Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 29 listopada 2013

Arogancja i buta

fot. uefa.com
Pesymiści powiedzą: polska piłka sięgnęła dna. Optymiści żywo zaprzeczą: ależ skąd, jeszcze do niego daleko. 78. miejsce w rankingu FIFA, reprezentacja kończy grupę eliminacyjną jedynie powyżej San Marino i Mołdawii, a Legia, która jako jedyna dobrnęła do fazy grupowej i to zaledwie Ligi Europejskiej, ma po 5 meczach 0 punktów i 0 bramek. Polski kibic zapewne zapytuje sam siebie: czym zawiniłem?

Po czym dochodzi do wniosku, że niczym (z grubsza tak, choć pamiętamy podpalanie stadionu...), a winni są gdzie indziej. Krytykuje zatem piłkarzy za brak zaangażowania (niezbyt słusznie), braki techniczne (bardziej słusznie), krytykuje trenerów za nieumiejętność prowadzenia zespołu (być może) i prezesów klubów za nieudane transfery (z całą pewnością, ale za co kupić lepszych?). Po tej całej litanii kupuje bilet na następny mecz. Czasem rezygnuje.

Rzecz w tym, że wszystkie wyżej wymienione osoby w niezbyt dużym stopniu odpowiadają za katastrofalny - nie bójmy się tego słowa - stan polskiej piłki. Przy czym mowa tu głównie o poziomie gry, bo kibice są odrobinę bardziej kulturalni niż kiedyś, stadiony się ciągle budują (choć nie w Zabrzu), a infrastruktura i ośrodki treningowe poprawiają poziom. Ale gdy już pojawiają się jacyś młodzi i utalentowani piłkarze (dla przykładu, Furman i Łukasik), to jeden przyznaje, że nie chce mu się trenować rzutów wolnych, a drugi z kolei jest krytykowany za słabą grę, choć tak naprawdę chodzi tu o zbyt wolny (w mniemaniu kibiców) rozwój. Czy jest jakaś osoba lub instytucja bezpośrednio winna tego wszystkiego?

Na pewno nie ma jednej takiej osoby, ale można wskazać parę przykładów, które powinny się odbić znacznie szerszym echem. W 2009 roku Rafał Stec z Gazety Wyborczej napisał list otwarty do Jerzego Engela, który nieco wcześniej został w PZPN dyrektorem ds. szkolenia (niestety tekst zniknął już ze strony sport.pl). Pytał w nim m.in., czemu polscy piłkarze są znacznie słabsi od serbskich i co można zrobić, by globalnie poprawić poziom wyszkolenia piłkarzy. Temat został jednak kompletnie zignorowany, a ówczesny dyrektor ds. szkolenia popisał się choćby takimi argumentami: Nie tak dawno polska reprezentacja rywalizowała z reprezentacją Serbii w grupie eliminacyjnej i to my a nie Serbowie awansowaliśmy do finałów Mistrzostw Europy oraz Pan Stec nie pisze o rzeczywistych problemach polskiej piłki nożnej młodzieżowej, na których poprawę PZPN nie ma żadnego wpływu, bo leżą one w gestii Samorządów i właścicieli klubów (całość do przeczytania tutaj). Pierwszy argument, jak wiadomo, dawno stracił swój sens, bo z awansu na Euro 2008 nie wyniknęło nic pozytywnego na dłuższą metę. Drugi dotyka poważnego problemu, ale, co ciekawe, przekonuje, że PZPN nie ma na szkolenie młodzieży żadnego wpływu. Biorąc pod uwagę, że to PZPN wydaje licencje dla klubów zatrudniających zawodowych piłkarzy, ciekawa musi być podstawa takiego stwierdzenia. Być może stał za tym jakiś głębszy sens - niestety, wyjaśnienia zabrakło. Ogólny przekaz tekstu był jasny - polska piłka ma się dobrze, a PZPN ma związane ręce. Winne natomiast są kluby. Cóż, to kolejna sprawa, ale jednego Jerzy Engel nie wziął pod uwagę - kluby sportowe są obecnie podmiotami gospodarczymi i w ich interesie na pewno nie leży tylko i wyłącznie wydawanie pieniędzy na szkolenie młodych zawodników, bo w przeciwnym razie byłyby organizacjami non profit. Kluby są zainteresowane tylko i wyłącznie wynikiem finansowym (i ściśle z nim powiązanym wynikiem sportowym), a to PZPN ma możliwości, by wymusić na klubach wydawanie odpowiednich kwot na szkolenie młodzieży, która w dalszej perspektywie może (choć nie musi) być również czynnikiem działającym pozytywnie na ich wynik finansowy.

Niewiele lepiej radził sobie Antoni Piechniczek, który zabłysnął stwierdzeniem: Wy sobie ubzduraliście, że liga jest słaba i wszyscy powinni wyjeżdżać. Bzdura absolutna. W polskich warunkach można nauczyć się grać, można grać dobrze i robić postępy, a potem wyjechać, już jako ukształtowany piłkarz. Gdzie został sprzedany Zbigniew Boniek? Do drużyny azerskiej czy do Juventusu? Józef Młynarczyk wylądował w Porto i zdobył Puchar Europy. Akurat decyzja w sprawie wyjazdu w każdym przypadku może być inna, ale sugerowanie, że polska liga jest dobra, bo Boniek trafił do Juventusu, a Młynarczyk do Porto, ocierało się o absurd. Dbanie o public relations polskiej piłki, którą ludzie tego pokroju uważają za swoją dziedzinę, doprowadziło do tego, że w publicznych wypowiedziach kurczowo chwytali się każdego możliwego sukcesu. Tymczasem brakowało większej dbałości o szczegóły.

Na stronach sport.pl można jednak znaleźć znacznie ciekawszy wywiad, w którym pada tyleż niemądrych co sensownych sformułowań. Całość nie napawa jednak optymizmem, bo bije z niej przede wszystkim tęsknota do starych, dobrych czasów, a nie determinacja i pomysł, co i jak należy zmienić, by obecną sytuację poprawić. Pojawiają się tam zarówno takie kwiatki jak: Nie, [kluby] dążą do wyniku przy najmniejszych nakładach (cóż za odkrycie) lub Przyznam, że autentycznie zmusił mnie pan do refleksji. Powiem szczerze, że jak reformowaliśmy i poświęcaliśmy czas na piłkę młodzieżową, to ten temat - klubów - trochę uciekł z pola widzenia. (cóż, każdemu zdarza się zapomnieć). Nic nie jest jednak czarno-białe, o czym usilnie Antoni Piechniczek przekonuje: pojawia się również właściwa diagnoza kilku problemów.

- Szkolenie młodzieży stało się oczkiem w głowie wszystkich, trzeba tylko poczekać na efekty. Ale powiem panu, że są tacy, którzy mówią: "Po co dawać na ośrodki, dajcie na kluby". Tyle że kluby pieniądze przejadają. I to jest bardzo trafne stwierdzenie. Tutaj niestety w piersi muszą uderzyć się kibice, którzy żądają wyników, ale rzadko patrzą długofalowo. I w ten sposób zachowują się też prezesi - zwalnianie trenera po kilku kolejkach sezonu nie jest rzadkością. Rzecz jasna, klub jako firma prywatna ma prawo dobierać sobie dowolnie pracowników, sęk w tym, że mało kto sprawdza, czy częste zwalnianie trenerów faktycznie się opłaca. Wystarczy kilka wygranych meczów, by odtrąbić sukces (przypadek z obecnego sezonu - Lechia), a tymczasem brakuje kogoś, kto budowałby strategię klubu w dłuższej perspektywie, o czym pisał już choćby Wojtek Falenta.

- Ale zwracam uwagę, że na kształtowanie piłkarza wpływa całokształt. Klimat panujący w środowisku, a w naszym panuje minimalizm, na trybunach słychać tylko: "J PZPN", w gazetach wypisują takie rzeczy, że jako rodzic w życiu bym dzieciaka nie pchał do piłki. Wszystko, co kreują media, to szambo i korupcja, a rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, złożona i nie można wszystkiego malować jedną barwą. Nietrudno zauważyć, że to akurat się nie zmieniło. Co prawda, z jednej strony traktujemy piłkarzy z góry, gdy tylko przegrywają, za to zdarza się, że wynosimy pod niebiosa tych, którym akurat coś się udało. Często zdarza się tak z bardzo młodymi piłkarzami i zwykle już 4 miesiące później są krytykowani, choć grają identycznie jak na początku - teraz jednak wymagania już urosły. Bo wymagania polskiego kibica rosną bardzo szybko i nieadekwatnie do rzeczywistości (synonimem takiego podejścia jest argument "czy w 40-milionowym kraju nie można znaleźć 11 dobrych piłkarzy?", bezsensowny, jak wiele innych). Sądząc po niektórych wypowiedziach, niektórym ciężko uwierzyć, że w Polsce jest mniej zarejestrowanych piłkarzy niż w Holandii. To jest właśnie samooszukiwanie się. Dominuje ocenianie tylko i wyłącznie po wyniku - po wygranych, po remisach, po strzelonych golach, asystach, od biedy "podaniach do przodu". Brakuje systemowego podejścia - również w ocenie. Tu też jest ogromne pole do popisu, ale należy już do mediów, nie do PZPN.

Dwie powyższe osoby są tylko symbolami pewnego podejścia, ale tak naprawdę winnych jest cała masa. I jak najbardziej należą do nich piłkarze i trenerzy, rzecz w tym, że oni również są produktami pewnego systemu. Każdy z nich odpowiada za siebie, ale tak jak Papuas z Nowej Gwinei nie zostanie światowej klasy specjalistą od IT, tak piłkarz z Polski nie będzie gwiazdą z absolutnego topu ((a jeśli będzie, to w Polsce i tak będzie się go mieszać z błotem). Krytykujemy piłkarzy obecnych w reprezentacji, a co z tymi, którzy pomimo niewątpliwego talentu osiągnęli z tą reprezentacją jeszcze mniej? Krytykujemy obecnych trenerów, a jak ma się do tego działalność poprzedniej ekipy zarządzającej polską piłką? Warto zadawać sobie tego typu pytania, gdy będziemy chcieli następnym razem rozprawiać o tym, jak to w ostatniej chwili ważnego meczu polski piłkarz nie zdobył ważnego gola. Zmieniającego wynik na 1:4. I to oczywiście dlatego, że brak mu zaangażowania. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook