Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 8 marca 2014

Anglicy i Duńczycy a sprawa polska

foto: skysports.com
Papierkiem lakmusowym europejskiej piłki są nie najwięksi i najmocniejsi, ale to, jak inni przyjmują trendy w piłce. Anglicy i Duńczycy robią to nieźle. A jak radzi sobie z tym Polska?

Jeśli ktoś we środę zdecydował się na oglądanie spotkania Anglii z Danią zamiast meczu Polska-Szkocja, Niemcy-Chile czy Hiszpania-Włochy, pewnie mógł się poczuć lekko rozczarowany, chyba, że miał możliwość wyłączenia widowiska i zabrania się za rzeczy bardziej pożyteczne. Mówiąc krótko – na boisku nie działo się zbyt wiele.

Z nudy ciekawość

Ten mecz może stanowić pożywkę dla tych, którzy pomstują na międzynarodowe spotkania towarzyskie. Nie było wielkiej intensywności akcji, była niepotrzebna kontuzja (mowa tutaj o urazie Jacka Wilshere'a, który wyklucza go z gry na sześć tygodni), a zawodnicy generalnie starali się raczej odbębnić to spotkanie i powrócić do klubów. Skoro nie widać wielkiego zaangażowania, to po co je organizować?

Oczywiście to tylko jeden ze sposobów patrzenia na widowisko sportowe. Można mecze oglądać po to, by cieszyć się grą, wymianą ciosów, ale można też spróbować coś zaobserwować i od początku nie nastawiać się na wielkie emocje.

Taki mecz towarzyski to doskonały sposób dostrzeżenia tego, jak obecnie wygląda fundament rozgrywania akcji w piłce nożnej. Piłkarze z kadrą trenowali od poniedziałku, więc raczej nie ćwiczyli wymyślnych schematów. Futbol reprezentacyjny jest ogołocony z barokowych ornamentów taktycznych, a selekcjonerzy starają się raczej sprawę upraszczać, znajdując jak najbardziej pojemny wspólny mianownik sposobu gry zawodników w klubach.

Nowoczesna piłka w swojej średniości

W tym przypadku, obie drużyny miały bardzo podobny sposób gry – próba rozgrywania akcji po ziemi, krótkimi podaniami, już od obrońców. Piłkarze ofensywni zaś często wymieniali się pozycjami. Żadna z drużyn nie dążyła do przesady w tym względzie – szukano po prostu wolnego zawodnika, nie chcąc na siłę przedłużać akcji. Po prostu – najprostsze ujęcie nowoczesnej piłki.

Niestety dla widza złożyło się tak, że Anglicy mimo posiadania niezłych piłkarzy nie potrafili grać drużynowo, a Duńczycy mimo grania drużynowo nie mieli zbyt wielu zawodników, którzy mogliby w kluczowych momentach dodać coś od siebie do akcji.

Anglicy wymienili w tym spotkaniu 627 podań, Duńczycy zaś podawali do siebie 469 razy. Te liczby nie mówią jednak nic bez zestawienia z innymi danymi.

Sześć lat temu, gdy Hiszpanie sięgali po Mistrzostwo Europy, potrafili wymienić maksymalnie jedynie 510 podań, a przez cały turniej średnio podawali do siebie 450 razy w ciągu spotkania. Cztery lata później, podczas Euro 2012, jedenastu finalistów osiągnęło w jakimkolwiek spotkaniu tę pierwszą liczbę, a piętnastu zagrywało do siebie średnio co najmniej 450 razy (za wyjątkiem Irlandii).

Futbol idzie więc w stronę wychodzenia z różnych scenariuszy poprzez umiejętną grę podaniami niż grę indywidualną. Piłka po ziemi wędruje już od obrońców, każdy zawodnik szuka sobie miejsca na boisku, a gdy już tę piłkę ma, to szuka wolnego partnera. Ważne też są przejścia pomiędzy fazami, wtedy zaś można najłatwiej piłkę skierować do bramki lub przeciwnikowi ją odebrać.

Mecz Anglia-Dania jest dobrym przykładem nowoczesnej piłki, bo żadna z drużyn nie miała zarysowanej wyraźnej roli, ani żadna też nie dążyła do skrajności – skupienia się na kontrataku bądź wymianie podań w nieskończoność. Tak wygląda współczesny futbol w pigułce.

Cracovii kaganek oświaty?

I jak tę pigułkę przełyka polska piłka? Jeśli wszystkie wymienione wyżej cechy przyłożyć osobno do każdej z drużyn Ekstraklasy, to wyjdzie nam, że jedynym zespołem, który przynajmniej stara się iść z duchem czasów jest Cracovia.

W ostatnim spotkaniu ze Śląskiem krakowski zespół wymienił 644 podania, które w skali europejskiej nie jest jakimś powalającym wynikiem. Rozegranie zaczynało się już od dwójki Żytko - Mikulić. Próżno szukać w Ekstraklasie zespołu, który tak mocno angażowałby we wszystkie fazy wszystkich zawodników.

Pech Pasów polega jednak na tym, że w tym nowoczesnym stylu gry brną aż do przesady, co rozpatrywane jest jako pierwsza przyczyna ostatnich porażek krakowskiego zespołu. Styl gry, którego wymaga Wojciech Stawowy jest, szczególnie dla polskich piłkarzy, bardzo trudny do opanowania.
To nie jest frywolna gra z dużą swobodą. Potrzeba starannego zaplanowania, cierpliwości i konsekwencji, szczególnie w grze obronnej. Tego wszystkiego Cracovii dzisiaj brakuje.

Nie brakuje jej jednak chęci do gry zgodnie ze swoimi zasadami, które jak widać, są zbieżne z tym, czego wymaga się od nowoczesnych drużyn piłkarskich.

Zbieżne może aż do przesady. Stawowy polskiej piłce jest jednak potrzebny. Pokazuje, że z piłkarzy o umiejętnościach najwyżej średnich potrafi zrobić coś więcej. Gdy pomagało szczęście i nie było wielu kontuzji, Pasy grały piłkę nie tylko ładną i interesującą, ale i skuteczną, bo skutecznością w przypadku tego zespołu jest to, że beniaminek z takim składem przez długi czas utrzymywał się w pierwszej ósemce. Chyba nikt nie da gwarancji, że grając inaczej, ta drużyna zajmowałaby wyższe miejsce.

Ekstraklasa powinna to dostrzec i zauważyć, że da się grać inaczej, niż tylko defensywnie, długą piłką, opierając się na indywidualnościach. Niekoniecznie trzeba od razu grać krakowską tiki-takę, nie każdy przecież musi lubić tę przesadę. I dobrze, bo piłka nożna to gra opinii.

O tym, jak wygląda starcie z zespołem o wyższej kulturze gry przekonała się mocno Legia Warszawa. Jasne, słabsi piłkarze, mniejsze pieniądze, ale to nie może oznaczać, że piłkarz Ekstraklasy powinien bać się piłki. A załamywać rąk nad wyszkoleniem polskiego zawodnika w nieskończoność się nie da.

Dopóki strach rządzić będzie na boiskach Ekstraklasy, dopóty Polska nie stworzy żadnej eksportowej drużyny, a żadne pieniądze tego nie zmienią. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook