukać w naturalizowaniu zawodników, np. w ataku reprezentacji występował swego czasu Brazylijczyk Paulo Rink.

Kolejnym ciosem był kres imperium Kircha, posiadającego prawa do transmisji ligi. Upadek spółki Kircha dla większości klubów był finansowym szokiem. Trudności jakie potem napotkały w związku z opłatą wysokich kontraktów graczy i spłatą zadłużenia, spowodowały swoiste przebudzenie. Włodarze ekip zdali sobie sprawę, że powinni być bardziej ostrożni w kwestiach pieniężnych – opowiada Christian Seifert, prezes DFL.

To wtedy najważniejsze osobistości tamtejszego futbolu poczęły intensywnie główkować nad zmianami. Sygnał do totalnej przebudowy dał ówczesny prezydent federacji piłkarskiej Gerhard Mayer-Vorfelder. Tuż po beznadziejnych Mistrzostwach Europy powołał do życia komisję, której zadaniem była analiza i ocena sytuacji oraz ustalenie działań niezbędnych do zrekonstruowania niemieckiego futbolu.

Inspiracja od sąsiadów

Pierwszym rzeczywistym krokiem w stronę odbudowy było stworzenie DFL (Związku Niemieckiej Ligi Piłkarskiej). Nowopowstały związek, sprawujący pieczę nad pierwszą i drugą Bundesligą, uchwalił bowiem rygorystyczne kryteria, które musiał spełnić każdy klub, pragnący stanąć w ligowe szranki. Zgodnie z nimi wszystkie zespoły miały posiadać własne akademie, stosowną ilość boisk oraz nowoczesne kompleksy treningowe. W sekcjach juniorskich powinni pracować fizjoterapeuci, a szkoleniem młodzieży mogli zajmować się wyłącznie licencjonowani trenerzy. Liczbę drużyn i opiekunów ustalono odgórnie.

Proces kształcenia wszędzie pozostaje identyczny. Szkółki uczą piłkarskiego rzemiosła wedle ścisłych wytycznych. Zaczynają kształcić dzieci w precyzyjnie określonym wieku. Rąbka trenerskiej tajemnicy uchyla nieco, Thomas Albeck, szef działu szkolenia w Vfb Stuttgart: Już na początkowym etapie nauczania kładziemy nacisk głównie na rozwój umiejętności technicznych. Szkolenie rozpoczynamy od dziewięciolatków. Najpierw grają oni na niedużych boiskach, czterech na czterech, by doskonalić zdolności indywidualne. Wraz z wyższymi rocznikami do zespołów dodajemy po zawodniku.

Wzorem stały się systemy francuski oraz holenderski, dokładniej narodowa akademia futbolu z Clairefontaine i szkółka Ajaxu Amsterdam. Naśladując sąsiadów, władze federacji dążyły zwłaszcza do podniesienia jakości szkolenia i ujednolicenia standardów.

Toteż po kraju rozjechały się specjalne mobilne jednostki trenerskie. Odwiedzały one wszystkie, nawet te zapomniane przez świat, zabite dechami wioski i doradzały jak szkolić juniorów, udzielały instrukcji oraz wskazówek. Polem naszego działania są wszystkie, nawet te najmniejsze ekipy. Każdy profesjonalny gracz zaczynał kiedyś karierę w małej drużynie - tłumaczy Seifert.

Na przestrzeni kilkunastu lat w Niemczech utworzono czterysta narodowych centrów szkoleniowych. Są one skrupulatnie kontrolowane i poddawane ocenie, na podstawie, której wystawia się certyfikaty jakości. 29 najlepszych z nich współpracuje z klubami z Bundesligi. Po mundialu w 2006 roku w państwie powstało ponad tysiąc niewielkich boisk, na których dzieci stawiają pierwsze piłkarskie kroki. W programie szkoleniowym ogółem bierze udział około dwudziestu tysięcy nauczycieli wychowania fizycznego.

Od 2002 roku kluby zainwestowały w akademie przeszło 700 milionów euro. Niemal każdy wybudował bądź zmodernizował swoją szkółkę piłkarską w ostatnich dziesięciu latach.

Reformy zainicjowane dekadę temu, zupełnie odmieniły Bundesligę. Dziś to już kompletnie inne rozgrywki. Zmieniły się nawyki i sposób myślenia Niemców o futbolu. Trenerzy coraz chętniej promują młodych, zdolnych zawodników, potrafią im zaufać, dać czas na rozbłyśnięcie. Obecnie multum ekip to swoiste kuźnie talentów, gdzie nie spojrzysz, na którekolwiek boisko nie zajrzysz, tam zobaczysz uzdolnionego młokosa.

Ponad połowa z biegających po pierwszoligowych murawach graczy została ukształtowana w rodzimych szkółkach. Zespoły w swoich kadrach mają statystycznie piętnastu takich zawodników. W akademiach szkolimy jakieś pięć tysięcy chłopców. Obecnie 15 procent Bundesligi stanowią gracze poniżej 23 roku życia - chwali się Seifert.

Niemiecki porządek

Nie byłoby przeprowadzonej z wielkim rozmachem przebudowy systemu szkolenia bez odpowiednich inwestycji. Klubów nie byłoby stać na rozbudowę supernowoczesnej infrastruktury i pompowanie pieniędzy w sekcje młodzieżowe bez odpowiednich środków. O zasobność portfeli nie muszą się jednak martwić. Tym, co je wyróżnia w Europie to drobiazgowa, wręcz pedantyczna dbałość o finanse.

Podlegają one rygorystycznemu prawu zawartemu w dwustustronicowym kodeksie piłki, który - pośród mnóstwa reguł - zawiera dokładne zalecenia, dotyczące m. in. dopuszczalnego zadłużenia. Kluczową sprawą jest to, czy drużyny zachowują należytą płynność finansową, która pozwoli im rywalizować w lidze w najbliższym sezonie – wyjaśnia Seifert. Te, które nie stosują się do ustanowionych w przepisach norm, mogą zostać ukarane grzywną i odjęciem punktów.

W 2009 pod kreską były raptem trzy: Schalke 04 Gelsenkirchen, Borussia Dortmund oraz Hertha Berlin.

Zgodnie z raportem, ogłoszonym parę miesięcy temu przez federację, rozgrywki w 2012 przyniosły rekordowy dochód dwóch miliardów euro. To o 140 mln więcej niż rok wcześniej. Po odliczeniu podatku drużyny wygenerowały przychód w wysokości 55 milionów. 14 z 18 pierwszoligowców zakończyło ubiegły rok na plusie.

Nad niemiecką ligą pieją z zachwytu dosłownie wszyscy, wielu wróży jej świetlaną przyszłość, wypełnioną latami niezachwianej hegemonii, a profesor wydziału ekonomii Uniwersytetu w Coventry, Simon Chadwick, jej przewagi upatruje w sposobie finansowania i zarządzania: Bundesligę uważa się za modelowy przykład finansowej stabilności oraz dobrego zarządzania.


***
Drugą część artykułu znajdziecie TUTAJ - a w niej o tym, dlaczego Bundeslidze nie grozi inwazja arabskich petrodolarów, dlaczego bije rekordy popularności, oraz w jaki sposób dogania wyprzedzającą ją do niedawna o lata świetlne angielską Premier League.
Kamil Kaźmierczak
comments powered by Disqus
facebook