Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 3 września 2013

Bogactwo Borussii, pozorne bogactwo Bayernu

fot. bundesliga.de
Na murawie cisza po burzy, na rynku transferowym starym zwyczajem też cisza, natomiast prawdziwa burza i niesamowite zamieszanie w siedzibie DFL. Najdłuższa w tym sezonie kolejka niemieckiej Bundesligi znów obrodziła w emocje, tym razem na szczęście więcej było tych pozytywnych.

Po rekordowej poprzedniej serii gier (aż osiem czerwonych kartek, najwięcej w ponad 50-letniej historii ligi!) bundesligowcy wreszcie zamiast na kopaniu po nogach, skupili się na kopaniu piłki. Efekt? W czwartej kolejce do szatni przed zakończeniem meczu odesłany został już tylko jeden piłkarz, i to w derbach, zresztą według części obserwatorów niesłusznie. Z Pinolą czy już bez Argentyńczyka na boisku Norymberga w kolejnym meczu o prymat w Bawarii była tylko tłem dla przeciwnika. O ile jednak porażkę z Bayernem, w dodatku po zaciętej walce, kibice potrafili przełknąć, tak słabiutką postawę przeciwko Augsburgowi wybaczyć już trudno. Słaby wynik w derbach to jednak żadna nowość: rok temu "Club" był jedyną obok Werderu ekipą, której w całym sezonie nie udało się pokonać "Koniczynek" z Fürth, czyli jednej z najsłabszych drużyn kiedykolwiek występującej na niemieckich salonach.

*

Powrót do normalności, świat wywrócony do góry nogami i gol strzelony na Westfalenstadion. Tak w skrócie można scharakteryzować dotychczasową postawę bundesligowców z Dolnej Saksonii. Cuda dzieją się w Wolfsburgu. "Wilki", które w zeszłym sezonie zgarnęły u siebie więcej punktów tylko od Fürth, na własnym boisku są teraz bezbłędne, jednak z wyjazdowego potentata (w tym aspekcie rok temu lepsza okazała się tylko czołowa trójka!) stały się chłopcem do bicia. W czwartej kolejce Wolfsburgowi przyszło na szczęście grać przed własną publiką, a najbardziej słownym jego zawodnikiem okazał się Ivica Olić. Chorwat, krytykowany ostatnio zwłaszcza przez Allofsa za nieskuteczność, obiecał w tygodniu, że strzeli gola i... słowa dotrzymał. -Wszystko robiłem dobrze, solidnie trenowałem, dlatego wiedziałem, że bramki w końcu muszą przyjść, tłumaczył napastnik po meczu. Natomiast szara (a może wreszcie kolorowa?) codzienność wraca do Hanoweru. "Die Roten" znowu są nie do zatrzymania u siebie, znowu kuleje ich obrona, w trakcie meczu standardowo przypałętał się jakiś uraz, a wszyscy napastnicy strzelają jak jeden mąż, nieważne, czy grają cały mecz, czy tylko kwadrans. Trochę po cichu podopieczni Slomki wskoczyli właśnie na podium, a muzyka w Hanowerze gra głównie dzięki jednej postaci, co już po szybkim rzucie oka nie może dziwić.


fot. t-online.de

*

To była też kolejka przełamań, a swoje pierwsze zwycięstwa zanotowały ekipy z Hamburga, Stuttgartu i Gelsenkirchen. Trzy zespoły, które do soboty zebrały w sumie w lidze jeden punkt i strzeliły 11 bramek, przejechały się po rywalach niczym walcem: 12 gol i komplet oczek. W najbardziej okazałym stylu wygrał Stuttgart, który zapakował "Wieśniakom" aż sześć goli. Jeszcze kilka dni temu trener gości, Markus Gisdol, opowiadał, że równie dobrze może wystawić jedenastkę złożoną z 18-latków, co z 35-latków, bo w piłce liczą się umiejętności, a nie metryka. W Stuttgarcie posłał więc do boju najmłodszy skład w tym sezonie i już po godzinie gry nie było czego zbierać. Zdaniem Tomasza Hajty w osobie Maxima objawiła się nowa gwiazda ligi (zgadujemy, że były trener ostatnie pół roku spędził w jaskini), a 17-letni Timo Werner dobitnie pokazał, gdzie obecnie szkoli się najzdolniejszą młodzież w Niemczech. Thomas Schneider na ławce "Szwabów" zaczyna jak Keller w Schalke: szybki wylot z pucharu (w jego przypadku to Liga Europy, w przypadku Kellera Puchar Niemiec) i zwycięstwo w lidze. Czyli za rok w Stuttgarcie Liga Mistrzów.

Groźba wyłączenia w klubie wszystkich ruchomych schodów i wind powrotu do Hamburga Felixa Magatha mobilizująco podziałała też na piłkarzy Finka, którzy nie zostawili żadnych złudzeń beniaminkowi z Brunszwiku. Gładkie 4:0, debiutancki gol Zouy i popisowe 10 minut w wykonaniu niedoszłego już reprezentanta Niemiec, Hakana Çalhanoğlu, który w pierwszym kontakcie z piłką wbił gola, a kolejnego dołożył w doliczonym czasie gry z rzutu wolnego. Mesjaszem defensywy Hamburga zgodnie z przewidywaniami okazał się Johan Djourou, a HSV po raz pierwszy od długich 13 kolejek (marzec 2013) zagrało na zero z tyłu. Nic w tym jednak dziwnego, skoro René Adler bardziej niż na bronieniu dostępu do własnej bramki skupiony był na... rozgrywaniu piłki. Wymarzony kapitan hamburskich kibiców zaliczył mniej kontaktów z piłką niż zaledwie czterech (!) graczy na boisku i raz po raz słał długie, dokładne podania w strefę obrony gości, tworząc kolejne okazje bramkowe.



I w całym tym szaleństwie Hamburg musi tylko pamiętać, że grali z zespołem, który sezon rozpoczął gorzej niż przed rokiem Greuther Fürth.

*

Co słychać w Dortmundzie i Monachium? Z marginalnym wkładem Roberta Lewandowskiego i zaledwie dwoma kwadransami dobrej gry w ligowym sezonie Borussia jest liderem i jednocześnie jedynym zespołem w całej lidze, który nie zgubił jeszcze punktów. A Bayern po spotkaniu z Chelsea świętuje pierwszy tytuł Guardioli liże rany i ubolewa, że bogactwo w środku pola okazało się jedynie pozorne. Już wcześniej na dłużej wypadł Thiago, Götze może się cieszyć, że jego rozbrat z piłką potrwa tylko trzy tygodnie, Javiego Martíneza czeka operacja pachwiny, a u Bastiana Schweinsteigera znów odezwała się prawa kostka. Jeśli dodamy do tego problemy zdrowotne Kirchhoffa, a nawet młodziutkiego Højbjerga, to okaże się, że Guardiola w osobie Toniego Kroosa ma obecnie do dyspozycji zaledwie jednego środkowego pomocnika. W Monachium na reprezentacyjną przerwę nikt więc już nie narzeka.

*

Na Wyspach ostatni dzień okienka transferowego to jeden z najciekawszych momentów całego sezonu, a Harry Redknapp udzielający wywiadu z samochodu to już scena kultowa. W Bundeslidze "Ordnung muss sein", więc na ostatnią chwilę uzupełnia się tylko kadrę albo oczyszcza ją z niepotrzebnych elementów. Jeśli chcielibyśmy wskazać najciekawszy wczorajszy ruch na niemieckim rynku, to wybieralibyśmy między Hasebem w Norymberdze a Barnettą we Frankfurcie. To wiele tłumaczy. Znacznie ciekawsze niż transfery było za to zamieszanie ze sławetną już listą transferową. Jeszcze zimą obowiązywał przepis, że zawodnik sprowadzany do ligi albo z niej transferowany musi do południa ostatniego dnia okienka zostać zgłoszony do DFL. Taki komunikat wydał też rano związek, a po zaledwie kilku godzinach go skorygował i w przypadku transferów za granicę uprzednie zgłoszenie zawodnika na listę nie było już koniecznie. Na takiej zasadzie Bundesligę opuścił m.in. Roman Hubník, który trybuny w Berlinie zamienił na Ligę Mistrzów z Victorią Pilzno.

*

Na koniec nowość: cytat kolejki, w tym przypadku prawdopodobnie też cytat całego sezonu. Ta wypowiedź szturmem zdobyła internet, ale warta jest powtórzenia. Jeszcze kilka tygodni temu nowy nabytek Schalke, a były piłkarz Dortmundu, opowiadał, że to właśnie Borussia jest jego ulubionym klubem w Niemczech. Zapytany o to stwierdzenie na prezentacji, odparł: -Wczoraj to się zmieniło. Teraz ulubioną drużyną jest Schalke. Tak z Bundesligą ponownie przywitał się Kevin-Prince Boateng, równowartość Nicolaia Müllera i Thomasa Tuchela razem wziętych.

Marcin Olton
comments powered by Disqus
facebook