Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 16 października 2013

Boniek traci magię?

fot. uefa.com
To nie była zła decyzja. To nie był zły styl. Poprzednie rządy mogły kompletnie to pożegnanie spartolić. Wyprowadzić Fornalika na środek Wembley i tam zwolnić, czy dokonać tego po wtargnięciu na jego konferencję prasową.

A do konferencji Waldemar Fornalik nie miał szczęścia, bo kluczowe dla jego losów spotkania z przedstawicielami mediów odbywały się bez jego udziału. Polski Związek Piłki Nożnej zatrudniał go w oparach absurdalno-śmiesznych teorii Antoniego Piechniczka, który przypominał o podziale administracyjnym kraju, debatował na temat hutnictwa i przemysłu ciężkiego w latach transformacji, z rozrzewnieniem wspominając to jak po kościach dostały PGR-y. Tak, Zbigniew Boniek może i czasem w charakterystyczny dla siebie sposób gubił wątek lub mieszał kilka na raz, ale do prawdziwego mistrza konferencji Antoniego Piechniczka mu było daleko - jak i Fornalikowi do sali, w której wtorkowe spotkanie się odbywało.

- PZPN i ja, jako prezes wiemy, kto powinien być selekcjonerem reprezentacji Polski - zaczął Zbigniew Boniek - Natomiast do końca graliśmy fair. W tym wypadku oznaczało to udawanie, że Waldemar Fornalik wciąż spełnia te warunki, chociaż od miesięcy zmierzało to w kierunku tej konferencji podsumowującej eliminacyjną klapę.

Szkoda, że już w następnym zdaniu miało się skończyć wszystko, co było ciekawe. Zawiódł prezes Boniek, bo on już wie (ale nie powie) i przez następne czternaście dni z uśmiechem mistrza ceremonii będzie w wyśmiewającym, szyderczym tonie "ćwierkał" o najnowszych propozycjach dziennikarzy i kibiców, klasyfikował te wymysły jako absurdalne lub niemożliwe?

Pogoń za tzw. "złotą asystą" została niejako ułatwiona, bo przecież kilka cech charakterystycznych przyszłego selekcjonera Zbigniew Boniek podał. Jego wiedza o przyszłym szkoleniowcu kadry opiera się jednak nie na konkretnym nazwisku, ale wizji, którą ma prezes. O ile oczywiście nie jest to jego kolejny trik, zmyłka podobna do tych z jakich słynął na boisku - wtedy zostawiał w tyle obrońców, dziś zrobi to z dziennikarzami, chociaż, jak równie szybko wyszło w pokonferencyjnym studiu Orange Sport, do dogadania się z przyszłym selekcjonerem ponoć zostały tylko szczegóły. Taka to jego gra.

Kluczowy problem jest w tym, że Zbigniew Boniek chyba nie do końca zrozumiał oczekiwania mediów i kibiców co do jego roli. Nie opiera się ona na zbawiennych, ale jednoosobowych decyzjach, które z doradcami będą konsultowane - największym marzeniem Polaków, których łączy piłka, jest transparentność federacji, która nią zarządza. Tymczasem dzisiejsza konferencja nie tyle się odbyła, co została odbębniona, by przez następne dwa tygodnie prezes miał spokój wybierając następcę Fornalika, a nie odpowiadając na te same pytania dziennikarzy.

A może po prostu przeprowadzona dla asekuracji, gdzie te dwa tygodnie będą strefą buforową między negatywnymi emocjami Waldemara Fornalika i uradowaniem jego następcy? Jeśli tak się faktycznie zdarzy, to prezes Boniek sam nada dyskutowanej konferencji jeszcze większej groteskowości, przy okazji potwierdzając najgorsze obawy największych pesymistów - że ten, który miał kruszyć betonowe mury związku, jeszcze te fortyfikacje umacnia.

Bo przecież z jednej strony prezes stwierdził, że nie chce rozmawiać na temat tego, jak będzie wybierał selekcjonera (bo to jego sprawa), a z drugiej też nie bardzo miał ochotę na dyskusję o pracy Waldemara Fornalika ("bo wejdziemy w aspekty techniczne"). Wydaje się, że poza kilkoma dobrze związanymi myślami na temat odpowiedzialności samych kadrowiczów, tego jakie dali obietnice dzień po zakończeniu rywalizacji w Euro 2012, nie było tam żadnego konkretu. Wręcz nawet wydaje się, że przez prawie godzinę dziennikarze dowiedzieli się jednego - że grają zgranymi kartami, że źle typują, że nie ich wskazań reprezentacja potrzebuje, że w gruncie rzeczy Fornalikowi i piłkarzom zabrakło szczęścia.

Martwi także to, że prezes czekające go zadanie chce wziąć na szybko, "bo pewne rzeczy tak załatwia się lepiej". Tak więc rozmowa może być krótka, może nie będzie konsultacji (i to nie takich, jak w wypadku wpływów Antoniego Piechniczka), może Zbigniew Boniek zdecyduje sam - i dzisiejsza konferencja wręcz sugeruje, że tym ostatnim chce on zabłysnąć. - Ja w piłkę grałem, ja tego dotykałem i wiem jak to wygląda - mówił Zbigniew Boniek także dyskutując o suwerenności jego wyboru selekcjonera. Tylko czemu wierzy, że tą kartą bije wszystkie inne?

Koniec końców to nie była konferencja, ale zbiór monologów prezesa na rzucane i wyłapywane mniej lub bardziej przypadkowo wątki - reprezentacje młodzieżowe, odpowiedzialność za szkolenie, lektura gazet pod szkolnym biurkiem, organizacja gry obronnej w celu odebrania piłki czy technika wykonania autów przez reprezentację w meczu na Wembley.

Jakby Zbigniew Boniek nie chcąc jeszcze ogłaszać następcy, nie chcąc dyskutować o poprzedniku, po prostu zrobił coś, czym mógłby zapełnić medialną pustkę do momentu nominacji swojego selekcjonera. Są tacy, którzy naprawdę wierzyli, że podobne mało sensowne akcje były domeną raczej jego poprzedników i choć zabrakło tej absurdalności Laty czy Piechniczka, to z napompowanego przez całe polskie środowisko piłkarskie balonika prezesury Zbigniewa Bońka znów uleciało trochę magii. I to wcale nie za sprawą wyników kadry Waldemara Fornalika. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook