Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 22 lipca 2014

Berg pod ścianą, Piast celuje w gwiazdę

fot. gornikzabrze.pl
Pierwsza kolejka Ekstraklasy nie obfitowała w wiekopomne wydarzenia, ale nie brakowało takich, które skalą zaskoczenia dorównywały występowi Kostaryki w ćwierćfinale Mundialu. Hatrick Vojo Ubiparipa zdecydowanie się do nich zalicza.

Po fatalnym występie w eliminacjach LE poznaniacy zdołali odbić się od dna. Duży udział miał w tym Jan Polak, który w niedzielnym meczu prezentował zachowania podobne do tych, jakimi popisywał się Hubert Wołąkiewicz w meczu z Pogonią. Gdy Kownacki zdobywał gola głową, przed ruszeniem do piłki pośliznął się i musiał się podeprzeć rękami, ale nawet to nie pozwoliło Polakowi wygrać z nim walki o pozycję. Obrońca Piasta był podobnie spóźniony przy każdej z bramek Ubiparipa. Pytanie tylko, kto będzie się śmiał ostatni, bo Serb zeszły rok również zaczął obiecująco, a jak się skończyło - pamiętamy.

***


Skoro już mowa o Piaście Gliwice, warto przypomnieć, że zeszłego lata zrobili interes dekady. Trafił do nich Collins John, były zawodnik Fulham, który rozegrał w Premier League 95 meczów i zdobył 20 goli. Ponadto jest to brat słynnego Oli Johna, znanego z Twente i Benfiki, a obecnie grającego w HSV. Holenderski napastnik znakomicie wprowadził się do zespołu, a Marcin Brosz przekonywał, że w przeciągu miesiąca odzyska fizyczną sprawność i znacząco wzmocni atak Piasta. Z niewytłumaczalnych powodów John nie zdołał się fizycznie odbudować przez 6 miesięcy, jakie spędził w Gliwicach. Tym razem działacze klubu z Gliwic nie popełnią tego samego błędu - do ich klubu właśnie trafił Dawid Janczyk, który będzie miał aż 2 dni więcej na dojście do formy fizycznej (podpisał kontrakt 2 dni wcześniej niż rok temu John). Janczyk był swego czasu wartościowym zawodnikiem młodzieżowej reprezentacji Polski, Legii Warszawa, CSKA Moskwa, KSC Lokeren i Germinalu Beerschot, można zatem z góry założyć, że Piast pozyskał świetne wzmocnienie za niewielką cenę.

***


Pod ogromnym ciśnieniem medialnym znajduje się obecnie Henning Berg, który po dwóch porażkach na krajowym podwórku i remisie w eliminacjach LM ma podstawowy problem - jak poprawić grę Legii. Pewne zdziwienie budzi to, że porzucił wykorzystywaną wiosną żelazną jedenastkę i zaczął stosować system rotacyjny. Na początku sezonu kiepskie wyniki w lidze nie stanowią żadnego problemu, choćby z powodu podziału punktów, ale gdy najlepszy skład remisuje z zespołem z Irlandii, jest się czym martwić. Urlop chyba jednak zaszkodził niektórym piłkarzom. W meczu z St. Patrick's Brzyski dośrodkowywał niczym, przykładowo, Krzysztof Nykiel, a Michał Żyro kompletnie zapomniał, że jako prawy pomocnik ma też obowiązki w defensywie. Po kolejnej groźnej sytuacji zebrał ogromną burę od, jak można było sądzić, swojego osobistego trenera mentalnego, czyli Kuciaka.

***


Nowe-stare formacje zobaczyliśmy w spotkaniu Cracovii z Górnikiem. Nieco lepiej swoje zadania wypełniali zawodnicy trenera Dankowskiego, a mocno wspomagali ich w tym rywale, którzy starali się większość długich podań kierować na głowę Błażeja Augustyna. Po szybko zdobytym golu były obrońca Catanii nabrał animuszu i wybijał niemal każdą górną piłkę. Ostatecznie przyczynił się również do zdobycia drugiej bramki, ale przy niej klasą wykazał się głównie Zachara, wykorzystując charakterystyczną dla polskich obrońców skłonność do kładzenia się na murawie, gdy napastnik zasugeruje, że będzie strzelał. Cracovia co prawda miała o jednego obrońcę więcej, co pozwalało im popełniać więcej błędów, rzecz w tym, że między nimi a defensywnymi pomocnikami ziała 20-metrowa dziura. Podobnie zresztą między pomocnikami a napastnikami, bo do wejścia Stebleckiego nie było widać w składzie Cracovii ofensywnego pomocnika. Najwidoczniej profesor Filipiak musi jeszcze wysupłać nieco drobnych, by załatać tę lukę.

***


Michał Probierz i Patryk Tuszyński odgryźli się swojemu byłemu klubowi, a inny faworyt do mistrzostwa, mianowicie Lechia, zanotował zawstydzający wynik na początek sezonu. Biorąc jednak pod uwagę ruchy transferowe wykonywane przez gdańszczan, trudno uznać, by był to dobrze zgrany zespół. Co prawda trener Machado dobrze zidentyfikował jeden ze swoich słabych punktów (Pawłowskiego), ale drugi już pozostał na boisku (Valente). Zresztą 3/4 linii obrony znakomicie ułatwiło zdobycie drugiej bramki Tuszyńskiemu, zapominając o tym, by przesunąć się do niego, gdy otrzymywał podanie na czystej pozycji.



Ostatecznie Lechię uratowali od przegranej Piotr Wiśniewski i Marek Wasiluk. Co prawda, ten drugi gra w Jagiellonii, ale w razie spodziewanej klęski zawsze warto wykorzystać zalety piątej kolumny. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook