Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 3 czerwca 2013

Anatomia sukcesu

fot. slasknet.com
Czy to się komuś podoba, czy nie, mistrzem Polski sezonu 2012/2013 została Legia Warszawa. Inne kluby mogą patrzeć z zazdrością, jednak sukces nie wziął się z niczego. Jakie przyczyny zadecydowały o końcowym triumfie i czy polski klub może w końcu awansować do Ligi Mistrzów?

Dominacja

Zacznijmy od początku. Rywalizacja w tym sezonie o tytuł mistrzowski rozgrywała się pomiędzy dwiema drużynami. Na starcie rundy wiosennej już można było przypuszczać, że gra o tron rozegra się pomiędzy Legią Warszawa a Lechem Poznań. Po jesiennym meczu, kiedy to Wojskowi łatwo wygrali w Poznaniu 3:1, mocno zaakcentowali chęć walki o pierwsze miejsce. Dla rywalizacji było to niezdrowe, że w boju o najwyższy cel liczą się tylko dwie drużyny. Czysto sportowo obydwie drużyny jednak dominują w naszym kraju i są raczej modelowym przykładem dobrze poukładanych „produktów”. Jeśli spojrzymy na liczące się ligi europejskie, dominacja jednego-dwóch zespołów nad resztą stawki wydaje się ogólnie przyjętą normą. Zresztą tabela mówi sama za siebie. Legia uzyskała sześciopunktową przewagę nad Lechem i dwudziestopunktową przewagę nad trzecim Śląskiem Wrocław.

Liczby nie kłamią

Skąd wzięła się przewaga Legii nad Lechem? Z meczów na własnym stadionie. Warszawiacy na swojej Pepsi Arena zgromadzili aż 38 punktów. Co w takim razie robił Lech przy Bułgarskiej? Był dobrym samarytaninem i rozdawał punkty potrzebującym. Poznaniacy zdobyli u siebie „zaledwie” 24 punkty, co daje im dopiero 4. pozycję w klasyfikacji na najlepszą domową drużynę sezonu 2012/2013. Rehabilitacja Lecha miała miejsce w meczach wyjazdowych, w których to zdobyli aż 37 punktów. Legia zgromadziła na swoim koncie dorobek skromniejszy o osiem punktów. Chociaż w 30. kolejkach obydwa zespoły straciły po 22 bramki, to forma strzelecka wypada znacznie lepiej na korzyść mistrza kraju. Legia zdobyła w sumie 59 bramek, o 13 więcej od Lecha.

Danijel Ljuboja (12 bramek), Marek Saganowski (10 bramek) i Jakub Kosecki (9 bramek) znacznie przyczynili się do zdobycia mistrzostwa po 7 latach przerwy. Ten pierwszy jednak jest skonfliktowany z prezesem i latem opuści klub. Na jego miejsce w Legii został kupiony Dwaliszwili, strzelec 5 bramek w tym sezonie. Anatomia sukcesu nie kryła się jednak tylko w ofensywie. Jan Urban inteligentnie rotował składem, utrzymując większą cześć składu w dobrej formie. Tak np. trener Legii na stałe miał trzech obrońców: Artura Jędrzejczyka, Jakuba Wawrzyniaka i Iñaki Astiza (wszyscy rozegrali ponad 20 spotkań w sezonie). Do tej trójki doliczmy trzech zawodników, którzy zagrali ponad 10 spotkań, czyli Michała Żewłakowa, Bartosza Bereszyńskiego i Jakuba Rzeźniczaka. A fakt, że z tych obrońców poważniejszy uraz miał tylko Wawrzyniak (nieobecny przez 3 kolejki) dodatkowo zwiększył komfort pracy Urbana.

Z pomocników trener Urban korzystał najczęściej z usług Dominika Furmana (26 spotkań), Miroslava Radovica (25), Jakuba Koseckiego (24), Daniela Łukasika (22), Ivicy Vrdoljaka (19) i Janusza Gola (18). W ofensywie bardzo przydatny okazał się Radovic, który w sezonie zaliczył 11 asyst. Jeżeli dołożymy do tego 9 trafień Koseckiego, to mamy świetny duet drugiej linii. Należy również docenić rolę defensywnych pomocników w Legii, których funkcję mogą sprawować wszyscy w/w z wyłączenie właśnie Radovica i Koseckiego. Szybkie odbiory piłki i przetransportowanie ich do skrzydłowych, tudzież napastników to niezwykle ważny aspekt gry, a Legia w tym sezonie ten element opanowała do perfekcji.

Szansa na Ligę Mistrzów

Po objęciu sterów Legii przez Jana Urbana w maju 2012 roku, wydawało się, że awans do fazy grupowej Ligi Europy jest niejako obowiązkiem. W ostatnim meczu eliminacyjnym klub z Warszawy stracił bramki w ostatnich 10 minutach spotkań. Bardzo pechowo, bo zarówno w pierwszym meczu (w 80. minucie), jak i w rewanżu (w 87. minucie). Wielka szkoda, że polski klub nie awansował dalej, bo wszyscy pamiętają, jak dzielnie radziła sobie Legia w Lidze Europy w sezonie 2011/2012. Czy teraz, po nieudanych poprzednich eliminacjach, jest gotowa na walkę, ale o Ligę Mistrzów? Śmiało odpowiadam, że tak. Urban po Macieju Skorży przejął zespół nastawiony na rozwój. Trzon drużyny został i dzisiaj tworzy już monolit. Jeżeli, nie dojdzie do jakiejś większej transferowej rewolucji w klubie, to mamy w końcu szansę na oglądanie polskiej drużyny w LM. Trener ma głowę na karku i po zdobyciu mistrzostwa na pewnie nie pozwoli, aby jego zespół zamiast wzmocnić się - osłabił. Radosław Patkowski
comments powered by Disqus
facebook